Dzisiejszy bohater notki ma sporo wspólnego z akcją, ponieważ ułatwia trzymanie rączek z dala od buźki. Ten małych rozmiarów wojownik po pierwsze jest maseczką, a po drugie świetnie radzi sobie z wszelkim syfem na twarzy. Chcecie go poznać?
Wszystkie maseczki są świeże, wykonywane każdego dnia i należy je trzymać w lodówce i zużyć w ciągu trzech tygodni. Musiałabym ją używać codziennie, by faktycznie dać radę dosięgnąć dna w ciągu tych trzech tygodni, maska jest niezwykle wydajna.
Głównym składnikiem walczącym o naszą piękną buźkę jest czosnek, ale znajdziemy tutaj również mnóstwo innych składników powszechnie używanych w maseczkach (nawet domowych :)) dla cer problematycznych.
W składzie znajdziemy (dokładnie w takiej kolejności) białą glinkę, owoce zielonych winogron, świeże organiczne jaja z wolnego wybiegu (szczęśliwe jaja! :)), miód, mąkę kukurydzianą, glicerynę, czosnek, olejek z drzewa herbacianego, Limonene i zapaszek.
Skład jest piękny, krótki, naturalny i myślę, że spokojnie do odtworzenia w domku. Przynajmniej ja będę się starać i w razie czego zaraz dam Wam znać :)
Konsystencja jest bardzo gęsta, dzięki białej glince i mące kukurydzianej, co odpowiada za niezwykłą wydajność produktu. Z jednej strony bardzo dobrze, z drugiej - biorąc pod uwagę krótkość czasu, z jaką musimy się uporać z produktem - trochę żal będzie wyrzucać niewykorzystane resztki maseczki. Nie codziennie sprowadza się z Anglii Lusha!
Najbardziej przerażał mnie zapach, ale nie jest to ostry czosnek. Fiołki to też nie są, ale zpach nie jest nieprzyjemny, na twarzy go nie czuć, więc nie ma najmniejszych problemów z użytkowaniem.
Nie pytajcie mnie dlaczego moja ściana ma inny kolor, sama nie do końca rozumiem ten fakt. A nie chciało mi się zdjęcia poprawiać, bo znów leżę obłożnie chora w łóżku.
Udało mi się zużyć około połowy, a mam jeszcze tydzień czasu! Chyba będę musiała stosować ją teraz codziennie :) Trochę przeszkadzają mi widoczne cząstki nie wiadomo czego w tej maseczce: łupinki czosnku? Niektóre fragmenty są dość twarde i przez nieuwagę można sobie krzywdę zrobić. Na szczęście to jedyny minus tej maski.
A jak z działaniem? 100% efektu. Skóra ładnie oczyszczona, mniej zaskórników, powstałe brzydale szybko znikają. Jak dla mnie bomba. Do tego skóra jest gładsza, fajnie odświeżona. Nie rusza jej kolorytu, ale nie od tego jest. Jeśli jeszcze kiedykolwiek będę miała okazję kupić coś z Lusha, definitywnie będzie to ta maseczka. I od razu pomyślę, i część zamrożę, by mieć z niej więcej pożytku.
Mam jeszcze 2 produkty od Lusha, które chętnie Wam na dniach zrecenzuję. A jak Wasze opinię na temat tej firmy? Możecie mi coś polecić na przyszłość?
I jeszcze raz zapraszam uczestniczki akcji do dyskusji pod poprzednim postem oraz do wypełnienia ankiety pod postem o akcji.
I jeszcze raz zapraszam uczestniczki akcji do dyskusji pod poprzednim postem oraz do wypełnienia ankiety pod postem o akcji.