Za dwa dni odbieramy naszą Zmorę! Nie mogę przestać o tym myśleć :)
Olejek, który dzisiaj będzie naszym bohaterem, chodził za mną długo z powodu recenzji u kochanej Herrbaty (:*). Jestem od dawna zafascynowana indyjskimi metodami pielęgnacji włosów - trudno tu się dziwić, patrząc na włosy Hindusek - a po przeczytaniu, że ma podbijać czerwone refleksy, wiedziałam, że będzie mój. Jednak długo zwlekałam z zakupem, ponieważ nie mam w zwyczaju robić zakupów internetowych tylko dla jednej rzeczy. Gdy tylko uzbierało mi się parę rzeczy, które mogłabym zamówić na Triny.pl - henna Khadi, gdyż wkurzało mnie przepłacanie za nią stacjonarnie (39zł!), wspominana maseczka oczyszczająca, amla i maka dla mojego B. - od razu złożyłam zamówienie.
Wspominając mojego bzika na temat indyjskich metod pielęgnacji włosów, nie mogłabym pominąć filmiku, który ostatnio mnie rozłożył na łopatki... :)
Przy tym nasze olejowanie to pikuś! Ale muszę przyznać, że zaczęłam ostatnio olejować w ten sposób skalp dzisiejszym bohaterem, pomagając sobie wodą w rozprowadzaniu olejku po główce. Mam ostatnio poważne problemy ze skalpem, a ten olejek cudownie koi.
Za 17zł dostaniemy olejek o pięknym składzie. Znajdziemy w nim połączenie oleju kokosowego z migdałowym oraz neem, wzbogacone o zioła indyjskie, takie jak maka, amla, brahmi, jaswand, kapoorkachli, hennę oraz o aloes.
Zero konserwantów :)
Olejek ma specyficzną konsystencję. W normalniej temperaturze, jak przystało na olej kokosowy, jest w stanie stałym. Żeby go użyć, trzeba go delikatnie ogrzać. Można włożyć butelkę do miski z ciepłą wodą, zrobić sobie herbatkę i oprzeć butelkę o ścianki kubeczka lub też włożyć ją za pasek dresu, by przyjmowała ciepełko od brzuszka :)
Możemy w ten sposób stopniować "leistość" naszego olejku. Możemy ogrzać go tylko troszeczkę i taką trochę gęstszą ciecz wmasować we włosy. Ciepło rąk i naszej główki rozpuści olejek do końca i pięknie rozprowadzi. Można też stosować klasycznie, jak każdy olejek.
Tak jak wspomniałam, ja lubię ostatnio stosować go na skalp. Łatwo się rozprowadza, z pomocą wody. Nie zużywa się go wcale tak dużo, jak to było w przypadku filmiku :)
Kolor jest fenomenalny. Myślę, że sporo tutaj zadziałały zioła indyjskie, w tym henna. Roztopiony olejek jest znacznie bardziej czerwony, efekt fenomenalny. Od razu człowiek wierzy, że zrobi się czerwony :)
Olejek zawiera sporo drobinek, są to wytrącające się zioła, jak i nie do końca rozpuszczony olejek. Czuć go pod palcami w trakcie masowania, jednak później ładnie znikają. Można drobinek uniknąć, rozpuszczając całkowicie cały olejek.
Butelka zawiera 100ml olejku, jest poręczna i wygodna w użyciu. Jedynie naklejka pierwotnie była trochę wyżej, jednak z powodu moczenia butelki trochę jej się zeszło :)
Olejek ma za zadanie wzmocnić cebulki włosów, leczyć skórę głowy, hamuje wypadanie włosów. U mnie jest wielki właśnie z powodu kojenia mojej kapryśnej główki. Jednak moje włosy również się z nim polubiły, są bardziej elastyczne i sprężyste. Podczas przesilenia wiosennego ładnie poradził sobie z nadmiernym wypadaniem włosów, jednak nie minimalizuje problemu do zera. Ważne, że nie wypadają garściami :)
Czy włosy urosną silniejsze będę w stanie sprawdzić dopiero po kilku miesiącach, jednak na pewno podbija on kolor moich włosów. Ostatni raz hennowałam włosy na całej długości w styczniu, przed studniówką, a włosy ciągle pozostają ogniste. Zrobiły się trochę jaśniejsze, jednak ciągle czerwień i niesamowita głębia w nich pozostaje.
Olejek stosowała również moja mama, która farbuje się na blond. Śmiałam się z niej za każdym razem, gdy podbierała mi olejek, mówiąc: będziesz ryża! Jednak nic takiego się nie stało, złocisty blond pozostał złocistym blondem. Możliwe, że trzeba być rudym, możliwe, że spore znaczenie miało tutaj używanie przeze mnie henny do farbowania włosów. Fakt faktem, że kolor jest świetny :)
Widać zioła indyjskie mi służą. Mam zamiar poeksperymentować z amlą na co dzień w różnych mieszakach, gdyż na razie stosowałam ją jedynie podczas hennowania. I na pewno pokuszę się po inne :) A olejek zostaje moim ulubieńcem i włosowym must have! Wy znajdziecie go tutaj, jest również wersja 200ml :)
Wiecie o czym teraz myślę? Zmora, Zmora, ZMORA :):):)