7 sty 2017

The Olive Branch i Ro's Argan | Lush

Cześć kochani! Nie wiem jak u Was, ale do Opola w końcu zawitał śnieg! I to nie tak, że trochę posypie i na następny dzień stopnieje, zostawiając jedynie brzydką breję. Śnieg z krwi i kości, który skrzypi pod butami, przypominając harce za dzieciaka. A że na długi weekend wracam do domu, na sam dół śląska, mam nadzieję, że przywitają mnie piękne białe Beskidy! Może nawet ulepię z bratem bałwana?

Dzisiaj chciałabym wam poopowiadać o dwóch produktach marki Lush. O balsamie i żelu do ciała. Ro's Argan Body Conditioner i The Olive Branch Shower Gel bardzo przypadły mi do gustu, wyglądem, zapachem i właściwościami.


Żel jest w postaci dwufazowej, na górze oddziela się cienka mleczna warstewka, więc produkt trzeba porządnie wstrząsnąć przed użyciem. Pomarańczowy żel, początkowo klarowny staje się mętny. Pachnie przepięknie, jak wizyta w pomarańczowym sadzie w ciepły letni dzień. Jest słodko od pomarańczy i mandarynek, jest trochę cierpko od kwiatów pomarańczy.

Żel ma zbyt rzadką konsystencję i to jest jego jedyny minus. Przecieka przez palce i niestety za dużo się jego marnuje w ten sposób. Pieni się delikatnie, równie delikatnie myje ciało, nie ściąga skóry.
Żelem można również umyć włosy, co oczywiście wypróbowałam. Na włosach pieni się znacznie lepiej, myje dokładnie, ale wciąż delikatnie. Włosy są po nim sypkie i dobrze się rozczesują. Intensywnie pachną tym wibrującym pomarańczowym ogrodem - moje włosy bardzo łatwo przyjmują zapachy, pachniały żelem do następnego umycia.

Wywar z liści winogron, woda, SLeS, Sodium Cocoamphoacetate, świeży sok z mandarynek, oliwa z oliwek (Fair Trade), zapach, glikol propylenowy, olejki: bergamotkowy, cytrynowy, absolut z kwiatów pomarańczy, olejek mandarynkowy, sól morska, limonen, linalol, hydroksycytronelal, lilial, C1 14700, Methylparaben

Lush ma świetne składy kosmetyków, wykorzystuje ciekawe surowce, jak wywar z liści winogron czy świeży sok z mandarynek. Rzadko kiedy można spotkać zastosowanie samej wody w fazie wodnej i uważam, że to jest świetne rozwiązanie, taka zabawa wodnymi infuzjami zamiast dodawania "pustej" wody.


Balsam Ro's Argan przypomina w konsystencji smakowity budyń. W dotyku jest mokry i bardzo łatwo wpija się w skórę, pozostawiając po sobie cienką warstwę tłustego filmu, która po chwili znika. Zapach jest wibrujący, różany, kojarzy się z orientem. Bardzo wydajny produkt.

Skóra jest po nim przyjemnie miękka i odżywiona. Świetnie sprawdza się zimą na przesuszone ręce, utrzymuje nawilżenie skóry przez długi czas, a różany zapach przyjemnie otula. Niezwykły przejemniaczek na chłodne zimowe wieczory - o ile dacie radę wytrzymać bez dresu na tyle, by się nim posmarować :)

Woda wiosenna, gliceryna, olej ze słodkich migdałów, wywar z liści cyprysu, olej z orzechów brazilijskich, wywar z lasek wanilii, masło shea (Fair Trade), kwas stearynowy, olej arganowy, masło cupuacu, zapach, trietanoloamina, masło kakaowe (organiczne, Fair Trade), sok z jagód goji, absolut różany, olejki: różany, geranium, cytrynowy; limonen, alkohol cetylostearylowy, cytronelol, kumaryn, Methylparaben, Propylparaben
Balsam kryje w sobie wiele wspaniałych olejów i maseł: słodkie migdały, orzechy brazylijskie, shea czy cupuacu, a także takie cudowności jak wywar z lasek wanilii - wyobrażacie sobie, jak musi pachnieć sam wywar? - czy absolut różany, które w głównej mierze wpływają na cudny różanych zapach z nutą orientu. Dzięki temu balsam jest lekki, a jednocześnie porządnie odżywia skórę. Widzicie te dodatki w postaci wywaru z liści cyprysu czy soku z jagód goji? :) Cudo!

    Żel The Olive Branch kosztuje 4,95 funtów za 100g w sklepie internetowym Lush.
    Balsam Ro's Argan kosztuje 16,50 funtów za 225g w sklepie internetowym Lush.

