Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty

6 wrz 2016

Podsumowanie miesiąca: sierpień 2016

Sierpień to z reguły bardzo ciepły miesiąc. Dlatego też z początku bardzo mnie zawiódł, nieustającym deszczem i burzami, które powinny zostać w tyle razem z lipcem. Nawet pieski były zawiedzione, bo nasza Wisła, nad którą zawsze zabieraliśmy je w letnie wieczory była zimna i wezbrana. Ale skoro już tam byliśmy, to była i kąpiel!


Myśli od kiepskiej pogody i od rzeczy, które mogłabym robić, gdyby tylko wyszło słońce, skutecznie odciągały mi praktyki. Zdecydowałam się na trzy tygodnie w laboratorium diagnostycznym, temat nie pokrywający się w stu procentach z moimi studiami, ale na pewno bardzo pouczający i otwierający oczy na wiele spraw. Powiem Wam szczerze, że ogromnie mnie zaskoczył fakt jak bardzo człowiek jest zastępowany przez maszyny. Wszystko idzie do przodu, pomiary stają się coraz lepsze i eliminuje się czynnik ludzki do minimum - jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że, na przykład, na pracowni hematologicznej stacjonuje jedna osoba obsługująca cztery maszyny, gdzie do każdej wystarczy tylko wstawić probówkę do raka, a pod koniec wydrukować wynik. Aparat sam miesza próbkę, sam wykonuje pomiar, sam się czyści. Spodziewałam się maszyn, ale to w jakim one stopniu już dzisiaj zastępują człowieka wprawiło mnie w osłupienie. Założę się, że w branży typowo chemicznej wygląda to tak samo - uczysz się całe studia wykonywać pomiary ręcznie, by trafić do pracy i nauczyć się obsługiwać maszynę, która zrobi to za ciebie.


W międzyczasie udało nam się w końcu zmobilizować z chłopakami i spotkać na kilku porządnych próbach. Mamy pierwszy koncert w tym składzie 17 września w cieszyńskiej restauracji Liburnia, więc jeśli tylko jesteście z okolicy to gorąco Was zapraszam! Koncert będzie w miłym lekko swingującym i balladowym klimacie akustycznego rocka. Ogromnie się cieszę, że zaczęłam w końcu sama działać w tym kierunku - długo nie miałam wiary w siebie, by podjąć się działania. Ale widać, gdy człowiek starszy, tym mądrzejszy - poza tym też bogatszy w doświadczenia i pomysły. Jeśli macie skryte marzenie i boicie się zrobić krok w tym kierunku, nie ma co się dwa razy zastanawiać. Zwlekanie niesie za sobą tylko żal za stracony czas, który można było przecież tak produktywnie wykorzystać na tę parę kroczków :) Tym bardziej, że udało mi się w końcu nauczyć grać na gitarze i stawiam pierwsze kroki w graniu prostych akordów na klawiszach,  czyli spełniam dziecięce marzenia!


Pod koniec sierpnia odwiedziłam Energylandię - byłam już kiedyś w wesołym miasteczku, w Alton Towers w Anglii, podczas odwiedzin u wujka sprzed czterema laty i ogromnie się cieszę, że podobna rzecz, na podobnym poziomie powstała w Polsce, niecałą godzinę drogi od mojego rodzinnego domu! Emocje były niesamowite, adrenalina szumiała mi w głowie cały czas, chociaż powiem Wam szczerze, że przeliczyłam się na początku - wspominając świetną Nemesis, wskoczyłam zaraz na początku w strefie ekstremalnej na Mayana. Jak się później okazało Nemesis to przy Mayanie pryszcz. Gdy zobaczyłam jak wysoko jesteśmy i do tego jak bardzo w dół za chwilę będziemy zjeżdżać, dostałam małego ataku paniki, który to możecie podziwiać na poniższym zdjęciu :):):)


Ale spokojnie, od połowy przejażdżki już się rozluźniłam, wystarczyło po prostu porządnie się rozgrzać i powoli zwiększać stopień trudności! Chociaż moją ulubioną pozostaje Formuła 1, mega przyspieszenie - 100km w 2 sekundy - i jazda do góry nogami, to to co Jaskółka lubi najbardziej!

Sierpień był dla mnie też czasem poszukiwań ciekawych ofert wakacyjnych na wrzesień, trzeba w końcu skorzystać ze studenckich wakacji! Oglądając przepiękne zdjęcia tak się zainspirowałam, że na dniach ukażę Wam moje pięć wymarzonych kierunków w obrębie Europy, które chciałabym zwiedzić, niekoniecznie w te wakacje. Tegoroczne zapewne skończą się tak, że wykupimy wycieczkę na 3 dni przed wyjazdem, bo mamy nadzieję załapać się na świetne Last Minute - prawdopodobnie w Grecji czy Bułgarii. Mamy mały dylemat, ponieważ bardzo chętnie wybralibyśmy się na wycieczkę objazdową, ale również chcielibyśmy się wybyczyć na plaży, popływać w morzu i naładować baterie - mówiłam Wam przecież ostatnio, że jestem zodiakalną rybą, a rybka lubi pływać! Ta decyzja jednak padnie dopiero w połowie września :)

Mam nadzieję, że Wasz sierpień, pomimo nie zawsze udanej pogody, był godny zapamiętania!


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


3 sie 2015

Inspiracje: żółte pokoje

Czeka nas we wrześniu przeprowadzka do nowego, malutkiego mieszkanka. Ponieważ po raz pierwszy będziemy mieszkać z Tośkiem zupełnie sami, chciałabym stworzyć przytulną atmosferę, stworzyć coś naszego, wspólnego. Przyjdzie mi bawić się w dekoratora małej przestrzeni, a kolor ścian zabawy mi nie ułatwia - zamiast jasnych ścian, które optycznie mi mieszkanie powiększą, czekają na mnie słonecznie żółte kolory, które wydawały mi się zupełnie niezgrane z moim poczuciem estetyki. Niestety - tudzież stety, bo wymaga to ode mnie większej kreatywności i otworzenie się na coś nowego :) - nie możemy przemalować ścian w naszym mieszkaniu, więc szukam sposobu na żółty.

Ogromnie pomocny okazał się Pinterest, kolebka inspiracji! Zaczęłam tam chomikować inspiracje nie tylko dotyczące naszego przyszłego malutkiego mieszkania, ale też te związane z moimi małymi marzeniami :)

Dzisiaj jednak chciałabym Wam pokazać, że żółte pokoje również mogą mieć swój urok! Jestem ciekawa, czy Wam również taki wystrój przypada do gustu - ja co prawda nie mam wyjścia :) Jest to trochę jak szukanie mniejszego zła, ale niektóre pomysły naprawdę bardzo mi się podobają!








Wpadło Wam coś w oko? Żółty jest Waszym kolorem czy nigdy byście się na niego nie zdecydowały? Przyznam szczerze, że połączenie żółtych ścian z ciemnymi meblami i ciepłymi akcentami w kolorach czerwieni czy rudości wygląda moim zdaniem dość ciekawie. I na pewno sprawia wrażenie przytulnego kąta.

Jeśli same gościcie żółty u siebie w domach, może zainspirujecie mnie swoim domem? :)

Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


27 sty 2015

Jak trafić do Jaskółki?

Dzisiaj trochę do śmiechu - oto jak co poniektórzy trafiają do mojego kajecika. Czyli co wpisać w Google, by trafić do Jaskółki. Czego szukają? Gdzie w tym sens, gdzie logika?
Sama uwielbiam czytać tego typu notatki u Was, zawsze znajdzie się perełka, która dosłownie zwala z nóg. Własne śmieszki zbierałam długo, ale mogę pochwalić się mocną czternastką, która wywołuje mniejszy lub większy uśmiech na twarzy :)

       1. szklanka wody kawa plemniki
Słyszałam o miłosnych miksturach z krwią miesięczną, ale to to już dla mnie zupełne zaskoczenie! Jak to kręcić, o północy? Przy pełni księżyca czy nowiu?

       2. joanna zmysłowy rudy zalecany
W przypadku długotrwałego dołka zaleca się zmysłowy rudy, jak u Joasi :)

       3. nago w hammamie w turcji
Zdjęć szukałeś, zbereźniku Ty!!!

       4. 50 faktów o grze o tron
Przeczytałam wszystkie dostępne książki, ale nic Wam nie powiem! Czytać książki, albo czekać do kwietnia na kolejny sezon!

       5. jaskółcze ziele czyścioszek
Dziękuję, chwalę sobie :)

       6. poco pić trądzik
Naco to? Poco to?

       7. zaschnięte żółtko jak wykorzystać
Rozumiem, że można nie lubić marnotrawstwa, ale żeby do tego stopnia? A żółtko lepiej wyrzucić, naprawdę...
       8. wcierka chilly
Wcierasz i chilloucik? Ciekawe z czego taka wcierka jest zrobiona :):):)

       9. kuracja tym kwasem jest najlepsza polecam
Szkoda, że nigdy się nie dowiem o jaki kwas chodzi :(
       10. miejsca gdzie kobiety zostawiają staniki
Wydaje mi się, że to kolejna akcja z tematem raka piersi w tle, ale mogę się mylić. To co, kobietki, gdzie zostawiacie staniki? :) U mnie leżą na poduszkach koło łóżka, rzucam je odruchowo po wyjściu z łazienki :)

       11. glon po hennie
Glona nie uświadczyłam. Zielonych włosów też nie. Świtezianki ze mnie nie będzie.

