Wracając do olejku... Na stronię Monoi Tiara dowiadujemy się, że olejek:
Regularnie stosowany działa delikatnie złuszczająco, pobudza regenerację komórek, pomaga utrzymać jedwabiście miękką skórę, zapewnia odpowiedni stan nawilżenia skóry. Zawiera naturalne oleje roślinne i zioła, które rozjaśniają miejscowe przebarwienia skóry i redukują piegi.
Skład również jest bardzo zachęcający!
Oryza sativa oil (olej ryżowy), Sesamum indicum oil (olej z sezamu indyjskiego)**, Helianthus annuus oil (olej słonecznikowyl)**, Rosa damascena (róża), Rubia cordifolia (Manjistha; marzanna indyjska), Curcuma longa (ostryz długi), Curcuma aromatica, Caesalpinia sappan, Tocopheryl acetate (witamina E), Cymbopogon martinii (palczatka), Pelargonium graveolens (pelargonia pachnąca), Pterocarpus santalinus (drzewo sandałowe), Cymbopogon khasians, Linum usitatissimum (len zwyczajny), Prunus dulcis (migdałowiec zwyczajny), Triticum vulgare (pszenica), Daucus carota sativa (marchew zwyczajna), Crocus sativus (krokus), Citral* , Citronellol*, Geraniol*, Farnesol*, Linalool*, Limonene*.
* naturalne olejki eteryczne
** składniki pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych.
Warto zaznaczyć, że produkt jest certyfikowany przez BDIH, jest wegański i nie był testowany na zwierzętach.
Jestem bardzo zadowolona z olejku i oczywiście smaruję się nim, kiedy tylko mogę. Zapach jest niesamowity, ziołowy z wyczuwalną nutą róży. Ma on aromaterapeutyczne właściwości, działa m.in. antydepresyjnie i relaksująco. Cudo na zimowe dni.
Zdążyłam już wysmarować całe ciało 3 razy i jestem zachwycona wydajnością olejku. Wystarczają 2 krople, by pokryć całe ręce, a sam olejek wchłania się błyskawicznie. Czuję, że czeka nas burzliwy romans tej zimy :)
Nie jest to jednak koniec prezentów od B. Ten jednak jest z nieco innej okazji. Pudełeczko zostało własnoręcznie przyozdobione, wygląda cudownie, a w środku czekają na mnie dwie kwitnące herbaty... Obecnie mieszka w nich również kremik i kwiaty lawendy, o których zaraz Wam opowiem. Śliczne jest, prawda? :)
Kolejny prezent wyciągnęłam ze skrzynki wczoraj. Jest to długo oczekiwana paczka od Gaia Creams z ich najnowszym żywym kremem arganowo-rokitnikowym. Krem wygrałam w rozdaniu w Zielonym Koszyczku, za co jeszcze raz bardzo dziękuję :) Czekałam długo, bo paczka szła z Anglii, ale za to samo jej otwieranie było już przyjemnością. Po otwarciu w powietrzu uniósł się zapach lawendy, ponieważ Gaia Creams umieścili w niej jej kwiaty, razem z płatkami róż! Nie ma to jak zrobić dobre pierwsze wrażenie :)
Kremik zapachem i konsystencją przypomina tłuścioszki od Sylveco. Jednak ten nie jest aż tak zbity, pomimo tego, że równie tłusty, przypomina mus. Nałożony cienką warstwą na skórę wchłania się błyskawicznie jak na takiego tłuścioszka. Jestem pod wrażeniem tego odkrycia i wróżę nam równie dobrą przyszłość :)
Buła ze mnie straszna! Nie wrzuciłam Wam składu! Już się poprawiam :)
100% ORGANICZNE, WEGAŃSKIE & ETYCZNE SKŁADNIKI:
BUTYROSPERMUM PARKII, ARGANIA SPINOSA, CANNABIS SATIVA,O ENOTHERA BIENNIS, LINUM USITATISSIMUM, NIGELLA SATIVA, HIPPOPHAE RHAMNOIDES
Ostatnią rzeczą, jaką chcę się z Wami dzisiaj podzielić jest moja czwartkowa wizyta w Punkcie Krwiodawstwa z moim B. Postanowiliśmy wykorzystać fakt, że tuż przed świętami w szkole niewiele się dzieje i zrobić coś dobrego dla innych. Byliśmy pierwszy raz oddać krew, ale personel medyczny był bardzo miły i poprowadził nas przez całą procedurę krok po kroku. Myślę, że trafienie na takich dobrych ludzi jest bardzo ważne, szczególnie gdy idziemy oddać krew po raz pierwszy i wiążą się z tym emocje po zasłyszanych historiach od znajomych. Także nawet gdy poczułam, że w połowie drogi zaczyna mi się kręcić w głowie, zachowałam spokój i słuchałam każdego słowa pielęgniarek - szybko wróciłam do normy i oddałam całe 450ml krwi.