    Linki podaję Wam poglądowo. Lush nie wysyła produktów do Polski, głównie ze względu na krótki termin przydatności produktów. Lusha można upolować w Czechach, Niemczech czy na Węgrzech, więc jeśli macie okazje, koniecznie odwiedźcie ich sklep. Mnóstwo cudowności można tam znaleźć!

    Macie swoich ulubieńców wśród oferty Lush?


    Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


    31 gru 2016

    Be.Loved Take the Day off | olejek do demakijażu

    Cześć kochani!

    Mam ogromną nadzieję, że Wasze Święta Bożego Narodzenia były piękne, spędzone w rodzinnym gronie, z atmosferą ciepłą i radosną. I takiego też nadchodzącego roku! Pełnego kreatywnych pomysłów, które będą Was codziennie ładować pozytywną energią. Z całego serducha Wam, i sobie!, tego życzę.

    Dzisiejszym postem zamkniemy rok 2016, w którym miałam okazję poznać wiele wspaniałych, głównie polskich marek - na pewno możecie wyczekiwać porządnego podsumowania :) Dzisiejszy bohater to mała zapowiedź jednej z pozycji, mowa bowiem o marce Be.Loved, która na zakończenie postanowiła mnie bardzo miło przywitać. A, dzięki już takiej małej tradycji w postaci Wielkiego Świątecznego Konkursu u Lili, będę miała okazję poznać markę jeszcze bliżej, gdy przyjedzie do mnie zestaw Tropikalna Wyspa! Już nie mogę się doczekać! ♥
    Dla Was Aniołek też zostawił zgubioną świąteczną paczkę u Lili? :) Pochwalcie się dobrą nowiną!

    Be.Loved to polska marka z siedzibą na Łotwie założona przez Kingę, która oprócz tego, że tworzy kosmetyki prosto z serca, to jeszcze jest nauczycielką jogi i promotorką zdrowego trybu życia. Opowiadałam Wam już ostatnio o ręcznie wyrabianym Powietrzu o ulotnym zapachu róży, ylang-ylang, a dzisiaj przyszedł czas na olejek do demakijażu Szafran&Śliwka Take the Day off.

    Olejek do demakijażu Szafran&Śliwka

    Zmyj z siebie dzień.  Pięknie pachnący marcepanem lekki olejek zamknięty w butelce z Miron Glass to idealny pretekst, dla odrobiny relaksu przed snem. Zarówno oleje z krokosza i z pestek śliwki szczególnie dobrze działają na moją skórę - są lekkie, nie obciążają jej, szybko się wchłaniają i zawierają mnóstwo cudowności, które gotowe są jej podarować. Cudowności te są chronione przez Miron Glass, które sprawia, że nasz produkt pozostaje dłużej świeży, dłużej zachowuje pełnię swoich właściwości.

    Oleje: z krokosza (szafranu fałszywego), słonecznikowy, rycynowy, arganowy, z pestek winogron, z pestek śliwki; witamina E

    Olejek ma ma słomkowy kolor i jest bardzo leciutki, co w przypadku olejku do demakijażu to dla mnie minus. Nie używam do demakijaż płatka kosmetycznego, demakijaż przy pomocy olejku zwykłam wykonywać rękoma, bez zbędnego pocierania skóry, a z dodatkiem przyjemnego masażu, jaki można sobie zapewnić. W takim wypadku olejek trochę za szybko wpija mi w skórę, przez co muszę stosować większą ilość - zużywam 4-5 pompek, w zależności od mocy mojego makijażu :), by olejek dokładnie zmył makijaż, a przy okazji by pomasować sobie trochę napięte przez ciężar dnia mięśnie twarzy. Jeśli nie przywykłyście do masowania buzi przy okazji demakijażu olejkiem, koniecznie spróbujcie. Skóra Wam za to podziękuje!

    Demakijaż olejami metodą OCM

    Olejek, podczas wykonywania demakijażu z króciutkim masażem, ma czas odżywić skórę - i robi to, w fenomenalny sposób! Skóra staje się miękka i lepiej napięta, i pozostaje taka po dokładnym umyciu buzi naturalnym mydełkiem. Osoby z suchą skórą mogłyby postawić jedynie na delikatne obmycie twarzy ściereczką z mikrofibry lub gąbeczką konjac namoczoną w ciepłej wodzie - tak jak przy OCM, ja jednak, posiadaczka skóry przetłuszczającej się, wolę nie zostawiać zbyt dużo olejku na skórze, tym bardziej, że do samego demakijażu zużywam go dużo. Tak jak już wspomniałam, podczas delikatnego masażu własnymi ciepłymi palcami, olejek ma czas się wchłonąć (a poprawa krążenia tylko mu w tym pomaga), dzięki czemu nawet po umyciu twarzy mydełkiem skóra pozostaje przyjemnie miękka i odżywiona.

