8 lis 2014

Denko #3 okołotwarzowe

Ale nam się pogoda popsuła! Takiej pogody wyjątkowo nie lubię, najchętniej zaszyłabym się pod kocykiem z kubeczkiem słodkiej herbaty, z książką... I w sumie od ponad godziny tak to u mnie wygląda, wcześniej siedziałam z książką w wannie... I tak jest ciemno, więc co za różnica o której moczę tyłek?
Trochę przemarzłam, więc należało mi się. Próbuję w ten sposób trochę oswoić jesień. Jak Wam to wychodzi?

A jak Wam wychodzi pielęgnacja skóry jesienią? Mam dla Was konkurs związany z tym pytaniem, pamiętacie? Chętnie podpatrzę jakieś Wasze patenty, szczególnie na dobre nawilżenie skóry, bo ostatnio u mnie z tym krucho... Liczę na Was :)

Tak jak obiecałam, przyszła kolej na pozostałą część denka. Okołotwarzową część :)


Wykończyłam dwa pudełka CeryNovy z bratkiem. Była jakaś nikła poprawa stanu cery, ale na tyle nikła, że trzeciego opakowania już nie było. Ale też nie miałam wysypu w trakcie ich brania, a tego się spodziewałam. Cynk, bratek, stare sposoby na poprawę stanu cery, oczyszczają organizm z toksyn. Skóra wyglądała lepiej, ale zdecydowanie bardziej służy jej beta-karoten. A jeśli chodzi o wypryski, zwalczam je kwasami :)

Próbki kremu od SantaVerde na bazie aloesu w wersji Rich i Light dostałam w ramach akcji prowadzonej przez tę firmę na Facebooku. Fajna sprawa, próbeczki przychodzą do Ciebie same, a jak się polubicie z produktem to wiecie czego oczekiwać za daną cenę. A te kremy są naprawdę dobre jak na moje potrzeby. Zdecydowanie lepiej sprawdzała się u mnie wersja Light, Rich była zbyt bogata dla mojego tłuścioszka. Dodatkowo lekka, mocno płynna konsystencja tej pierwszej wersji pozwoliła mi testować krem na skórze przez przeszło dwa tygodnie. Skóra była dobrze nawilżona, wypryski szybciej się goiły. Jestem strasznie ciekawa efektów przy dłuższym stosowaniu, ale skutecznie odstrasza mnie cena. 130zł za 30ml produktu, plus jeszcze koszty przesyłki... Kremy z Gaia Creams wychodzą taniej, a mają ciekawsze składy :)

Próbkę kremu z Natura Siberica otworzyłam w okresie poszukiwania dobrego kremu nawilżającego. I ten krem zapchał mnie przeraźliwie już po pierwszym użyciu! Tworzy brzydką maskę na twarzy, przez którą momentalnie błysk zaczął ze mnie wyłazić. Nie, nie, nie, nie tędy droga.

Po żel tymiankowy z Sylveco sięgnęłam z czystej ciekawości. Tymianek to zioło znane z dobrego działania na skórę problematyczną, a po dobrych wspomnieniach po spotkaniu rumiankowego braciszka byłam pozytywnie nastawiona. I wszystko to, co udało mi się osiągnąć rumiankowym żelem poszło się paść podczas stosowania tego tymiankowego. Nie uwłaczam jego właściwościom, ale dla mojego problematycznego tłuścioszka potrzeba czegoś więcej, np. kwasu salicylowego zawartego w rumiankowej wersji. Tymiankowa jest dobra dla cery suchych, wrażliwych, które by rumiankowa wersja wysuszyła i może nawet podrażniła.

Tłusty krem nagietkowo-brzozowy to był hicior! Hicior na okres jesienno-zimowy, co mi przypomina (szczególnie po dzisiejszym paskudnym dniu! pfe!), że w poniedziałek podczas łażenia po mieście będę musiała odwiedzić zielarnię :) Jest niezastąpiony, rewelacyjnie oczyszcza skórę, nadaje jej lepszy koloryt, daje siłę na przetrwanie mrozów.
Miałam też wersję lekką, kupiłam ją ze wspaniałą wizją wzmożonej kuracji pełnym nagietkowo-brzozowym zestawem. Totalna pomyłka, kolejny krem tworzący maskę na twarzy. Trafił w ręce Tośka, który ma cerę problematyczną, ale jednocześnie suchą i jemu dobrze służył.

Podkład mineralny La Rosa zgarnęłam chętnie z wyprzedaży u Ani z jej Kolorowego Kraju :) Akurat też małą wyprzedaż na jej blogu znajdziecie, więc jeśli jesteście ciekawi, to serdecznie Was na bloga Ani zapraszam. Z resztą, nie tylko na wyprzedaż :) Byłam ciekawa innych minerałków, do tego po głowie chodziło mi już wtedy małe przeświadczenie, że powinnam spróbować z nieco bardziej żółtymi tonami. Podkład, który trafił moje łapki, był w odcieniu Honey, bardziej brzoskwiniowym niż żółtym. Posiadał drobinki, których jednak nie było specjalnie widać na skórze, sam w sobie krył naprawdę słabo, używałam go na podkład z Annabelle Minerals, by nieco ożywić kolor skóry, tak akurat na wiosnę. Chociaż był naprawdę kiepskiej jakości, wspominam go mile, ponieważ odkryłam w końcu swoją kolorystykę i przestałam wyglądać na wiecznie zmęczoną czy chorą :)