       13. mój kot zabił małą jaskółkę co robić
Reanimować! A kota na terapię wziąć, by zrozumiał, że to źle, to nie dobrze. Że tak dobre koty nie postępują.

       14. czy on zauważy pryszcza?
Jak zaopatrzysz się w zestaw małego szpachlarza i nim go potraktujesz to na pewno zauważy :) 

Nie mam pojęcia, skąd się biorą pomysły na takie wpisy... Który jest Waszym ulubionym? A może macie swoją własną perełkę? Podzielcie się koniecznie, dzisiaj potrzebuję dużo śmiechu :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka

17 sty 2015

Poznajmy się lepiej! Liebster Blog Award

Wiele razy już odpowiadałam na pytania z nominacji Liebster Blog Award, jednak każda kolejna nominacja bardzo mnie cieszy i chętnie odpowiadam na kolejne pytania :) Tym razem tym zaszczytem obdarowała mnie Annabel, której wysyłam ciepłe uściski! Dziękuję, kochana! Wiele to dla mnie znaczy!



Głównym celem Liebster Blog Award jest odkrywanie nowych blogów, daje możliwość ich rozpowszechnienia. Nominację dostaje się od innego blogera, jako uznanie za dobrze wykonaną robotę :)
Nie przedłużając...

1. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura?
Ta najbardziej praktyczna! A nie ma nic praktyczniejszego od warkocza. Najwygodniejszy (i przy okazji efektowny) jest sznur, jednak gdy muszę zapleść coś na szybko, robię duńskiego. Nie wiem czemu, zaplatanie "na opak" przychodzi mi łatwiej niż klasyczny francuz :)

2. Szpilki, baletki czy trampki? :)
Tampki! Cenię sobie wygodę, a w trampkach mogę śmigać całymi dniami bez szkody dla stópek (wybieram zawsze takie na grubsze podeszwie i przy okazji dodaję sobie paru centymetrów!). A gdy robi się chłodno wymieniam je na glany.

3. Jaki gatunek filmów preferujesz?
Thrillery, najlepiej hiszpańskie! Mają niesamowity klimat, są głębokie i skłaniają do myślenia. I zaskakują.

4. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?
Och, mogłabym wymieniać. Uwielbiam jeść, więc ciężko zdecydować mi się na jedno... Wszystko, co dobrze smakuje jest moim ulubionym :) Ale żeby nie zostawiać pytania bez odpowiedzi: česneková polévka z surowym jajkiem, smażone kalmary w panierce i sushi razem z miso
 :)

5. Co byś zrobiła gdybyś miała milion dolarów ?:)
Kupiłabym se z tonę półproduktów, zamknęłabym się z nimi w jednym pokoju na miesiąc, upewniłabym się, że mój Tosiek będzie mnie dokarmiał i po opracowaniu receptur otworzyłabym własną manufakturę kosmetyczną!
Ach, i Tosiek szepcze, że za to dokarmianie wypadałoby mu kupić Range Rovera...

6. Masz drugą połówkę? Jaki on jest?
Lubi jeść moje obiadki, ostatnio wybiera nudne filmy, nie chrapie w nocy, za to budzi mnie, by szukać w pościeli zakupów (tudzież psa, tudzież myszy, która spadła)... :)
A tak naprawdę jest chodzącą ostoją spokoju i pewnie gdyby nie to już dawno by ode mnie uciekł. Jestem chodząca cholera po tatusiu, do tego kopię i gryzę. Mamy podobne, bardzo specyficzne poczucie humoru i czasem razem robimy rzeczy tak dziwne, tylko dziękować Bogu, że nikogo w pobliżu nie ma :) Do tego dość często mnie przytula, przynosi mi winogronka, by mnie przekupić i jako jedyny przeczytał każdą moją notkę co do joty!
Mogłabym o nim pisać i pisać... ale reszta Tośka jest moja!!!

7. Lubisz gotować? Jakie danie udaje Ci się najlepiej?
Nic mi nie przychodzi do głowy, więc pytam Tośka. Ten wcale nie pomaga, bo odpowiada: każde! Spróbowałby inaczej, to by sobie sami gotowali :):):)
Po dłuższym namyśle rzuca: zupki, a ja w zupełności się zgadzam. Uwielbiam jeść zupy wszelkiego rodzaju, od prostego rosołu, przez cudną pomidorową, zupy-krem wszelkiego rodzaju, po ostatni eksperyment z afrykańską zupą z czerwonej soczewicy. Mogłabym jeść same zupy i zupełnie by mi to nie przeszkadzało, dlatego eksperymentuję z nimi jak tylko mogę i poznaję nowe smaki. I chyba faktycznie nieźle mi to wychodzi, bo zjadają wszystko :)
8. Lubisz planować czy żyjesz chwilą? 
Chyba planować. W ciągu dnia, w trakcie takiej zwykłej codzienności z reguły podejmuję spontaniczne decyzje, jednak jeśli chcę zorganizować coś większego, wypad, wycieczkę, imprezę itd. to wolę mieć wszystko zaplanowane. Nie chcę obudzić się z ręką w nocniku i lubię być przygotowana na każdą okazję.

9. Zdradź swój ulubiony trick kosmetyczny.
Przed olejowaniem namaczam włosy sokiem z aloesu, pudruję twarz przed nałożeniem kremu BB i nakładam produkty na lekko zwilżoną skórę - zużywam ich wtedy mniej i są wydajniejsze :)

10. Jakiego obcego języka chciałabyś się nauczyć?
Szwedzki, francuski, hiszpański... Podziwiam poliglotów i sama najchętniej nauczyłabym się wszystkich trzech wymienionych. Może kiedyś...

11. Twój najdziwniejszy zakup to...?
Mama wysłała mnie kiedyś do sklepu po ananasa do sałatki. Wróciłam z majonezem. Przynajmniej też był składnikiem tej sałatki :)

Moje pytania:
1. Książka, która najbardziej zapadła Ci w pamięć?
2. Gdzie w wymarzoną podróż?
3. Zdradź swój ulubiony trick kosmetyczny! :)
4. Co robisz, gdy nie blogujesz?
5. Jaką postacią z bajki byś była?
6. Co w sobie lubisz najbardziej?
7. Twoje ulubione kwiaty?
8. Kolor ściany w Twojej sypialni to...?
9. Jest z Ciebie nocny marek czy ranny ptaszek?
10. Czego nigdy w życiu nie chciałabyś spróbować?
11. Wolny dzień leniwie czy aktywnie?

A sama nominuję:
Patrycja Pieguska
Rose-Vanilla
Pepa
Rubinowy kot
Hedonizm&Eskapizm
Produkt Natury
30plusbeauty
Herrbata
Kociamber w podróży
Klaudia She-wolf

Wszystkim Wam po kolei mówię: dobra robota! Odpowiedzcie koniecznie, Kochane, choćby w komentarzach! Nie mogę się doczekać Waszych odpowiedzi :)

A Wy macie może do mnie jeszcze jakieś pytania? :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskołka


5 sty 2015

Ulubieńcy minionego roku!

Jaki był dla Was 2014? U mnie fortuna kołem się toczyła. Pomimo wszystkich upadków po drodze muszę przyznać, że był udany. Był to dla mnie rok uczący samodzielności, postawił przede mną kilka życiowych decyzji, trochę strzelił po tyłku i zweryfikował plany na przyszłość. Chociaż w trakcie jego trwania nie raz nie wiedziałam w jaki kierunku moje życie dalej się potoczy, pod jego koniec, a nawet już początkiem 2015 czuję się bardzo na miejscu! :)
Przyznam szczerze, że to, gdzie teraz jestem zawdzięczam bardziej rodzicom niż sobie. Po ogłoszeniu wyników matury zaparłam się, że zostanę w domu, pójdę do pracy i poprawię biologię. Właściwie to oni przymusili mnie do zalogowania się na chemię kosmetyczną do Opola, by mieć plan B w pogotowiu. Przyznam się, że zrobiłam to by wreszcie dali mi spokój... :) A summa summarum zawitałam tego 1 października na uczelni i przyznam się szczerze, że nie widzę siebie na innym kierunku. Co prawda do tej pory miałam jedynie chemię ogólną, dodatkowo musiałam pomęczyć się z matematyką i fizyką, ale naprawdę cała sprawa bardzo mnie wciągnęła. Powoli kończy się semestr i 2015 tak naprawdę pokaże co studia chemiczne dla mnie szykują, ale jestem naprawdę dobrej myśli!