    Uwielbiam ten olejek. Nie ma on problemu ze zmyciem nawet mocnego makijażu, a umożliwia nam połączenie oczyszczania twarzy z odżywieniem i odprężeniem skóry. Mógłby być nieco bardziej wydajniejszy, można by pomyśleć o dodaniu gęściejszego oleju lub masełka, by był bardziej treściwszy, a demakijaż przebiegałby przy użyciu mniejszej ilości - szczególnie, że cena olejku nie jest mała.

    Olejek Take the Day off od Be.Loved o pojemności 30ml kosztuje 95zł, 100ml 130zł w sklepie internetowym Dom i Uroda.

    Uwaga! W sklepie jest teraz promocja! Za mniejszą pojemność zapłacimy 64zł, a za większą 99zł! 

    Cudownej zabawy sylwestrowej! ♥ Widzimy się w 2017!


    Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


    18 gru 2016

    Pearl Luminate Brilliant Deep Cleanser | Skin79

    Cześć kochani! Zima przywitała mnie podłym choróbskiem, które w pierwszej chwili zbagatelizowałam - przecież mnie zwykłe przeziębienie nie pokona :) odmawiałam zachorowania! - i niedocenione powaliło mnie całą swoją mocą. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wylądowałam w łóżku z gorączką nie do zbicia i antybiotykiem! Tosiek musiał się cały czas o mnie troszczyć, dbać o zapasy ciepłej herbatki i ciepłe obiadki, i spisał się w tej roli wyśmienicie. Kocham go za to, jak się mną opiekuję, gdy jestem takim małym chorym boroczkiem :)

    Ciągle jeszcze nie odzyskałam pełni sił, ale zebrałam się w sobie i zrobiłam wcale nie małą sesję zdjęciową na zdjęcia - zaraz po porządnym posprzątaniu mieszkania i zabawach z Płoteczką... i chwili grania na konsoli, którą przedwcześnie przyniósł nam Aniołek (razem z ukochanym Wiedźminem i The Last of Us, w którą to gra tylko Tosiek, a ja nieśmiało patrzę, nie mam nerwów na takie gry!). Zdjęć mi teraz nie braknie, więc nie mam wymówki - pozostało tylko dla Was pisać... A mam tyle rzeczy Wam do pokazania!

    Kosmetyki koreańskie to ciągle nowość w mojej łazience, ale muszę przyznać, że powoli zaczynam rozumieć za czym dokładnie tłumy szaleją. Te, które docierają na nasz rynek w większości mają świetne, choć wcale nie naturalne składy, a przy okazji mają niezwykłą zdolność cieszenia oka. Są po prostu piękne, a pięknych rzeczy chętniej się używa, prawda?

    Kolejną taką pięknością w mojej kolekcji jest delikatny żel do mycia twarzy Skin79 Pearl Luminate Brilliant Deep Cleanser, który ma zapewnić perliste rozświetlenie i nawilżenie. Ciekawi, jak się sprawuje?

    Recenzja żelu do mycia twarzy z perłami ahoya Skin79

    Jego urok tkwi w perełkach, których nie w sposób sfotografować tak, by oddać ich piękno - a przynajmniej mi takich zdolności brakuje. Perełki, pięknie błyszczące w świetle, różnej wielkości zawieszone są w żelu. Nie zacinają bardzo wygodnej pompki, pękają zanim wydostaną się na zewnątrz, uwalniając miliony cudnych refleksów, które to trafiają na naszą buzię. Sprytnie przemyślane! Efekt WOW już po pierwszym użyciu, od razu można poczuć się piękniejszym :)

    Produkt zamknięty jest w tubie z solidnego plastiku, zdolnego do przetrwania spotkania z podłogą bez większego uszczerbku. Jest to opakowanie typu airless, co możecie zaobserwować na zdjęciu, dzięki czemu kontakt produktu z powietrzem jest ograniczony do minimum. Pompka pozwala na stopniowanie aplikacji produktu, więc nie ma mowy o jego marnotrawstwie - co jest istotne przy jego cenie.

    Żel ma aksamitną konsystencję i tworzy równie aksamitną, kremową piankę, która daje bardzo przyjemne uczucie na skórze. Uczucie to potęgowane jest jego zapachem - świeżym i kobiecym, choć dla mnie trochę za intensywnym jak na tego typu produkt. Jest niesamowicie wydajny, głównie dlatego, że pieni się obficie, a piana jest kremowa i potrzeba naprawdę niewiele produktu, by umyć twarz, szyję i dekolt.