Rosyjskie kosmetyki! :):):)

Na pierwszy ogień trafia serum nawilżające Baikal Herbals, chodzące cudo, mój ulubieniec, za którym mi potwornie tęskno, ale dopóki nie wykorzystam do cna wersji dla tłuścioszków to mogę tylko do niego do niego wzdychać. Najlepszy krem jaki miałam kiedykolwiek, najlepszy krem nawilżający do cery tłustej, skóra naprawdę wygląda po nim na zdrową i zadbaną. Z resztą, co ja Wam tu będę słodzić z własnej perspektywy, kiedy mam potwierdzenie? Jedna z Was, Lori95 (którą pozdrawiam ciepło!) sama przyznała, że pod moim wpływem kupiła i zakupu nie żałuje, a moje serducho się cieszy :)

Dwa toniki, dwie różne wersje, jedna dla cery suchej, druga dla tłustej. Nie mam pojęcia, jak ta firma dobiera składniki pod cerę, ale tutaj ponownie wersja dla cery suchej służy mi tysiąc razy lepiej niż wersja dla cery tłustej i mieszanej. Nawet pachnie lepiej! Tonik dla cery suchej pozostawiał skórę odprężoną, przyjemnie zmiękczoną, jakby zrelaksowaną, ukojoną. Tonik dla cery tłustej i mieszanej po prostu ją przemywał, delikatnie ją napinał, skóra prosiła się o krem (a nie mam w zwyczaju kremować się na noc), do tego towarzyszył mi zapach szarego mydła. Chętnie wrócę, oczywiście do wersji nawilżającej!

Kremiki od babuszki Agafii do 35 lat na dzień i na noc miło wspominam. Bardzo fajny zestaw dla cery niewymagającej od kremu więcej niż odpowiednie nawilżenie i utrzymanie względnej równowagi produkcji sebum. Lekki krem byłby za lekki na jesienno-zimowe kaprysy pogody, za to na wiosnę i lato jest idealny. Chętnie do niego wrócę, szczególnie na letnie upały, nie zapycha i jest zupełnie niewyczuwalny, nawet w najgorętsze dni - w przypadku nawilżającego serum trochę go czuć, jak robi się za ciepło. Kremik na noc jest dobry na każdą porę roku, byleby nie było upału. W gorące noce nieprzyjemnie czuć go na twarzy, źle mi się z nim zasypiało.

Moja przygoda z rosyjskimi kosmetykami zaczęła się od tego produktu! Przedstawiam Wam po raz kolejny maseczkę babuszki Agafii do lat 35, z serii zatrzymanie młodości. Bardzo sobie tę maseczkę cenię, świetnie odżywia buźkę, sprawia, że jest aksamitna, robi cuda z twarzą, gdy tego potrzebujemy: wygląda się po niej na wypoczętego, zdrowego i szczęśliwego człowieka :):):)
Aż mi się tęskno za nią zrobiło, jak tak sobie teraz o tym myślę. Muszę koniecznie uzupełnić zapas przy kolejnych zakupach, będzie to moje trzecie już opakowanie!


Na zakończenie trzy micele - z Tołpy, Dermedic i Botanics. Micel z Tołpy był bardzo długo moim ulubionym, dopiero teraz pojawił się przeciwnik, który ma szansę go zdetronizować - ale, ale! Na razie nic nie mówię! Wyjątkowo delikatny, nie szczypie w oczy, całkiem nieźle radzi sobie z mocniejszym makijażem - potrzeba większej ilości płynu i wacik trzeba przez chwilę przy oku przytrzymać, ale schodzi wszystko ładnie. Mam wrażliwe oczy, więc bardzo sobie go cenię! Do tego nie jest tłusty, a ja tłustych miceli wyjątkowo nie lubię.

Micel z Dermedic to raczej tonik. Niezły tonik nawilżający, nie micel. Nie potrafił sobie poradzić ze zwykłym tuszem. Wykorzystałam go do przemywania twarzy na koniec demakijażu i tutaj fajnie się sprawdzał - usuwał ewentualne resztki i delikatnie nawilżał skórę, w lato również przyjemnie odświeżał. Ale wrócić do siebie nie wrócimy. Bo po co?

Z micelem z Botanic z serii The Power of Plants może i byśmy się polubili, gdyby nie szczypał w oczy. Byłabym w stanie zdzierżyć jego tłustą warstewkę. Ale tak cholernie szczypał w oczy!
Na szczęście był tylko resztą pozostawioną przez ciotkę, która zapomniała go spakować, wracając do Anglii. Wykorzystałam w sytuacjach podbramkowych, jak skończył się inny micel lub gdy pomalowałam się mocno, a Dermedic nie potrafił opanować sytuacji.

Uch, udało się! Koniec denka, opakowania z czystym sumieniem wyrzucone. Mówiłam, że byłaby ściana tekstu, jakbym wszystko wrzuciła za jednym razem! Mam tylko nadzieję, że choć część z Was przebrnie przez to tutaj!

A dla tych, co przebrnęli, mam pytanko, myślę, że miłe... Macie szczególną chrapkę na jakiś konkretny kosmetyk z DMu? Wybieram się w poniedziałek z moją Kinu i chętnie pomyślę również o Was :):):)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


Disqus for Jaskółcze Ziele