Nie wyobrażam sobie w taką pogodę, jak ta, chodzić w trampkach, chociaż to właśnie one towarzyszą mi na co dzień przez większą część roku. Przerzucenie się na lżejsze obuwie, sandałki, klapeczki czy japonki wymaga od nas staranniejszego zadbania o stópki. Malujemy paznokcie na rozmaite kolory, nacieramy je rajstopami w sprayu lub olejkami z świetlistymi drobinkami, by lepiej się prezentowały - ale tak jak w przypadku całej reszty naszego ciała, podstawą ich ładnego wyglądu jest odpowiednia pielęgnacja. Nie tylko tydzień przed urlopem, a przez cały rok, bez wyjątku. W końcu bardziej formalna okazja może nam wypaść zupełnie nieoczekiwanie i może się okazać, że jedyne eleganckie buty, jakie macie pod ręką, to te odsłaniające pięty i paznokcie. A uwierzcie mi, zdecydowanie bardziej chciałybyście poświęcić ten czas na perfekcyjną fryzurę czy makijaż, a nie na szorowaniu stóp pumeksem czy malowaniu paznokci.
Poza tym, odpowiednio zadbane stópki dodają nam pewności siebie! Taka już nasza kobieca natura :)
Dzisiaj pokażę Wam w jaki sposób ja dbam o moje stopy. Jest to przepis na króciutkie domowe SPA, które możecie przygotować w mniej niż 5 minut, podczas oglądania ulubionego filmu, serialu lub czytania książki. Odżywi stópki, ale przede wszystkim pomoże Wam się zrelaksować, przez co pielęgnacja stóp stanie się dla Was nie obowiązkiem, a przyjemnością!
Potrzebujemy:
Mleko jest moim ulubionym dodatkiem do kąpieli, niezależnie czy w kąpieli biorą udział stopy, ręce czy całe ciało. Jest mocno odżywcze i przyjemnie zmiękcza skórę.
Cytryna delikatnie wybiela przebarwienia i skórne, i te na paznokciach. Jest również bogata w przeciwutleniacze i odświeża skórę.
Olej babasu używam zawsze, gdy moja skóra potrzebuje silnego odżywienia. Jest to olej, który, pomimo konsystencji masła, bardzo szybko się wchłania, więc idealnie nada się do pielęgnacji stópek - nie pozostawi nam nieprzyjemnego tłustego filmu na skórze.
Olejek rozmarynowy to mój ulubiony dodatek do kąpieli stópek. Pobudza krążenie krwi i limfy, przez co niweluje uczucie ciężkości i świetnie odświeża stopy. Do tego przepięknie pachnie :)
Wykonanie jest banalnie proste! Wlewamy lekko podgrzane mleczko do miski z wodą...
... dodajemy pokrojoną w plastry cytrynę...
... 10 kropel naszego olejku eterycznego...
... i łyżeczkę oleju. W przypadku maseł możecie najpierw rozpuścić je w mleku. W moim przypadku nie było to koniecznie, dzisiaj było tak gorąco, że olej babasu topił mi się już na łyżce!
Pozostało nam nic innego jak moczyć stópki w naszej miksturce! W ruch może pójść szczotka, pumeks lub książka, w zależności od potrzeb :)
Mleko skoagulowało w kontakcie z sokiem z cytryny, jednak zupełnie nie odbiera mu to właściwości odżywczych.
Po 15 minutach (lub gdy wyrwiecie się z zapierającej dech w piersiach historii...) możemy już wyciągnąć stópki. Nie wycierajcie ich od razu w ręcznik! Pomasujcie stópki, by poprawić ukrwienie i by resztka oleju wchłonęła się w skórę. Przyznam się Wam, że jest to moja ulubiona część tego rytuału.
Na zakończenie, wystarczy sięgnąć po ulubiony krem do stóp - u mnie jest to Planeta Organica w wersji Afryka, usuwający ciężkość i zmęczenie. Będzie dużo przyjemniej, jeśli poprosicie o masaż swoją drugą połówkę. Jest to mój ulubiony rodzaj masażu i sama często podsuwam stópki Tośkowi pod rączki :) Dzięki temu SPA będzie jeszcze bardziej relaksujące i z wytęsknieniem będziecie wyczekiwać następnego!
Jeśli będziecie w tym regularne, taki rytuał wystarcza przyrządzać raz na dwa tygodnie. Ale uważajcie, jest to mocno uzależniające!
Potrzebujemy:
- miskę ciepłej wody
- 1 cytrynę
- 1 szklakę mleka
- 1 łyżeczkę ulubionego oleju lub masła (u mnie olej babasu)
- 10 kropli olejku eterycznego (u mnie rozmarynowy)
Mleko jest moim ulubionym dodatkiem do kąpieli, niezależnie czy w kąpieli biorą udział stopy, ręce czy całe ciało. Jest mocno odżywcze i przyjemnie zmiękcza skórę.
Cytryna delikatnie wybiela przebarwienia i skórne, i te na paznokciach. Jest również bogata w przeciwutleniacze i odświeża skórę.
Olej babasu używam zawsze, gdy moja skóra potrzebuje silnego odżywienia. Jest to olej, który, pomimo konsystencji masła, bardzo szybko się wchłania, więc idealnie nada się do pielęgnacji stópek - nie pozostawi nam nieprzyjemnego tłustego filmu na skórze.
Olejek rozmarynowy to mój ulubiony dodatek do kąpieli stópek. Pobudza krążenie krwi i limfy, przez co niweluje uczucie ciężkości i świetnie odświeża stopy. Do tego przepięknie pachnie :)
Wykonanie jest banalnie proste! Wlewamy lekko podgrzane mleczko do miski z wodą...
... dodajemy pokrojoną w plastry cytrynę...
... 10 kropel naszego olejku eterycznego...
... i łyżeczkę oleju. W przypadku maseł możecie najpierw rozpuścić je w mleku. W moim przypadku nie było to koniecznie, dzisiaj było tak gorąco, że olej babasu topił mi się już na łyżce!
Pozostało nam nic innego jak moczyć stópki w naszej miksturce! W ruch może pójść szczotka, pumeks lub książka, w zależności od potrzeb :)
Mleko skoagulowało w kontakcie z sokiem z cytryny, jednak zupełnie nie odbiera mu to właściwości odżywczych.
Po 15 minutach (lub gdy wyrwiecie się z zapierającej dech w piersiach historii...) możemy już wyciągnąć stópki. Nie wycierajcie ich od razu w ręcznik! Pomasujcie stópki, by poprawić ukrwienie i by resztka oleju wchłonęła się w skórę. Przyznam się Wam, że jest to moja ulubiona część tego rytuału.
Na zakończenie, wystarczy sięgnąć po ulubiony krem do stóp - u mnie jest to Planeta Organica w wersji Afryka, usuwający ciężkość i zmęczenie. Będzie dużo przyjemniej, jeśli poprosicie o masaż swoją drugą połówkę. Jest to mój ulubiony rodzaj masażu i sama często podsuwam stópki Tośkowi pod rączki :) Dzięki temu SPA będzie jeszcze bardziej relaksujące i z wytęsknieniem będziecie wyczekiwać następnego!
Jeśli będziecie w tym regularne, taki rytuał wystarcza przyrządzać raz na dwa tygodnie. Ale uważajcie, jest to mocno uzależniające!