Zbliża się majówka! Chociaż na razie pogoda nie zapowiada się ciekawie jestem ciągle pełna nadziei co do nadchodzącego słońca. Mam nadzieję, że mogę tutaj liczyć na Rubinowego Kota, która ma niesamowite zdolności w przywoływaniu słoneczka i już raz zapewniła mi piękny słoneczny dzień! :*
Czyściki to coś, co opłaca się sprowadzać z Anglii. Mają długi termin ważności - jak na produkty Lusha :) - 3-4 miesiące, w trakcie których mamy szansę je zużyć! Ja wybrałam Mask of Magnaminty, który to jest dedykowany dla cery problematycznej, z niespodziewajkami.
Ujęło mnie hasło tego produktu: Don't mask the spots, Mask of Magnaminty them! :):):)
Opakowanie nie przepuszcza światła jest lekkie i poręczne. Jednak paskudnie się brudzi, musiałam wyszorować je do zdjęcia, by nie było, że ze mnie taki brudasek. Łatwo się odkręca nawet mokrymi rękami, nabieranie produktu nie stanowi problemu, można go łatwo wypędzlować do dna.
Pachnie cudnie, miętowo, świeżo. I właściwie tylko mięte będziemy czuć po otworzeniu opakowania. Konsystencja jest typowa dla glinek, jednak nie zasycha na twarzy jak glinki, można ją długo trzymać na twarzy. Rozsmarowuje się łatwo, pod warunkiem, że mamy zwilżoną skórę i paluszki - wtedy maska zamienia się w delikatną emulsję (która to tak pięknie brudzi nasze czarne opakowanie :)). Maska zawiera drobne drobinki, delikatne dla skóry, które peelingują twarz podczas zmywania jej z twarzy. Są to kawałki zmielonej fasolki Anuki, od początku do końca naturalnie!
W składzie znajdziemy
Bentonite Gel (bentonit to skała ilasta pochodzenia wulkanicznego, bogata w minerały, ma właściwości oczyszczające), glinka biała, miód, talk, fasolka Anuki, gliceryna, olej z wiesiołka, olejek z mięty pieprzowej, olej z aksamitki, absolut z wanilii, Perfume, chlorofil, Methylparaben (konserwant)
Maska o takim składzie musi być niezwykle odżywcza. Żel bentonitowy i glinka biała pięknie nam buźkę oczyszczą z małą pomocą fasolki Anuki. Olej z wiesiołka, z mięty pieprzowej i aksamitki pomogą problematycznej cerze powrócić do równowagi. Chlorofil rozjaśni przebarwienia spowodowane niespodziewajkami. Zaskoczyła mnie obecność parabenu w formie konserwantu - taka firma jak Lush? Niemniej jednak nie ma go dużo, produkt w końcu trzeba zużyć w przeciągu 4 miesięcy, mogę im to wybaczyć.
Maska niesamowicie odświeża buźkę. Lubię ją
zarówno rano, na miły początek, jak i wieczorem po ciężkim dniu.
Przyjemnie chłodzi skórę - zasługa olejku miętowego - i zwęża pory.
Jednak z tego powodu nie będzie odpowiednia dla osób o skórze wrażliwej,
olejek miętowy może podrażniać. Po zastosowaniu maski rano buźka się
tak nie świeci przez dzień, wypryski się zmniejszają, stany zapalne
bledną. Idealna na większe wyjścia, gdy coś nam wyskoczyło i jest
czerwoną diodą. Nie do końca jestem przekonana do drobinek fasolki
Anuki, które mogą rozprowadzać niespodziewajki po twarzy, jednak słabo
peelingują, a sama maska ma działanie antyseptyczne - miód, biała
glinka, olejek miętowy, olejek z wiesiołka, olejek z aksamitki... :)
Można masce to wybaczyć, jednak znacznie bardziej podobałaby mi się bez
tych drobinek.
Stosowana regularnie rozświetla buźkę,
wyrównuje koloryt - chlorofil. Maska jest niezwykle pomocna w przypadku
nagłego wysypu - Jaskółka obżerała się przez święta ćwikłą, dokładając
do niej jeszcze łyżkę chrzanu, musiało mnie wysypać. Dodatkowo wysypuje
mnie jeszcze trochę z powodu wprowadzenia Pharmaceris z 5% kwasem
migdałowym. Maska ładnie sobie radzi z gotowymi wypryskami, zmniejszając
ich wielkość, delikatnie wysuszając, same wypryski szybciej się goją.
Na ten moment nie zapobiega wysypowi nowych, gdyż nocnym działaniem w/w
kremem musi mnie wysypać, ale obserwowałam to wcześniej - i cieszyłam
się naprawdę ładną buźką. Oczyściła mi pory na policzkach i siłą rzeczy
zwęziła trochę pory.
Mam jeszcze połowę maski, ale już
planuję małe sprowadzanie za pomocą cioci. Zastanawiam się też nad
wypróbowaniem Herbalismu, miał ktoś?
P.S. Miałam pisać rzadziej! Widać bardzo jestem przejęta maturą, hihi :):):)
P.S. Miałam pisać rzadziej! Widać bardzo jestem przejęta maturą, hihi :):):)