Znalezienie dobrego produktu do oczyszczania twarzy to nie lada wyczyn. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z cerą problematyczną i przetłuszczającą się. Na rynku jest mnóstwo produktów, które traktują naszą skórę bardzo inwazyjnie, dosłownie zdzierając z niej całe sebum, które jest produkowanie nie bez powodu!
Sebum jest dobrym przyjacielem naszej buźki. Chroni ją przed wieloma czynnikami, z którymi musi zmagać się na co dzień, jak zimna temperatura, wiatr, utrata wody. Dlatego jeśli chcecie dojść ze swoją buźką do porozumienia, musicie zrozumieć, że klucz nie w tym, by pozbyć się nadmiaru sebum, a nauczyć skórę, że nie musi go w takiej ilości produkować.
Sebum jest dobrym przyjacielem naszej buźki. Chroni ją przed wieloma czynnikami, z którymi musi zmagać się na co dzień, jak zimna temperatura, wiatr, utrata wody. Dlatego jeśli chcecie dojść ze swoją buźką do porozumienia, musicie zrozumieć, że klucz nie w tym, by pozbyć się nadmiaru sebum, a nauczyć skórę, że nie musi go w takiej ilości produkować.
Warto więc szukać produktów, które nie tylko będą delikatne dla naszej skóry, ale również pozostawią ją miękką, delikatnie odżywioną - oczywiście na tyle, na ile może odżywić ją produkt do mycia twarzy! Wyjątkiem są oczywiście oleje i magiczna metoda OCM, o której pisałam Wam na samym początku mojego blogowania. Ale OCM nie każdy pokocha, nie każdy się przekona do oczyszczania twarzy olejami i dla takich osób wychodzi na przeciw produkt, o którym dzisiaj Wam opowiem.
Produkt dostałam od przemiłych Pań z Kalina-Sklep - naprawdę fajne miejsce, gdzie różnorodność kosmetyków może przytłoczyć! Możecie się tam doszukać kosmetyków rosyjskich, marokańskich, polskich, niemieckich... znajdziecie tam kosmetyki ekologiczne, z najróżniejszymi certyfikatami. Możecie wyposażyć się od stóp do głów :)
Paczuszka od nich mile mnie zaskoczyła! Oprócz detoksykującego mydła dostałam również mnóstwo próbeczek mniejszych i większych, ale najbardziej podbił moje serce rokitnikowy kwiatuszek do kąpieli z Eco World - i już wiem że koniecznie będę musiała zaopatrzyć się w więcej tych cudowności! Swoją drogą, naprawdę miły gest i jak się okazuje... niezły chwyt marketingowy :)
Północnego mydła dostajemy naprawdę wiele, bo całe 120ml. W zestawie jest gąbka, która świetnie zgrywa się z tematem, przypomina bowiem kawałek węgla (po postukaniu też brzmi jak kawałek węgla!). I co najważniejsze, wraca do takiej formy po wyschnięciu. Zwilżona wodą robi się mięciutka, nie drażni skóry.
Mydło ma postać gęstej pasty, która brudzi na czarno. Przy odpowiedniej ilości wody, z pomocy gąbeczki czarne smugi zamieniają się w pianę, jednak nie ryzykowałam mycia twarzy w umywalce, by nie zostawić plam na ubraniach - mydełko zawsze towarzyszyło mi podczas kąpieli.
Mydło ma postać gęstej pasty, która brudzi na czarno. Przy odpowiedniej ilości wody, z pomocy gąbeczki czarne smugi zamieniają się w pianę, jednak nie ryzykowałam mycia twarzy w umywalce, by nie zostawić plam na ubraniach - mydełko zawsze towarzyszyło mi podczas kąpieli.
Jesteście mi w stanie powiedzieć, co w tym składzie tak pachnie? :)
Jest niesamowicie wydajne. Używamy go razem z Tośkiem niespełna 3 miesiące, a zużycie jest naprawdę znikome (nieco większe niż na zdjęciu, ale dalej znikome!). Niekończące się 120ml jest warte ceny 50zł.
Olej z rokitnika, olejek z cedru syberyjskiego, wyciąg z cytryńca chińskiego, wyciąg z nasion lnu, węgiel z brzozy zwisłej, masło shea, wyciąg z kotków brzozowych, wyciąg z maliny moroszki, woda, wyciąg z borówki, olej z pestek maliny sachalińskiej, wodorotlenek potasu
Mydło jest mydłem w prawdziwym tego słowa znaczeniu, nie tylko z nazwy. Mamy do czynienia z mydłem potasowym, czyli powstałym ze zmydlenia olejów (bardzo pięknych!) zasadą potasową. Do tego producent dosypał nam trochę węgla, nazwał go aktywnym, zapewnił nas o zaawansowanym, specjalnym procesie technologicznym, dzięki któremu węgiel uzyskał mikroporowatą strukturę i będzie pochłaniał zanieczyszczenia jak żaden inny! Kochani, nie dajmy się zwariować, każdy węgiel ma takie działanie. Z takich ciekawostek chemicznych (czegoś się dowiedziałam na tych studiach, a co!) powiem Wam, że nic tak nie czyści skóry jak dobre mydło z węglem. W dawnych czasach, gdy człowiek postanawiał się umyć, brano popiół z ogniska, który nie tylko zawierał sadzę, ale i węglan potasu, który zapewniał odczyn zasadowy. Czyli mamy odczyn zasadowy, mamy węgiel, mamy pięknie oczyszczoną buźkę! A właściwe dla skóry, kwaśne pH przywracamy tonikiem :)
Jak już jesteśmy w temacie zachwytów, olej z rokitnika w takiej ilości? Cud miód! Przebarwienia znikają, skóra się ładnie regeneruje, na zimę wręcz zestaw idealny. Reszta olejów, maseł, olejków i ekstraktów ma wspomagać albo działanie oczyszczające, albo działanie nawilżająco-regenerujące.