Ten rok był też dla mnie odkryciem fascynacji zapachami. Zaczęło się niewinnie od słynnych wosków Yankee Candle, zapał podsycała również Kasienka, dzieląc się swoją pasją dotyczącą perfum, między innymi wspaniałym cyklem Zapachowa Szafa! Koniecznie przeczytajcie!
W tym roku odnowiła się też moja miłość do olei, z której ochłonęłam po wielkim BUM w mojej głowie, gdy tylko dowiedziałam się o ich cudownych właściwościach. Nie szaleję z nimi, dobieram je rozsądnie i praktycznie zawsze stosuję gdzie tylko mogę: twarz, włosy, ciało, na szorstkie łokcie, do oczyszczania twarzy... Na zdjęciu widnieje mój ostatni olejowy ulubieniec, bardzo wszechstronny, o którym poczytacie tutaj!
Obudziła się we mnie iskierka kręcenia! Co jakiś czas dokupuję półprodukty i kombinuję ile mogę. Na ten moment stworzyłam lekki marcepanowy krem na dzień, tonik migdałowy 5% na co dzień, mnóstwo peelingów z tym samym kwasem, serum z witaminą C oraz tonik typowo dla mojej tłuścioszkowej cery. Ten ostatni to kompletny niewypał, wyszedł brzydko brązowy i delikatnie barwił skórę! Pozostałe przepisy ciągle jeszcze dopracowuję, więc wyjdzie na to, że pomimo tego iż 2014 był rokiem kręcenia kosmetyków, to właśnie 2015 będzie rokiem premier tych przepisów. Czekają mnie też większe zakupy w najbliższym czasie i nie mogę się doczekać aż wszystko dostanę w swoje łapki!
Wspominając 2014, nie mogłabym pominąć naszej Zmory Potwory. Była z nami krótko, ale kochaliśmy ją mocno i ciężko było pozbierać się po jej stracie. Gdybym tylko mogła przygarnąć na stancję takiego maluszka nie wahałabym się ani chwili! Moja miłość do króliczków nie przeminęła i gdy tylko idziemy na większe zakupy do Reala, standardową stacją jest zoologiczny z cudnymi króliczkami!
Rok 2014 był rokiem mocnego dbania o włosy, zdecydowanie bardziej świadomego! Skupiłam się bardziej na kuchennych maskach do włosów, chociaż wykorzystywałam również gotowe maski. Nie odpuszczałam sobie olejowania włosów, na każdą porę roku obmyślałam plan pielęgnacji w oparciu o obserwacje moich włosów i muszę przyznać, że nigdy nie były w lepszej kondycji. Co paradoksalne, zimą cieszę się najlepszymi włosami! Cieszę się, że zaczęłam rozumieć potrzeby swoich włosów i skalpu.
Na ostatnim zdjęciu widnieje kobiecy gadżet, który zrewolucjonizował moje życie. Sprawił, że miesiączki przestały być uciążliwe, a ja nareszcie w te dni czuję się komfortowo. O tym cudaku poczytacie w poprzedniej notatce!

Odkryłam wiele włosowych produktów, ale ta piątka zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Pierwszym produktem jest cedrowe mydło do mycia włosów. Cedrowe mydło odkryłam już prawie pod koniec 2014, przed jego wielkim wejściem na mojej głowie królowało słynne czarne mydło babuszki Agafii, jednak cedrowe zdetronizowało blogerski hit. Świetnie zwiększa objętość i utrzymuje świeżość moich włosów na dłużej. 
Hennę znam już długo, ale w tym roku odkryłam na nią nowy przepis - henna chai! Moje włosy w końcu są czerwone (ale dalej w piękny, naturalny sposób!) i kolor utrzymuje się znacznie dłużej!
Olejek Heenara robił cuda z moimi włosami. W ciągu roku zużyłam dwa opakowania i na pewno na tym się nie skończy! Włosy po nim były sprężyste, skalp spokojny i miałam niesamowite ogniste refleksy. Zioła indyjskie w nim zawarte bardzo dobrze mi służą. Kocham tego cudaka!
Serum na porost włosów od babuszki Agafii robił furorę w moim domu. Oprócz mnie, pokochała go moja mama i Tosiek, u nas wszystkich włosy rosły po nim jak szalone. Nie tylko przyrost był lepszy, ale i pojawiło się mnóstwo bejbików. A buteleczki schodzą i schodzą... :)
Planeta Organica tworzy kosmetyki specjalnie dla moich włosów! Praktycznie każdy, który wpadnie mi w łapki, mnie zachwyca! Najbardziej porwał mnie marokański balsam do włosów, który nie tylko wspaniale nawilża włosy, ale też fenomenalnie je nabłyszcza.

Ten rok był u mnie pod znakiem Gaia Creams. Zaczęło się od cudnego kremiku arganowo-rokitnikowego, którego to nazwałam wielopokoleniowym. Następnie wpadł w moje łapki Palmarosa&Thistle, krem świetny dla cery tłustej. Razem zachęciliśmy Was do szerzenia informacji o zagrożeniu ze strony oleju palmowego. Na święta robiliśmy wspólnie zakupy. Obecnie mam w łapkach kokosowe pianki, warzywny kremik Veggie i serum Chia&Peach Kernal. Wszystkie kocham od pierwszego użycia :)
Najlepsze nawilżenie zapewniło mi serum nawilżające Baikal Herbals. Sprawdziło się w okresie kwasów, do tego było niesamowicie wydajne. Po nieudanej przygodzie z wersją dla cery tłustej i mieszanej z podkulonym ogonem wróciłam do niego i jest nam ze sobą bardzo dobrze!
Ten rok zapoznał mnie również z Lily Lolo. Odkryłam ich nowości, krem BB o cudnym naturalnym składzie i pięknym wykończeniu oraz fenomenalny puder matujący - utrzymuje mat długo, ale nie daje płaskiego efektu. Koniecznie o nich poczytajcie!
Do idealnego oczyszczenia w zupełności wystarczyło mi detoksykujące czarne mydło. Cieszę się czystymi porami, wypryski występują rzadziej, a mydło samo w sobie jest niesamowicie wydajne. Idealne rozwiązanie dla cery problematycznej :) Poza tym kto nie kocha zapachu marcepanu?
P.S. Gdy raz zapomniałam go ze sobą do Opola, Tosiek przez bite dwa tygodnie chodził na mnie wkurzony!

Och, to nie koniec twarzowych cudowności tego roku! Jeśli macie problematyczną, tłustą buźkę, koniecznie musicie poznać ręcznie robioną maseczkę z tybetańskich ziół. Uspokaja zaczerwienienia, zmniejsza gródki, pięknie oczyszcza buźkę.
Jako uzupełnienie nawilżenia mojej buźki i ukojenie podrażnionej twarzy, nawilżający tonik Baikal Herbals spisuje się rewelacyjnie! Musicie go wypróbować, nawet jeśli nie macie cery suchej :)
W tym roku udało mi się również poznać kosmetyki Lusha. Dwa szczególnie wpadły mi w pamięć: Grease Lightining świetnie radził sobie z wypryskami, które ujrzały świat dzienny, chociaż powiem szczerze, że na ten byłby mi zbędny. Lecz jeśli Wy borykacie się z wypryskami, które nie chcą zniknąć z twarzy i macie możliwość zapoznać się z Lushem, koniecznie się poznajcie! Mask of Magnaminty była fenomenalna, szczególnie latem. Mroziła buźkę, usuwała zaczerwienienie, delikatnie peelingowała i oczyszczała przy dłuższym stosowaniu. Chętnie spotkam się ponownie! 

Umilałam sobie kąpiele w tym roku, umilałam! Przez bloga przewinęło się wiele dodatków i sposobów na przyjemną kąpiel, ale są dwa, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Pierwszym z nich jest mleko z miodem - genialnie zmiękcza skórę! - i lawendowa sól do kąpieli Starej Mydlarni, która to pomagała przy jesiennej chandrze.
Poznałam w tym roku cudne mydełka hobbistycznej mydlarni Veggie Bubbles! Moim ulubieńcem stał się Zakręcony Miętusek, ale Pomarańczowa Szarlotka też jest całkiem apetyczna - i jeszcze do dziś umila mi kąpiele!
Ziołowy piling enzymatyczny Organique jest najlepszy na świecie! Oprócz złuszczania twarzy, świetnie ją pielęgnuję. Jednak muszę przyznać, że ostatnimi czasy znacznie częściej ląduje na szyję i dekolt niż twarz - buźka jest regularnie złuszczana kwasami, gąbeczka z detoksykującego mydła też na co dzień delikatnie mi ją pilinguje - dlatego też trafił do ulubieńców do ciałka. Jeszcze raz powtarzam, jest to najlepszy piling enzymatyczny, jaki trzymałam w łapkach!
Jeśli chodzi o typowe pilingi do ciała, Organique ponownie króluje! Co prawda najczęściej sięgam po prosty domowy kawowy piling, ale gdy tylko ma ochotę się zrelaksować bez wahania sięgam po to cudeńko: piling solny z masłem shea. Świetnie zdziera - lecz jeśli lubicie delikatniejsze pilingi, możecie to kontrolować, rozpuszczając kryształki soli wodą - genialnie odżywia i natłuszcza. Skóra po nim niczym ten młody bóg :)
Na sam koniec pozostało nam wspomnienie świetnie nawilżającego wodnego musu do ciała z Eco Hysterii. Świetnie odświeżał w wakacje, ale po dziś dzień chętnie po niego sięgam. Wydaje się leciutki, ale świetnie nawilża i natłuszcza. Gdy tylko wyjrzy cieplutkie słońce, zaraz pojawi się na mojej liście zakupów!