Chciałabym, by stwierdzenie "nie mam grupy 0, więc moja krew do niczego wielkiego się nie przyczyni" przestało siedzieć w waszych głowach. Stwierdzenie, że grupę 0 można przetoczyć każdemu, gdyż nie zawiera antygenów, nie jest do końca zgodne z prawdą. Mimo wszystko przetaczamy zupełnie inną grupę krwi, erytrocyty z antygenami mieszają się z tymi bez nich, co nie jest normalną sytuacją dla organizmu i nie bez powodu lekarze rzadko decydują się na taki zabieg. Dlatego nawet z grupą AB Rh+ jaką np. mam ja, możemy zrobić wiele dobrego, nawet uratować komuś życie.
W broszurze, którą dostałam w Punkcie Krwiodawstwa, przedstawiona była tabela z występowaniem grup krwi w naszym kraju w %. Okazuje się, że najmniej liczna (zaledwie 1%) jest grupa AB Rh-. AB Rh+ to zaledwie 7%, chociaż 0 Rh- to jedyne 6%, 0 Rh+ to aż 31%. Najbardziej liczna jest grupa A Rh+, 32%. Te dane dają wiele do myślenia, szczególnie w ten dziękczynny czas.
Satysfakcja po oddaniu krwi jest niesamowita :) Żałuję, że nie zdecydowałam się na to wcześniej, ale za to postanowiłam odwiedzać Punkt Krwiodawstwa 2-3 razy do roku. Chciałabym zaszczepić również w Was taką ideę. Ciężko jest zdecydować się na zostanie dawcą szpiku, gdyż to wiąże się z podjęciem naprawdę poważnej decyzji i z wyrzeczeniami, jednak oddanie krwi to znacznie łatwiejsza sprawa. Możecie zdecydować się na nie "z buta" pod warunkiem, że jesteście po porządnym śniadaniu i nie zaniedbujecie picia wody.
A w nagrodę dostajemy 8 czekolad, batona, czasem nawet kawę. Jako Honorowy Dawca Krwi (z legitymacją, która przychodzi do nas do domu już po pierwszym oddaniu krwi) przysługują nam m.in. zniżki lub nawet darmowe korzystanie z komunikacji miejskiej, w zależności od miasta.
W komentarzach piszecie, że wiele z Was nie idzie oddać krwi, bo się boi. Też się bałam stałam przed wejściem chyba z 5 minut. Ale był ze mną mój B., warto zabrać kogoś ze sobą. Doszłam też do wniosku, że naprawdę chcę to zrobić, nie mogę więc stchórzyć przed samym wejściem :) A jak przekroczyłam próg, zaczęłam wypełniać te wszystkie formularze, zobaczyłam ile ludzi tam było (w sumie w ten dzień odwiedziło PK 25, niezły wynik jak na czwartek) weszła we mnie jakaś nowa energia.
Zastanówcie się, czy chcecie przez zwykły strach odebrać komuś szansę na życie. Pierwszy raz jest najgorszy, bo towarzyszą temu emocje, potem idzie z górki.
Nazbierało się tego trochę przez ten tydzień :) Teraz wracam do świątecznych porządków, bo trochę tego jeszcze mam przed sobą. Za to w klimat już się wczułam, od dwóch dni piekę ciastka, choinka również już ubrana... I co jakiś czas kolędy w tle! Dobrze, że prezenty już porobione, bo w sklepach tłumy. Już w czwartek w Lidlu był masakrą... Święta idą, święta :) A Wy, czujecie już klimat świąt?