26 paź 2014

Nowy przepis na hennę - henna chai!

Kochani, dzięki Rubinowemu Kotu zrobiłam krok milowy w dążeniu do wymarzonego koloru przy farbowaniu henną! Jest jeszcze parę rzeczy, które chcę poprawić, jeden poważny błąd, który wpłynął na kolor, ale naprawdę jestem zadowolona z efektu. 

Rubinowy Kot przesłała mi link do podstrony Henna for Hair, gdzie Kim P przedstawia swój przepis na hennę. Stałam się małym testerem i z pewnością jeśli kolejne hennowania przyniosą chodź trochę zbliżony efekt, jak na zdjęciu Kim (marzenie!), Koteczek skorzysta z mojego doświadczenia i sam się zahennuje - albo zacznie myśleć o tym znacznie intensywniej, hihi :) Nie przeszkadza mi rola królika doświadczalnego, lubię bawić się z włosami, tym bardziej jeśli przynosi to takie piękne efekty!

Standardowo już wykorzystałam hennę Khadi, odmierzyłam 50 gram i zabrałam się za "herbatkę".


  • 2 torebki czarnej herbaty parzymy w kubku przez 10 minut, dla wyciągnięcia z niej taniny
  • 2 torebki (w moim przypadku łyżeczki) czerwonej herbaty parzymy w kubku przez 10 minut; prawdopodobnie dla pięknego czerwonego koloru, jaki posiada sama herbata
  • łyżkę mielonych goździków (dorwałam jedynie w całości, a nie miałam ochoty ganiać za mielonymi po sklepach, poradziłam sobie nożem :)) zalewamy 1/3-1/2 kubka wrzątku i parzymy; nie ma bliżej określonego czasu, więc parzyłam je przez 10 minut, jak resztę, po czym przecedziłam i zostawiłam napar
Według przepisu powinien tutaj znajdować się jeszcze sok z cytryny. Ja już go nie dodawałam, ponieważ moja czerwona herbata jest aromatyzowana cytryną, myślę, że wystarczająco kwaśnie się zrobiło.

Kim w swoim przepisie pisze o tym, żeby nie przygotowywać henny w zbyt ciepłym naparze, henna podobno traci głębie koloru i znacznie szybciej wypłukuje się z włosów. Zaciekawiło mnie to, ponieważ na ulotce Khadi wyraźnie jest napisane, żeby czerwone odcienie zalewać wodą o temperaturze 90 stopni. Tak czy siak uznałam, że ponad 10 minut parzenia wystarczająco ostudziło moje herbatki, nie sprawdzałam już paluszkiem, przystąpiłam do mieszania mojej egzotycznej mieszanki - niczym henna chai :)

Wykorzystałam 5 łyżek naparu z czerwonej herbaty, 5 łyżek naparu z czarnej, całość naparu z goździków... I tutaj popełniam kardynalny błąd. Henna wyszła mi zbyt płynna, przez co po zmyciu pierwsze co zobaczyłam to ryża rudość. Ale o tym za chwilę... :)

Hennę zrobiłam w zeszły czwartek wieczorkiem i zostawiłam w cieplusim zacienionym miejscu do... soboty :) Henna trochę zgęstniała, ale dalej była zbyt płynna. Dało się ją nałożyć, nie zrobiłam z łazienki hennowego poligonu, ale, ale, ale...


...efekt już nie do końca ten, i to z własnej winy! Henna zbyt płynna szybciej zasycha na włosach, a zaschnięta już tak ładnie nie farbuje włosków. A czasu miała mnóstwo, by pofarbować, bo trzymałam mieszankę trzy godziny - ciężkie trzy godziny, bo spędzanie czasu z czepkiem na głowie przyjemnym dla mnie nie jest, po godzinie zaczyna boleć mnie główka.  
Byłam tak zła na siebie, szczególnie gdy zobaczyłam ryżą rudość na włosach, że aż miałam ochotę kręcić pozostałą resztę henny i poprawiać!

Ale że złość piękności szkodzi, ochłonęłam, dałam szansę włosom trochę ściemnieć  i chyba po raz pierwszy w życiu miałam okazję faktycznie na własne oczy zobaczyć ciemniejące włoski po hennie! Nie żeby mi ciemniały jak patrzyłam w lustro, po prostu z biegiem czasu jak chodziłam się przeglądać, wychodziłam z łazienki z bananem na ustach - no bo są ciemnieeeejsze!

Nie robiłam zdjęć od razu, odczekałam tydzień, tak jak po ostatnim hennowaniu henną irańską, by Wam porównać efekty. Już nie tylko kolorystycznie, ale też to jak henna trzyma się na włosach po tym okresie czasu. 

Włoski w rzeczywistości mają jeszcze więcej czerwonego poblasku, mój aparat współpracować z czerwienią nie chce, niezależnie od tego jak bardzo go proszę. Za to mój telefon komórkowy już tak, więc zapraszam Was na mojego instagrama, bo tam na pewno będę chwalić się kolorkiem :)


Zdjęcie z października zrobione w słoneczku, by pokazać Wam jak najbardziej zbliżoną wersję kolorku, jaki uzyskałam. Niestety w innym świetle aparat nie chciał go uchwycić. Ciągle jeszcze mu brakuje co nieco, nie widać też wielowymiarowości koloru (ciemniejsze od strony karku, jaśniejsze pasma jak od słońca, jaśniejsze końce, full natural). I co najważniejsze, w końcu nie widać przejścia pomiędzy włoskami farbowanymi wcześniej farbą chemiczną, a tymi już tylko henną! Jupi!

Muszę Wam się jeszcze czymś pochwalić... w rozmowie z dwoma koleżankami z roku dowiedziałam się, że myślały, że ja tak naturalnie ruda :):):)

Przy następnym hennowaniu postaram się usprawnić przepis - a raczej metodę postępowania, by kolor był jeszcze bardziej czerwony!

Jak Wam się podoba?


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


Disqus for Jaskółcze Ziele