    Opinia na temat koreańskiego żelu do mycia twarzy Skin79

    Woda, betaina kokamidopropylowa, Acrylates Copolymer, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Disodium Cocoamphodiacetate, Potassium Cocoyl Glycinate, chlorek sodu, 1,2-Hexanediol, glikol butylenowy, Caprylic/Capric Triglyceride gliceryna, glikol dipropylenowy, zapach, trietanoloamina (TEA), ekstrakty: z nasion chia, z gotu kola, z pstrolistki sercowatej; hydrolizowany kolagen, ekstrakt z pereł (1,000ppm), glikol heksylenowy, agar, propanodiol, guma arabska, dwutlenek tytanu, puder perłowy (95ppm), Menthyl Lactate (pochodna mentolu i kwasu mlekowego), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, syntetyczna mika, Methyl Diisopropyl Propionamide, Ethyl Menthane Carboxamide, aluminium, tlenek cyny, oliwa z oliwek, olejek pomarańczowy, kwas glikolowy, oleje: z liści herbaty, moringa, ryżowy, sezamowy, kokosowy, sojowy, perilla; olejek miętowy, ekstrakt z orzechów piorących, olejki: eukaliptusowy, limonkowy, z rumianku rzymskiego; proteiny z masy perłowej (0,016ppm), ekstrakty: z jagód goji, z kwiatów narcyza, z herbaty, z saussurey chińskiej, z korzenia Ulmus Davidiana, z rozmarynu, ze skórki mandarynki, z jeżyny koreańskiej, z brzoskwini, z kosańca różnobarwnego, z chabra bławatka, ze słodkich migdałów, z kwiatów bzu czarnego, z lotosu, z kwiatów gorzkiej pomarańczy, z owoców cytryńca chińskiego, z magnolii, z kiwi, z fragnipani, z frezji, z gujawy, z piwonii chinskiej, z rokitnika, z gardenii, z konwalii, z głogu, z makuwa (koreański melon), z Dendropanax Morbifera, z kory Mallotus Japonicus, z mniszka, z liści hurmy, z korzenia jukki, z jaśminu, z nasion chia, z amarantusa, z liści flaszowca.

    Boziątko... przebrnąć przez ten skład to wcale nie taka łatwa rzecz. Żel zawiera w sobie OGROM ekstraktów z ziół, owoców znanych bardziej lub mniej, egzotycznych również w różnym stopniu - zapewniają one bardzo szerokie spektrum działania. Znajdziemy tu również ciekawe oleje, jak na przykład moringa czy perilla, i olejki eteryczne, które złagodzą działanie i tak już łagodnych detergentów. Są również obiecane perły Ahoya w postaci i pudru, i ekstraktu, i nawet masy perłowej. Oraz miły akcent w postaci kwasu glikolowego. Trochę martwi mnie obecność aluminium i tlenku cyny.

    Pearl Luminate Brilliant Deep Cleanser

    Żel pozostawia skórę miękką, nie ściąga jej, co świadczy o jego delikatności. Jednocześnie bardzo dobrze ją oczyszcza, jednak nie stosowałabym samego żelu do oczyszczania buzi z makijażu - obawiam się, że mógłby sobie nie poradzić, poza tym szkoda by było tych wszystkich składników, które siedzą w żelu i czekają, by dostać się na wstępnie oczyszczoną skórę! Skóra jest po nim rozświetlona - dzięki zawartości miki i pudru perłowego - wygląda na wypoczętą. 

    Z obietnic producenta z pewnością mogę się podpisać pod właściwościami nawilżającymi, skóra po żelu jest aksamitna, nie pojawiają się żadne suche skórki, nie ma mowy o nieprzyjemnym ściągnięciu skóry po jej umyciu. Rozjaśnienia skóry, poza omówionym efektem rozświetlenia, nie zauważyłam.

    Osobiście raczej nie sądzę, bym sięgnęła po ten żel po raz kolejny. Jest delikatny dla mojej skóry i polubiliśmy się przez ten wspólny czas, ale jego cena jest zdecydowanie zbyt wysoka jak na moje potrzeby. Jestem w stanie zrozumieć jego cenę ze względu na ogrom ekstraktów, które producent wpakował w ten produkt - niemniej jednak wolałabym zobaczyć te ekstrakty w późniejszych krokach mojej pielęgnacji. Żel do mycia twarzy pozostaje na skórze bardzo krótko - chociaż w moim przypadku i tak trwa to długo, pełen cykl z Luną trwa minutę; czy ktoś z Was myję swoją twarz przez minutę rano i wieczorem? - i ubolewam nad tym, że większość cudownych ekstraktów nie ma szansy porządnie na skórze zadziałać. Ponadto nieco niepokoi mnie obecność aluminium i tlenku cyny w składzie i sama bym po ten produkt nie sięgnęła.

    Poza tym, hej, hej! Za sto złotych oczekuję spektakularnego efektu, nie tylko dodatku miki do żelu :)



    Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


    Disqus for Jaskółcze Ziele