Hoho! To nam się wspominki wydłużyły! Ale trzeba przyznać, że ten rok był dla mnie miły również pod względem kosmetycznym - tyle cudowności mi się natrafiło! U Was też tylu ulubieńców? :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


3 gru 2014

Mały pomocnik wielkiego dołka

Stęskniłyście się za mną? Ja za Wami bardzo!

Przeprosiny przeprosinami, a fakt faktem, że takiej przerwy potrzebowałam. Przerwy od wszystkiego (szkoda tylko, że nie od studiów :)) i nowego spojrzenia na parę spraw. Ruszyłam w końcu tyłek i zaczynam coś działać na drodze do ładniejszej sylwetki, z dietą trochę gorzej, ale z dumą mogę przyznać, że odżywiam się dużo lepiej niż przedtem!
Chandra jeszcze nie minęła, ciągle czuję się źle i chodzę naburmuszona. Generalnie cały świat jest zły. Walczę z tym podłym uczuciem jak mogę, wyjściami do kina, dobrym jedzonkiem, ładnymi zapachami z kominka i długimi kąpielami... ale zdecydowanie punktem przełomowym będą święta. Może gdy za oknem pojawi się śnieg wdrożę się w tę przedświąteczną atmosferę? Marzy mi się to już mocno od kilku dni.

Jeśli tylko brakuje Wam mnie, albo jesteście ciekawi co tam się u mnie dzieje, szczególnie gdy tak znikam z blogowego świata - zawsze serdecznie Was zapraszam na mój instagram :)

W życiu nie przypuszczałam, że będzie mi tak ciężko wrócić do pisania po tak długiej przerwie - chyba najdłuższej do tej pory. W sumie od kilku dni zmagam się z napisaniem czegoś do Was i jakoś idzie mi to jak krew z nosa. Pewnie dlatego taki wstęp długi, mam nadzieję nie przynudzający, mam szczerą nadzieję, że jak się Wam tutaj wygadam to potem pójdzie już z górki :)

Jak tam Wasz Dzień Darmowej Dostawy? Upolowałyście coś? Ja zrobiłam zapas henny, wrzuciłam też coś do kąpieli, parę zapachów w olejku, wosków i półproduktów - chandra chandrą, ale kręcenie ostatnio mnie wkręciło na maksa! Mam się chwalić czy wystarczy Wam fotka na instagramie? :)

Jak już kręcimy się wokół tej nieprzyjemnej, szaro-burej atmosfery bez polotu, warto by wspomnieć o niezłym wojowniku, który o nas powalczy! A ciepła kąpiel, w dodatku pięknie pachnąca i świetnie działająca na ciałko poprawia mi humor jak mało co!


Rytuał kąpielowy w przypadku tej soli rozpoczyna się już w momencie odkręcania wieczka. Kwiat lawendy pachnie przecudnie, od razu uderza w nozdrza, jednak wcale nie jest brutalny - jest to zaproszenie do wieczornego romansu w towarzystwie ciepłej wody. Kto by się nie skusił?

Nie do końca podoba mi się fakt, że susz nie jest wymieszany z solą. Nie zużyłam całych 400ml produktu na jeden raz, cudowny zapach lawendy w momencie gdy zaczyna mnie przytłaczać traci swoje lecznicze właściwości, a nawet wręcz przeciwnie zaczyna mnie męczyć i przyprawia o ból głowy. Dlatego przyjemność sobie stopniowałam na cztery razy - ale każdy może sobie przyjemność stopniować jak chce :)

To też przy pierwszym spotkaniu musiałam popracować trochę z produktem za pomocą miseczki i porządnie wymieszać sól. Ale jak rączki po tym pięknie pachniały!

Nasypawszy soli do wanny zawsze wychodzę, by przygotować sobie pyszną herbatkę, zgarnąć książkę - kolejny łazienkowy rytuał - i daje wodzie spokojnie się nalać. Gdy wchodzę do łazienki dostaję pierwszy romantyczny pocałunek, tak pięknie cała łazienka pachnie, kwiatki uroczo unoszą się na wodzie. Nie pozostaje mi nic innego jak szybkie zrzucenie ciuszków i jak żabka, do wody!

W takiej wannie to ja mogę siedzieć godzinami, póki woda nie przyprawi mnie o sine usta! Przyjemność takiej kąpieli jest niesamowita. Przed wyjściem zawsze wcieram susz w skórę, by uwolnić uwięziony w nich aromat, by wpił się porządnie w skórę. Uwielbiam zasypiać otulona taką delikatną mgiełką.

W przypadku tej soli działa na nas nie tylko aromaterapia, ale również dobroczynne właściwości soli morskiej. Zawiera mnóstwo minerałów, otwiera pory i pomaga organizmowi troszkę oczyścić się przez skórę w trakcie kąpieli. Solne kąpiele są świetne, gdy się odchudzamy, bo przyspieszają metabolizm.
A że w soli znajduje się jeszcze oprócz samej lawendy olejek lawendowy - mamy odświeżoną i oczyszczoną skórę, bo działa on antyseptycznie.


Nie muszę wspominać, że sól pięknie prezentuje się w łazience? I zachęca do kąpieli, zachęca!
Za tę przyjemność zapłaciłam 20zł :) Sól znajdziecie w drogeriach Natura.

Jakie są Wasze sposoby na przebrzydłą chandrę?


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


3 paź 2014

Parę słów początkującej studentki

Kochani,

ogromnie Was przepraszam za kolejną tak długą przerwę na blogu! Jak pewnie większość z Was już wie, zaczęłam studia, co wiązało się z przeprowadzką do odległego o 3 godziny drogi autkiem mojego Tośka Opola - swoją drogą naprawdę fantastycznego miasta. Najpierw człowiek musi się rozpakować i zadomowić, potem robi się ciekawy świata wokół, nagle następuje gwałtowne zderzenie z pierwszymi wykładami i konwersatoriami, wypożycza książki by trochę ponadrabiać i odświeżyć pamięć, a jeszcze jak na złość wpadają znajomi naszych cudownych współlokatorek (:*), którzy koniecznie chcą poznać świeże mięso :) A wiadomo, o suchym pysku się nie siedzi, nie na studiach!

Wczoraj miałyśmy miłe odwiedziny, ponieważ cała trójeczka z mojego mieszkania dzisiejszego dnia zajęć nie ma. A ja na 8.15 śmigać miałam na matematykę. Poszłam grzecznie spać o przyzwoitej godzinie, większych problemów z uśnięciem nie miałam, za to Tosiek obudził mnie o 8.11, bo żaden z nas nie słyszał mojego budzika... Jednak że Jaskółka do szczęściarzy należy, przebierając nóżkami dotarła na zajęcia tylko z dziesięciominutowym spóźnieniem. Nałożywszy na to spóźnienie samego wykładowcy i omawianie godzin konsultacji wyszłam z tego cało i o dziwo liczby zespolone aż tak mi nie straszne! I dzisiaj już bezkarnie za te liczby zespolone sobie wypiję :)
A po powrocie do domku czekało na mnie pyszne śniadanko!

Generalnie dochodzę do wniosku, że Uniwersytet Opolski jest niezwykle sympatyczny i ludzki. Przynajmniej Wydział Chemii :)

W związku z zaistniałymi zmianami muszę zacząć zupełnie inaczej organizować sobie czas, rozplanować go pomiędzy zajęciami, Wami, samym blogiem i cudownym Opolem, po którym uwielbiam chodzić! Wszędzie blisko, tutaj Hebe, tu Rossmann, zaraz obok Natura, Yver Rocher z promocjami, wielkie stoisko Inglota, nawet Yasumi tuż pod moim wydziałem. Chcę też znaleźć miejsce, w którym będę mogła kupić hennę, na pewno gdzieś tutaj się czai i tylko czeka na mnie. Znacie Opole? Chętnie przejdę się na spacerek :)

Muszę też zorganizować sobie miejsce na robienie zdjęć, bo piękne tło na którym robiłam do tej pory zostało gdzieś pod Cieszynem. Ale to mam zamiar sobie obmyślić porządnie dzisiaj, wskoczyć do papierniczego lub pasmanterii, by zdjęcia dalej pięknie wyglądały. Macie jakieś pomysły lub rady w tej materii?

Także w najbliższym czasie na blogu spodziewajcie się większych odstępów między notkami. Ale pamiętajcie, że zawsze jestem z Wami całym serduszkiem! Żebyście się nie nudzili i często do mnie zaglądali mam zaplanowanych parę akcji i konkursów stawiających na Waszą kreatywność. Jednym z nich jest już rozpoczęty konkurs z Cherry Beauty, w którym macie okazję rozszerzyć ofertę sklepu o kosmetyki, które chciałybyście tam widzieć. Naturalne, ekologiczne i zawsze po przystępnej cenie :) Kto by nie chciał robić zakupów tylko w jednym miejscu? :)
Po szczegóły zapraszam Was tutaj.

http://jaskolcze-ziele.blogspot.com/2014/09/konkurs-z-cherry-beauty.html

Jesteście zainteresowane takimi kreatywnymi konkursami?