A to, że skład piękny i krótki, to każdy widzi, prawda?
A to, że skład piękny i krótki, to każdy widzi, prawda?
W użytkowaniu mydełko jest banalne, masa bardzo plastyczna, bez problemu nakłada się na zwilżoną gąbkę. Nie potrzeba go zbyt wiele, wystarczy delikatnie zamoczyć gąbkę z mydełkiem i pościskać parę razy w ręce. Z czarnawej mazi powstaje bielusia piana, którą umyjemy twarz i jeszcze starczy na szyję :)
Produkt testowaliśmy z Tośkiem długo, udało nam się nawet porównać go do mojego dotychczasowego faworyta - rumiankowego żelu z Sylveco, pamiętacie go? To porównanie wyszło przypadkiem i trwało dwa tygodnie, przez które Tosiek przeklinał mnie od najgorszych, bo zostawiłam czarne mydło u siebie w domku. U mnie tej różnicy nie było tak mocno widać, jedynie w okolicach noska i czoła, ale Tośkowi pory z powrotem się pozapychały. Po prawie trzech miesiącach testowania u obojga z nas czarnych główek ze świecą (tudzież lupą) szukać, jedynie u Tośka nosek pozostaje zapchany - na szczęście już nie czarnymi główkami.
Tutaj taka małą dygresja... Znacie jakiś sposób na taki oporny nosek? Stosujemy regularnie plastry z żelatyny, to mydełko i chociaż jest lepiej, sporo pracy jeszcze przed nami.
Tutaj taka małą dygresja... Znacie jakiś sposób na taki oporny nosek? Stosujemy regularnie plastry z żelatyny, to mydełko i chociaż jest lepiej, sporo pracy jeszcze przed nami.
Produkt nie zwęża porów, pięknie je oczyszcza, jednak o ich zmniejszenie trzeba zadbać dodatkową pielęgnacją (np. tonik z kwasem migdałowym, idealna ku temu pora!). Buzia po takiej przyjemnie pachnącej pielęgnacji jest gładziutka (dzięki masażowi gąbką rzadziej sięgam po peeling) i mięciutka, chociaż po chwili od kąpieli jest trochę ściągnięta. Tak jak wspomniałam o tym wcześniej, jest to wina zaburzenia odczynu skóry i w tym przypadku najzwyklejszy tonik załatwia sprawę - ale taki z kwasem lepszy :)
Co dla mnie najważniejsze, produkt jest naprawdę delikatny. Skóra podczas kuracji kwasami potrafi być nieźle podrażniona i przesuszona, a mydło jest zupełnie dla niej nieinwazyjne. Nie pogarsza przesuszenia skóry, gąbką pozbywamy się suchych skórek bez dodatkowe podrażniania. Taki mój ulubieniec na dobre i na złe.
Wiem, że na początku dzisiejszego wpisu odniosłam się do cery przetłuszczającej się i problematycznej, ale na dobrą sprawę mydło sprawdzi się u każdej cery, jeśli tylko chcecie swoją skórę oczyścić. Taką małą kurację polecam każdemu, bo skóra z biegiem czasu naprawdę wygląda lepiej, już nie tylko pod względem czystych porów, ale również przebarwień. Zdaję sobie sprawę, że wydatek 50zł to dla nie jednej z Was spory koszt, ale produkt będzie mi służył przynajmniej z rok, a używamy go z Tośkiem na dwie osoby! Sama czytałam o mydle wiele, polecała mi go również Bianka podczas naszego spotkania przy herbatce i tak jak Wy miałam wahania ze względu na cenę, a teraz żałuję, że zdecydowałam się na nie tak późno. Jest to produkt, który mogę Wam polecić z czystym sercem, dałabym uciąć sobie nie tylko rękę, ale i głowę za to, że będzie się u Was dobrze sprawował.
A byłaby ze mnie marna blogerka bez głowy, prawda? :)
Tą moc zamkniętą w 120ml opakowaniu możecie złapać np. TUTAJ :)
A byłaby ze mnie marna blogerka bez głowy, prawda? :)
Tą moc zamkniętą w 120ml opakowaniu możecie złapać np. TUTAJ :)