Mam nadzieję, że wszyscy nauczymy się funkcjonować w tych nowych warunkach. Ja sama chemią jestem bardzo podekscytowana i w sumie na ten moment cieszę się, że maturalne sprawy potoczyły się w ten sposób. Jakby mi się odwidziało na wszelki wypadek zgłosiłam się do jej poprawiania, lecz jeśli wszystko pójdzie dobrze zagoszczę w Opolu na stałe i będę zagłębiać się w temat chemii kosmetycznej :)

Chciałabym Was jeszcze zapytać czy byłybyście zainteresowane tematem moich studiów? Prawdopodobnie będę mogła coś napisać dopiero pod koniec tego roku szkolnego, ale nic nie zaszkodzi zrobić już teraz rozeznanie :) Ja sama szukałam informacji po blogach, gdyż na forach różnego rodzaju mogłam dowiedzieć się jedynie czy po tym kierunku jest praca... I nie znalazłam zbyt wielu. Są tutaj osóbki, które zastanawiają się nad chemią kosmetyczną?

Wy mi się tu produkujcie, a ja zmykam na zajęcia! Czas na drugi blok matmy, już czuję że będę musiała nad nią przysiąść...


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


3 sie 2014

O Bułgarii z lotu Jaskółki

Kochani! Wróciłam wypoczęta, uśmiechnięta, opalona, najedzona i o dziwo lżejsza o półtorej kilo! I z innymi nawykami żywieniowymi - dzięki którym mam nadzieję zrzucić jeszcze więcej już w domku. Bułgaria bardzo mi się podoba, zarówno pod względem krajobrazowym jak i kulturowym, jednak nigdzie tak dobrze jak w domku. I przy Was :)

Mam już przygotowane notki dla Was związane z wyjazdem. Na pewno będę pisać o mojej kosmetyczce, co się sprawdziło, co niekoniecznie. O stanie moich włosów i cerze w zupełnie innych warunkach - zniknęły mi pryszcze, które męczyły mnie strasznie przed wyjazdem (podejrzewam dużą ilość kwasu pantotenowego w Priorin Extra), jednak od potu i filtrów buźka mi się zapchała. Ale o tym nie dzisiaj! Dzisiaj będzie trochę kulturowo, o samej Bułgarii właśnie :)

Jeśli macie jakieś sugestie dotyczące najbliższych notek, związanych z moim wyjazdem, dajcie znać :)


Bułgaria to piękny kraj, słowiański, górzysty. Góry w wielu miejscach podchodzą do morza, nie jest to jednak efekt tak fenomenalny, jak na przykład w Chorwacji, na południu. Samo morze jest bardzo przejrzyste, czyste, o lazurowym kolorze, plaże piaszczyste. W okolicach wybrzeża można spotkać wiele jezior, najczęściej solankowych - np. w okolicach Burgas. Spokojnie można tam znaleźć plażę pełną atrakcji - ale i też ludzi - czy spokojny, dziki kąt.

Większość miast nastawionych na turystykę swoje plaże mają ulokowane w zatokach. Nie wpływają do nich większe ryby czy meduzy - co miało miejsce, gdy jeździliśmy do Chorwacji i fale z łatwością nosiły te zwierzaki w obręb plaży. Sama zostałam przez taką jedną ślicznotkę poparzona.
Niemniej jednak fale zdarzają się tam często i są one sporej wielkości. Na większości plaż są ratownicy, którzy bez przerwy używali gwizdka, gdy ktoś wszedł za bardzo w morze, gdy wywieszona była czerwona flaga. Ale muszę przyznać, że my na tych właśnie falach najlepiej się bawiliśmy.


Z Bułgarią trzeba uważać, gdyż w sierpniu prądy morskie przynoszą naprawdę ogromne fale. Zazwyczaj zamykają wtedy plaże i trzeba nastawić się na wycieczki. Nie zawsze to jest łatwe, bo słońce potrafi nieźle dać w kość i głównym celem zwiedzania staje się dążenie do najbliższego cienia. Jednak takie działania są jak najbardziej uzasadnione, co roku znajduje się tam potopionych brawurowców, którzy nie docenili potęgi żywiołu. Już dwumetrowe fale, na których my się bawiliśmy w najlepsze, potrafiły nieźle wciągać w morze i sponiewierać ciało. A ciężko jest wrócić.

Choć Bułgarzy mają wiele pięknych zabytków - całe stare miasto Nesebyru, Dolina Róż, wioska Bata, w której odbywają się wieczory bułgarskie, Varna, czy choćby samo stare miasto Sozopolu, miasta nastawionego stricte na turystykę - ich miasta wyglądają tragicznie. Pobudowali bloki, o które w ogóle nikt się nie martwi. Zostały w całości oddane ich mieszkańcom i nikt nie przeprowadza remontów. Każdy robi tam pod siebie, ociepla tylko tę część, która należy do jego mieszkania, maluje na swój własny kolor, wymienia okna. Wiele osób zabudowuje tam balkony, by mieć więcej miejsca w mieszkaniu.


Taki widok, obok pięknych kamienic strasznie ujmował Bułgarii. Dlatego stroniliśmy od wielkich miast i te widoczki mieliśmy jedynie przejazdem.

W samym Sozopolu brzydkich bloków nam oszczędzono, jednak jest to miasto typowo turystyczne, tętniące życiem jedynie w sezonie. Na stałe mieszka tam zaledwie cztery tysiące ludzi, w samym starym mieście całe dwieście osób. Nie było tam wielkich blokowisk, pojedyncze bloki przypominały zwykłe szare budynki, które można spotkać w Polsce. Pomijając to, w Sozopolu jest naprawdę kolorowo, pełno tu straganów, kramików, z zabudową charakterystyczną dla Bułgarii - jak w Nesebyrze :)

http://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&docid=MMJfku3eBZSGGM&tbnid=_5dOtGp1KvTwoM:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fwww.alldentaltravel.com%2Fen%2Ffree_time%2Fattractions%2Farticle%2Fsozopol&ei=okjeU7WwGoOdO-C7gdAE&bvm=bv.72185853,d.ZWU&psig=AFQjCNE7GHcXu5VZChH2x0VD47AVV1PaZg&ust=1407162777548418

Teraz o tym, co Jaskółka lubi najbardziej! Jedzenie! Bułgarskie jedzonko jest bardzo aromatyczne, smakuje inaczej i dla mnie jest nieco za słone. Jednak mimo wszystko niezwykle smaczne i niejednemu przypadnie do gustu. Bardzo lubią słonawy kozi ser, który świetnie komponuje się z oliwkami i winkiem. Ser ten dodają do potraw bardzo często - znajdziecie go w szopskiej sałatce u boku pomidorka, ogórka i cebulki, zapieczonego z pomidorkami i jajkiem, wrzuconego do nadziewanej papryczki. Zapiekane cuda podają w ślicznych miseczkach, które mogliście oglądać na moim Instagramie. Lubują się również w gulaszach, podawanych na ostro, smakujących naprawdę rozmaicie - jadłam gulasz słodki z fasolą, kwaśny i typowo gulaszowy :) I gulasze też podają w pięknych naczyniach, często podgrzewanych, by przypadkiem nam nie wystygnął.


Jeśli chcecie zjeść dobrą rybkę, wybierzcie się raczej na stragany, gdzie można znaleźć pyszności robione na grillu. Świetną przekąską są drobne rybki smażone w na głębokim oleju z odrobiną cieniutkiej panierki, które je się w całości. Z większych rybek z całego serduszka (i brzuszka!) polecam tę o wdzięcznej nazwie cipura, czy anura. W restauracjach czy bistrach udało mi się zjeść jedynie smaczną makrelę. To samo tyczy się owoców morza, smakowały mi tylko kalmary, choć i tak były trochę za grubo pokrojone, przez co miejscami gumowate.

Bułgarzy mają bardzo ciekawe nawyki żywieniowe. Chodząc po mniejszych bistrach można jak najbardziej zjeść smacznie (i tanio!), ale nie zdziwcie się, jeśli podano Wam... zimne danie. Bułgarzy nie jedzą ciepłego i choć w Sozopolu przyzwyczaili się do turystów, którzy wolą dania ciepłe, niejednokrotnie zdarzało nam się jeść zimną musakę czy rybkę. Wyjątek stanowią oczywiście dana zapiekane czy gulasze, one zawsze są na ciepło. Warto zaznaczyć kelnerowi, że chcecie dostać ciepłe dania.

Ach, i uwaga na musakę! Bułgarzy mają własną wersję z mielonym mięsem, ziemniakami i serem. Bez bakłażana :)

To, co najbardziej mnie zaskoczyło, to ich zamiłowanie do... kwaśnego mleka! Popijają kefir w przerwie w pracy, do każdego jedzonka, na plaży do kanapki czy nawet będąc na kawce. Kefir widać w szklance ze słomką nawet w restauracjach i piją go zarówno młode dziewczyny odstawione na nocny podbój, jak i starsze pokolenie .Lubią kwaśne mleko dodawać również do dań samych w sobie. Udało nam się zjeść na śniadanko jajka sadzone zalane kefirkiem, czy też gołąbki zawinięte w kwaśną kapustę nim właśnie polane. Nie trudno domyśleć się finiszu... Ale dania były pyszne.

http://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&docid=kkrvmL3OBF_FQM&tbnid=u2sdE27_XVaU0M:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fgaskamalwinka.blogspot.com%2F2012%2F07%2Fbugaria-kulinarnie.html&ei=PU7eU-SQB8SwO5rzgJgM&bvm=bv.72185853,d.ZWU&psig=AFQjCNGyKsV9e2wE6b1afi-pbQhRTvnbGQ&ust=1407164290965781

Niestety trafiliśmy do Bułgarii zaraz po powodziach. W samym Sozopolu niewiele zostało zalane, podmyło trochę plaże i knajpki znajdujące się w okolicach promenady, miejskie kasyno zostało zamknięte i suszyło się przez połowę naszego pobytu. Jednak skutki tego odczuliśmy wszyscy i momentami biliśmy się w siódemkę o łazienkę. There was something in the water... Tak dosłownie. Do tego stopnia, że mnie ciągle męczą problemy żołądkowe, które chwyciły mnie na ostatek, a brat wczorajszą noc spędził w łazience. W zeszłym roku nic z tych rzeczy nie miało miejsca, więc ewidentnie mała powódź dała nam popalić. Niemniej jednak sam wyjazd wspominamy bardzo mile i pewnie jeszcze wrócimy do Sozopolu - jak tylko od niego odpoczniemy i porządnie się stęsknimy!

Jak tam Wasze wakacyjne wojaże? Pochwalcie się! Chciałabym jeszcze pojechać gdzieś z moim B., pozwiedzać trochę Polskę w najbliższej okolicy - na razie zanosi się na wyjazd do Opola, który za niedługo będzie moją codziennością. Doradzicie jakieś piękne miejsca?

Pozdrawiam Was ciepło! Jaskółka


26 lip 2014

Jaskółka poleciała do ciepłych krajów!

Kochani! Część z Was, za sprawą mojego fanpage'a już wie, że byczę się na plaży w Bułgarii. Resztę informuję teraz - żeby potem nie było, że Was tak bezczelnie bez słowa zostawiłam!

Także robię sobie mały urlop, również od bloga. Ale nie zostawiam Was samych w ciemnym lesie, co to, to nie! Jeśli chcecie być bliżej mnie, wiedzieć co się u mnie dzieje czy też nawiązać kontakt zapraszam Was w dwa miejsca :)

Po pierwsze, na Instagram! Mam go od niedawna i jeszcze wieje pustkami, ale mam zamiar go uzupełnić o mnóstwo kolorowych zdjęć. Na razie bazą dowodzenia jest komputer, dlatego częstotliwość pojawiania się zdjęć jest jaka jest, do tego zostajecie zasypani zdjęciami na raz. Niestety mój aparat w telefonie nie działa, a w nowy zaopatrzę się dopiero po powrocie.
Ale myślę, że nie będziecie narzekać, jakość zdjęć dzięki temu jest całkiem całkiem!


Po drugie, specjalnie dla Was, by utrzymać z Wami kontakt, założyłam Aska, a co! Wszelkich zainteresowanych zapraszam, o tutaj!

Mam nadzieję, że Wy też za mną tęsknicie i będziecie do mnie zaglądać!

Pozdrawiam cieplutko! Wasza Jaskółka


17 lip 2014

Wyzwanie blogowe #4: Życiowe inspiracje, do których wracam

W dzisiejszym małym spotkaniu mam Wam przybliżyć moje małe inspiracje, które znajduję w literaturze czy muzyce i do których chętnie wracam. Znowu wybór był trudny, bo przez moje krótkie życie zdążyło się przewinąć mnóstwo książek - czytam od 6 roku życia :) - a muzyką po prostu żyję. Jednak po zastanowieniu wybrałam książki i płyty, które mam w domku i do których faktycznie mam dostęp - by sięgnąć po nie w każdym możliwym momencie i wrócić się do przeżyć z nimi związanych.

Książki



Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Silmarillion to książka, do której wracałam najczęściej. A to dlatego, że nigdy nie udało mi się jej przeczytać do końca! Jest to pozycja, której trzeba poświęcić się w całości, przeczytać od deski do deski jednym tchem. Jakiekolwiek oderwanie myśli skutkuje powrotem do początku czytania, gdyż strasznie łatwo jest się w niej pogubić. Gdy tylko skończę czytać Sezon Burz, mam zamiar zabrać się za nią - mam nadzieję - po raz ostatni, poznać w końcu zakończenie tej małej mitologi Śródziemia.

Carlosa Ruiza Zafóna uwielbiam za niesamowity klimat każdej jego powieści. Wprost uwielbiam Cień Wiatru, na pewno przeczytam go raz jeszcze, gdy tylko B. mi ją zwróci. Tymczasem przede mną Marina. Książka, która sprawiła, że płakałam jeszcze tydzień po jej przeczytaniu. A zaliczająca się ponoć do literatury młodzieżowej... Ją też chętnie pochłonę raz jeszcze, zabiorę ze sobą na wyjazd!

Last but not least... Sapkowski i saga o wiedźminie... ale nie tylko, inne jego książki również przeczytałam! Przez samą sagę przechodziłam już dwa razy, ale opowieść jest tak fenomenalna, związek Geralta z Yennefer tak burzliwy, a książka tak świetnie przepełniona prostym, a jednocześnie wyszukanym humorem, że przeczytam z chęcią po raz trzeci! Teraz czytam Sezon Burz i ze zdziwieniem stwierdziłam, że niezwykle mi brakowało języka Sapkowskiego. Prostolinijnego, niezwykle elokwentnego i wulgarnego. Cudo.


A wyżej figurują pozycje, które mają niezwykły wpływ na moje życie i na pewno przysłużą mi się jeszcze przez rok. Wszystko bowiem wskazuje na to, że będę poprawiać maturę. Tymczasem chciałam zapytać czy mam tutaj jakieś czytelniczki z Opola? Bo rok spędzę tam na chemii kosmetycznej :)

Muzyka



Jeśli chodzi o muzykę, mogłabym wymieniać i wymieniać... Znalazłam jednak cztery albumy, do których wracam i wracam. I wrócę nie raz, bo kawałki na nich zawarte wiele dla mnie znaczą!

W Nirvanie jestem zakochana od dziecka, a ich występ na MTV Unplugged po prostu porywa moje serce, za każdym razem, gdy je słyszę. Utwory z tej płyty towarzyszyły mi zarówno w ciężkich, jak i tych cudownych chwilach mojego życia, dlatego podchodzę do niej bardzo emocjonująco, zawsze trochę roztrzęsiona.


TSA pokochałam stosunkowo niedawno, głównie za teksty i mnóstwo emocji. Generalnie bardzo lubię starego dobrego polskiego rocka, a TSA najbardziej do mnie przemawia. Mogłabym tutaj jeszcze pokazać Wam Dżem, ale mam tylko na kasecie, a to wstyd przecież, w dzisiejszych czasach! :)

Flo po prostu miażdży głosem i do tego robi to wyśmienicie na żywo. Dlatego właśnie koncert z MTV Unplugged ze wszystkich płyt lubię najbardziej - tym bardziej, że mam dostępną płytę w formie audio, jak i nagranie z całego koncertu! Flo pokazuje na nim całą siebie, cały swój kunszt wraz z tymi cudnymi chórkami. Bajka! Kto nie słyszał, niech odpala zaraz!


The White Stripes to kolejny zespół, do którego podchodzę z ogromnym bagażem emocjonalnym, jednak w tym przypadku bardzo pozytywnym. Ten zespół związany jest z moim B., który mi go przedstawił. Pamiętam jak słuchaliśmy w kanciapie obłożonej kocami, obok perkusji, albo tańczyliśmy po raz pierwszy w moim pokoju do Apple Blossom - kawałka wtedy nie znałam, a zakończenie zupełnie mnie zaskoczyło. Nic Wam nie zdradzę, sami posłuchajcie :)


To by było na tyle moich prywatnych inspiracji. Znacie coś? :)
Zapraszam Was również na poprzednie dni blogowego wyzwania: pierwszy, drugi i trzeci!

Pozdrawiam ciepło! Jaskółka


16 cze 2014

Too Much Information TAG :)

Po takim smutnym rozstaniu, powrót do Was powinien być wesoły! Dlatego dziś odpowiadam na tag, do którego zaprosiła mnie kochana Joasia :) Sama tego typu tagi czytać lubię, gdyż dzięki nim nawiązujemy z autorem bloga głębszą więź, dowiadując się paru dodatkowych szczegółów z jego życia - i niejednokrotnie można się nieźle pośmiać. Tak więc dzisiaj będzie lekko i przyjemnie!

1. Co masz na sobie?
Piżamkę :) Jestem świeżo po prysznicu, bo pląsałam na zumbie. Teraz czekam na Grę o Tron! Dziś ostatni odcinek, kto czeka razem ze mną?!

2. Czy kiedykolwiek byłaś zakochana?
Ach, ile razy! Wyjątkowo kochliwa osóbka ze mnie była, przeżyłam dwie wielkie miłości młodzieńcze, w które bezsensownie angażowałam się całym serduszkiem. Teraz się z tego śmieję i taka kochliwa nie jestem :)

3. Czy kiedykolwiek miałaś dramatyczne zerwanie?
Dla mnie każde zerwanie było dramatyczne, zawsze głęboko to przeżywałam. Po prostu nie rozumiem jak można traktować rozstanie ze spokojem.

4. Ile masz wzrostu?
157 cm. Naciągane :)

5. Ile ważysz?
55,2 kg i leci w dół!

6. Jakieś tatuaże?
Długo byłam na nie, a potem odkryłam tatuaże robione białym tuszem. Wyglądają jak delikatna siatka na skórze... Może kiedyś :)

7. Jakiś piercing?
Kiedyś miałam trzy kolczyki w lewym uchu, pozostały dwa. Trzecią dziurkę mam zamiar poprawić, zrobić wyżej w chrząstce małą biedronkę. Myślę też nad industrialem w prawym - miał być prezentem na 18. urodziny, ale jak na razie się wstrzymałam.

8. OTP (One True Pairing)? Ulubiona para filmowa/telewizyjna?
Oglądam właściwie tylko takie seriale, w których związki nie trwają zbyt długo. Niemniej jednak fascynował mnie związek Skyler z Waltem z Breaking Bad.
Jeśli chodzi o gwiazdy filmowe, to nie śledzę ich życia.

9. Ulubiony serial?
Gra o Tron, Breaking Bad, Hannibal... więcej grzechów nie pamiętam :) I wszystkie gorąco polecam!!!

10. Ulubione zespoły?
Och, dużo tego, bo dużo różnych gatunków słucham. Iron Maiden, Muse, TSA, Dżem,

11. Za czym tęsknisz?
Za Zmorką, ale ważne, że jest jej teraz lepiej! Za morzem, koncertami, sushi i piaskiem pod stopami. Resztę mam przy sobie :)

12. Ulubiona piosenka?
Feeling Good w wersji Musa ostatnio chodzi mi po głowie. Ale również Rejazz Reginy Spektor :)

13. Ile masz lat?
Ostatnie naście :(

14. Znak zodiaku?
Rybka. I wszystko z rybki we mnie siedzi!

15. Czego szukasz u partnera?
Zrozumienia i oparcia.

16. Ulubiony cytat?
Strzyg, wiwern, endrieg i wilkołaków wkrótce nie będzie na świecie. A skur.syny będą zawsze.

17.  Ulubieni aktorzy?
Aktor grający Walta White'a w Breaking Bad. Niesamowity wkład w rolę.

18. Ulubiony kolor?
Czerwień!!!

19. Głośna muzyka czy cicha?
W naszej Pandzie zawsze głośna! W słuchawkach cicha, cenie sobie swój słuch.

20. Gdzie idziesz, gdy jesteś smutna?
Pytanie powinno raczej brzmieć: co robię. Czytam książki i gram w gry, odłączam się od świata.

21. Jak długo zajmuje Ci prysznic?
Prysznic? Bułka z masłem, 5 minutek. To kąpiele w wannie u mnie trwają długo. A je biorę najczęściej :)

22. Jak długo zajmuje Ci przygotowanie się rano?
Jak wstaję wcześnie, 5 minut. Tyle, by się ubrać, ogarnąć w łazience, podkreślić brwi i minerałkami po twarzy. Im później wstaję, tym bardziej jestem pomalowana :)

23. Biłaś się kiedyś z kimś?
Takie tam tylko przepychanki z bratem, nie nazwałabym tego bójką.

24. Co Ci się podoba u płci przeciwnej?
Poczucie humoru i szczery uśmiech. Ach, i humor ma być czarny! :D

25. Co Ci się nie podoba u płci przeciwnej?
Chamstwo i cwaniactwo. Tempie bardzo.

26. Powód, dla którego zaczęłaś pisać bloga?
Och, chciałam w końcu się usystematyzować w mojej pielęgnacji, pójść w końcu w jakimś konkretnym kierunku. Moja cera i włosy nie wyglądały dobrze z powodu zapominalstwa i lenistwa, a regularne pisanie bloga na ich temat miał mnie zmotywować do pracy nad sobą.

27. Czego się boisz?
Prędkości, gier typu survival horror odkąd przeszłam Amnesię i dziwnych dźwięków mojego osadzającego się domu. Strach się bać!

28. Kiedy ostatnio płakałaś?
Niedawno, za Zmorą.

29. Kiedy ostatnio powiedziałaś komuś, że go kochasz?
Dzisiaj popołudniu :)

30. Co oznacza Twój blogowy nick?
Ach, jego pochodzenie trafnie odgadł mąż Anetki z Nasza Droga Do, Ysiek :) Nick, pomimo tego, iż wiem, że takie ziele naprawdę istnieje, pochodzi z magicznego świata Andrzeja Sapkowskiego. Między innymi jaskółcze ziele wiedźmin wykorzystywał do swoich eliksirów - a dla mnie domowa pielęgnacja zawsze kojarzyła się z wrzucaniem cudów do kociołka, z tajemnymi recepturami :)

31. Ostatnia przeczytana książka?
Taniec ze Smokami cz. I George'a R.R. Martina. Tak, Gra o Tron na całego :)

32. Książka, którą obecnie czytasz?
Taniec ze Smokami cz.II George'a R.R. Martina, zaskakująco :) Potem wpijam zęby w Sezon Burz Sapkowskiego.

33. Co ostatnio oglądałaś?
Ach, właśnie skończył się odcinek Gry o Tron! A niedawno skończyłam oglądać Hannibala i do dziś mój mózg jest wszędzie.

34. Ostatnia osoba, z którą rozmawiałaś?
Tatuś, siedzi obok mnie :)

35. Relacja między Tobą, a osobą, której ostatnio wysłałaś sms'a?
To był mój B. :)

36. Ulubiona potrawa?
Och, nie mam ulubionej, za dużo pysznych smaków w świecie się chowa, by skupiać się na jednym! Ale obecnie jestem na fazie miso!

37. Miejsce, które chcesz odwiedzić?
Tajlandia! I nie, wcale nie z powodu pysznego jedzonka...

38. Ostatnie miejsce, w którym byłaś?
Odwiedziłam moją babcię.

39. Czy ktoś Ci się teraz podoba?
Mój B. zawsze będzie mi się podobał :)

40. Ostatni raz, kiedy całowałaś kogoś?
Dwa dni temu, mojego B. I wycałuję go, jak tylko jutro do mnie przyjedzie!

41. Kiedy ostatnio ktoś Cię obraził?
Szczerze, nie pamiętam... Milutką w obejściu osóbką jestem :)

42. Ulubiony słodki smak?
Uch, ciężkie pytanie, znacznie bardziej wolę słone smaki. Jednak pokuszę się o waniliowy budyń!

43. Na jakich instrumentach grasz?
Jedyne, co potrafię zrobić, to zagrać coś na pianinku ze słuchu, jedną ręką. Próbowałam kilkukrotnie nauczyć się grać na gitarze czy pianinie, jednak jestem fatalnym samoukiem, który szybko się zniechęca. Jak dotąd moim jedynym instrumentem jest wokal, ale jeśli kiedyś będzie mi dane, celuję w pianinko!

44. Ulubiona część biżuterii?
Pierścionki! Tylko srebrne, wyjątkowo nie lubię złota.

45. Sporty, które uprawiasz?
Jakby basen w mojej okolicy był tańszy i miałabym do niego łatwiejszy dostęp, pływałabym bardzo często. W wodzie się czuję jak rybka! Mam nadzieję, że na studiach będę miała basen bliziutko. A tak to pląsam na zumbie!

46. Jaką piosenkę ostatnio nuciłaś?
I'm not calling you a liar Florence :)

47. Ulubiony tekst na podryw?
Nie cierpię tekstów na podryw! Ma być naturalnie, chyba, że ktoś ma zamiar całe życie tak mówić :D

48. Czy kiedykolwiek użyłaś tego tekstu?
Jak wyżej.

49. Z kim ostatnio przebywałaś w wolnym czasie?
Z babcią :)

50. Kto powinien odpowiedzieć na te pytania?
A kto ma ochotę? Dajcie znać, chętnie przeczytam!

Zaczęłam przed ostatnim odcinkiem, skończyłam godzinę po... :)
Mam mały dylemat, pomożecie mi? Ze znajomymi robimy imprezę przebierańców, a ja się ciągle zastanawiam za co się przebrać. Elf czy czarownica? A może macie jakieś swoje świetne pomysły? Liczę na Was!

Pozdrawiam ciepło! Jaskółka


12 cze 2014

Kochani! Niestety, pomimo wielkiej poprawy, Zmorka odeszła od nas dzisiaj w nocy. Biedactwu najprawdopodobniej nie wytrzymało serduszko podczas ostatniego ataku, tym bardziej, że poprzedni straszliwie ją wymęczył - po raz pierwszy słyszałam pisk króliczka i mam nadzieję, że Wam nie będzie dane tego usłyszeć. Maleńka najprawdopodobniej miała encefalozoonozę, chorobę układu nerwowego spowodowaną przez pasożyta Encephalitozoon Cuniculi. Pasożyta tego ma większość królików i tylko niektóre cierpią na tę chorobę. Odrobaczajcie króliki jak tylko je dostaniecie, byście przypadkiem nie musieli przechodzić przez jej objawowy koszmar. Ja zwlekałam z wizytą u weterynarza 2 tygodnie w związku z taką wizytą kontrolną, bo przecież jeszcze jest czas. Nie wiem, czy gdybym ją odrobaczyła, maleńka kicałaby teraz obok mnie... Fakt faktem, że jakaś szansa na jego poskromienie była i skończyło się to 23-dniową miłością do Zmorki, zamiast długich wspólnych lat.

Powiem szczerze, że nie wiem kiedy ponownie zacznę tu pisać. Na ten moment blog uważam za zawieszony. Może, gdy pierwsza fala żalu minie, potraktuję prowadzenie bloga jaką małą terapię, która pomoże wrócić mi do ludzi, może będę w stanie pisać dopiero gdy całkowicie otrząsnę się po stracie. Nie jestem w stanie Wam jednoznacznie tego powiedzieć. Mam nadzieję, że rozumiecie.

W tym miejscu chciałabym podziękować Wam Kochani, za niesamowite wsparcie pod ostatnim postem. Tyle miłości i ciepła nam przesłaliście! Przywróciliście mi wiarę w to, że się uda w jednym z cięższych momentów walki o życie Zmory. Dziękuję, z całego serduszka!

Nawet niebo dzisiaj płacze za Zmorą!

Wrócę Kochani, na pewno, za dużo sił wpakowałam w tego bloga. Nawet sama zrobiłam nagłówek! Poza tym zobowiązuje mnie jeszcze kilka recenzji, więc blog ma na mnie haka, prędzej czy później mnie przyciągnie. Po prostu na ten moment potrzebuję chwili spokoju.

Dziękuję Wam raz jeszcze! Wasza Jaskółka

9 cze 2014

Źle się dzieje i może mnie nie być na dłużej...


Witajcie, kochani! Wczorajszy dzień był jednym z najgorszych w moim życiu - od późnego popołudnia. Mam trochę problemów ze Zmorą. Byliśmy z nią w piątek u weterynarza, zaniepokojeni jej ciągłym drapaniem za uszkami. Wizyta była szybka i tania, mała nie miała świerzbu, jedynie brzydkiego pasożyta skóry, weterynarz wypsikał ją specjalnym specyfikiem, udzielił parę rad i do domku. Jedynie śmierdziała, jakby piła tydzień :)
Posprzątaliśmy cały jej kącik, wymyliśmy klatkę spirytusem i poczekaliśmy aż wywietrzeje, wszystkie kartony, którymi się bawiła poszły do wywalenia, koce wymienione lub mocno przeprane, by pozbyć się ewentualnego nawrotu drapania. Przez resztę piątku była na nas trochę obrażona, ale dawała się powoli przytulać, nawet zaczęła nas lizać z zaufaniem, stres minął.

Początek koszmaru zaczął się w sobotę, choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co jest grane. Po naszym powrocie z Bielska mała zaczęła rzucać się w klatce, jakby w jakimś amoku, z przerażeniem w oczach. Przeszło szybciutko, ale była osowiała. Pomyśleliśmy, że amok w jaki wpadła był pozostałością stresu i użytego preparatu, w końcu nawdychała się tego porządnie, podejrzewaliśmy nawet małego kaca - tym bardziej, że przez większość dnia nie było nas przy niej. Niewiele jadła, niewiele piła, jedynie tyle, co jej pod pyszczek podstawiłam. Postanowiliśmy dać jej czas.
W niedzielę poranek spędziłam przy niej, głaszcząc ją i czytając książkę, położywszy się na jej kocyku. Dalej wydawała się być nieufna, ale powoli dochodziła do siebie. Około południa uciekłam na próbę i późniejszy koncert, wróciłam do Zmorki po 17. Ciągle osowiała, niewiele jadła, zrzucałam winę na upał, chociaż nie miała ciepłych uszu. Podstawiłam jej wodę pod pyszczek, wypiła sporo. Dałam sałaty, by ją jeszcze lepiej nawodnić, trochę kalorycznej karmy i sianko. Zjadła, ale dalej nie hasała, jak dawniej. Mi też się nic nie chciało przez upał, pomyślałam, że co dopiero takiemu stworzonku w futerku. Chłodziłam jej uszka i głaskałam.

O 19 dostała ataku padaczkowego. Niczego gorszego w życiu nie widziałam, wygięło małą w łuk, głowa poszła do tyłu, przednie łapki wyprostowane, przerażenie w oczach i dławienie się własnym językiem. Próbowałam ją uspokoić, atak szybko minął. Potem zaczęły się drgawki i rzucanie wszędzie, jakby nie widziała nic, albo panicznie chciała uciec przed tym, co się z nią dzieje. Trochę się poturbowała, bo sama nie wiedziałam co się dzieje. Wszystko nie trwało dłużej niż 30 sekund, ale było to najgorsze 30 sekund mojego życia.
Po ataku był spokój, chociaż mała była kompletnie wyczerpana. Leżała w jednym miejscu, trochę zjadła sałaty, napić się nie chciała. Uświadomiłam sobie, że to nie mógł być jej pierwszy atak, ponieważ zachowywała się w ten sposób całą sobotę. Ta świadomość mnie przeraziła.
Przez resztę wieczoru był spokój, Zmorka zaczęła wędrować po swoim małym prowizorycznym wybiegu, w tempie ślimaka, ale był postęp. Później, już w klatce, sama coś zjadła, napiła się i pomimo mojego nieustającego płaczu starałam się być dobrej myśli - oczywiście z wizją weterynarza w poniedziałek.
Drugi atak miała o 1 w nocy, zaczęła szamotać się w klatce tak bardzo, że wybudziła mnie z głębokiego snu. Wyciągnęłam małą z klatki, podczas wygięcia w łuk trzymałam ją na rękach i uspokajałam, gdy zaczęła się rzucać, wystawiłam ją na środek wybiegu, usuwając wszystko z jej drogi. Po ataku mała zaczęła biegać po pokoju, szukając miejsca do schowania. Obsiusiała trochę rogów. Później opadła bez sił, położyła się na wznak, więc włożyłam ją z powrotem do klatki na jej legowisko.
Najdłuższa noc w moim życiu. Płakałam w poduszkę, czułam się wykończona i choć organizm domagał się snu, zapadałam jedynie w płytką drzemkę, nasłuchując odgłosów z klatki. Reszta nocy była spokojna.
Trzeci atak po 7 rano. Telefon po B., by przyjeżdżał, bo weterynarz przyjmuje od 8. Mała leżała na wznak, kompletnie wyczerpana, udało mi się zachęcić ją do jedzenia, jednak nie wypiła nic. Bartek przyjechał po 8, szybko do weterynarza, jak wyglądałam jak trup z opuchniętymi oczami od płaczu. Całą drogę przepłakałam, głaszcząc Zmorkę w pudełku. Ta zaś była już spokojna, nigdy nie walczy w podróży, leży sobie spokojnie.

Dzięki Bogu, weterynarz mnie uspokoił. Reakcja Zmorki, choć nietypowa, prawdopodobnie była spowodowana lekiem zastosowanym na pasożyta. Zlizała go sobie z futerka w zbyt dużej ilości i w efekcie zafundowała nam wszystkim swoje pseudo-padaczkowe ataki. Mała jest zbyt młoda, by była to faktycznie rozwijająca się padaczka, ma zaledwie dwa miesiące, a ataki były zbyt częste (co 6 godzin już w niedzielę). Weterynarz, choć inny niż ten, co przyjmował nas w piątek, spisał się na medal, wczuł się w sytuację - myślę, że sporo dał mój stan, do teraz mam opuchnięte oczy, pomimo zimnych okładów z zielonej herbaty. Wytłumaczył nam wszystko, zważył małą, poradził jak karmić (strzykawką z BoboFrutem, będziemy ciamać razem!), wyczyścić futerko zwilżonym ręcznikiem, ostrożnie, by się mała nie przeziębiła, dał jej zastrzyk przeciwwstrząsowy i przeciwzapalny, zalecił dzwonić, gdyby działo się coś niepokojącego. I gdyby ataki nie przeszły, wizyta zaraz w środę. Mała jest wykończona, ale już spokojna, a mi kamień spadł z serca. I to wszystko za 15zł. Zmorka siedzi sobie teraz w kącie, apetyt jej wraca, mam nadzieję, że atak odpuści przynajmniej na dzisiejszy dzień, bo królik mi marnieje w oczach.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi nieobecność w najbliższych dniach, jestem tak podłamana psychicznie na ten moment, że niewiele mogłabym sklecić. Mam nadzieję, że będzie teraz już spokojnie i wizyta w środę nie będzie konieczna. Idę podnieść Zmorę na duchu, bo czai mi się w kącie i dalej nie chce jeść ani pić. Mam strzykawkę w pogotowiu, może uda mi się coś zdziałać. A potem konieczna drzemka, bo nie pociągnę długo tego dnia, a wieczorem przecież Gra o Tron... :)

Chciałabym napisać Wam jutro, że już wszystko dobrze! :( Pomyślcie trochę o Zmorce, sama świadomość podniesie mnie na duchu...

Wasza Jaskółka


Disqus for Jaskółcze Ziele