Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biochemia Urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biochemia Urody. Pokaż wszystkie posty

3 paź 2015

Jesienne nowości!

Cześć kochani! Przepraszam Was za swoją nieobecność, ale miałam na głowie przeprowadzkę i doprowadzenia naszych 30 metrów kwadratowych do porządku, co zaabsorbowało całą moją energię. Dosłownie! Pierwszego dnia poszłam spać jeszcze przed 21 :)

Udało mi się uporządkować swoje sprawy w Opolu, i te na uczelni, i te w mieszkanku, i te czysto zachciankowe, i w ten piękny sobotni poranek - u mnie bardzo słoneczny! - wracam do Was z moimi jesiennymi nowościami.

Wiem, wiem, czekacie na post z moją przemianą włosową. Dajcie mi jeszcze kilka dni, muszę w końcu uprosić Tośka by mi pomógł ze zdjęciami mojego obecnego koloru, bo samej niestety mi to nie wychodzi. Wybieramy się dzisiaj na wyspę Bolko po kolorowe liście, kasztany i żołędzie, by zrealizować jeden z punktów moich jesiennych postanowień i mam zamiar zebrać ze sobą aparat!


W tych nowościach pojawiają się kolejne dwa punkty moich jesiennych postanowień, co wskazuje na to, że przynajmniej na razie pięknie mi idzie ich spełnianie! A to bardzo motywuje :) 

Pierwsze pojawiły się u mnie produkty z kwasami, jak co roku, gdy wrzesień się kończy. Skorzystałam ponownie z oferty Biochemii Urody i sięgnęłam po tonik z 6% kwasem PHA, który bardzo lubię na początku moich powrotów do kwasów, jak mogliście zauważyć już tutaj. Do zamówienia dodałam jeszcze silnie antyoksydacyjne serum z ochroną przed promieniami UV i z witaminą C, ANTIOX,  by chronić skórę w czasie kuracji kwasami i jednocześnie pielęgnować.

Serum na rozszerzone pory Dermedic pojawiło się u mnie jeszcze początkiem września. Serum przede wszystkich fajnie nawilża, czego brakowało mi podczas stosowania nawilżającego kremu z Clochee. Serum zawiera kwas glikolowy, jednak obawiam się że w zbyt małym stężeniu, by ruszyć moje rozszerzone pory, choć zaczynam powoli dostrzegać jakieś efekty. Jest dla mnie jednak świetnym przygotowaniem do kuracji kwasami, na którą dzielnie odkładam pieniążki.


Udało mi się! Po roku planowania i wzdychania w końcu kupiłam sobie szczotkę do ciała! Nie jest to co prawda ta, do której wzdychałam (a wzdychałam do Ostrej Szczotki), ale przy odwiedzinach w Rossmannie udało mi się w końcu natknąć na to cudo - do tej pory za każdym razem, gdy zerkałam w Rossmannie w jej kierunku, nigdy jej nie było! 

Postanowiłam kupić tańszą wersję, ponieważ... do tej droższej nigdy bym się nie zebrała. Zawsze były ważniejsze wydatki, zawsze było mi do niej nie po drodze. A teraz mam, przynajmniej połowa kolejnego punktu z mojej listy jesiennych postanowień została wykonana, muszę tylko powalczyć z systematycznością. Ale myślę, że dla efektów warto!


Przeglądają moje zasoby kosmetyczne podczas wielkiego pakowania, olśniło mnie, że nie mam żadnej mocno odżywczej, nawilżającej maseczki. Wszystkie były oczyszczające i chociaż działają świetnie, to zachciało mi się czegoś nowego. Art of Skin wpadło mi w oko w Rossmannie, za 15g maseczki zapłaciłam 10zł, ale z powodzeniem starczy mi przynajmniej na dwa razy.

I tak oto wczoraj, po naszej małej randce, gdy wróciłam do domu... zmyłam makijaż i nałożyłam maseczkę :) I z maseczką na mojej twarzy zjedliśmy razem lody i obejrzeliśmy film. Jedyny minus w tym, że maseczka, chociaż pięknie pachniała w opakowaniu - co mnie bardzo zdziwiło, w końcu w składzie kolagen i algi morskie... :) - tak już wymieszana z wodą dawała morzem nieźle. Tosiek nie chciał się przytulać, dopóki miałam ją na twarzy :)

Jestem bardzo zadowolona z efektów tej maseczki, chętnie wypróbuję pozostałe wersje!

To by było na tyle z moich jesiennych nowości. Was już zostawiam, dopijam herbatkę o smaku toffee, ubieramy się i śmigamy na Bolko. A jaki Wy macie plany na dzisiejszy dzień?


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


3 sty 2014

Moja kwasowa kuracja - 6% tonik PHA i kwas migdałowy

Dzisiaj trochę biochemicznie :) We wrześniu wspominałam Wam o moich zamiarach na nadchodzącą jesień i zimę. Marzyła mi się przygoda z kwasami i stopniowo ją sobie wprowadzałam. Zaczęłam od 6% toniku z kwasem PHA, a mianowicie glukanolaktonem, na początku września. Stosowałam krem z filtrem SPF 15.


Tonik kosztuje 18,50zł za 100ml produktu na Biochemii Urody. Dostajemy glukanolakton, mleczan sodu, mocznik, hydrolat z kwiatu pomarańczy oraz ekstrakt z lukrecji w już odmierzonych porcjach, gotowych do przygotowania toniku według instrukcji dostępnych na stronie. Musimy dokupić jedynie "Konserwant naturalny ECO", który starcza nam na przygotowanie 7 sztuk toniku. Kosztuje 7,90zł za 8g.

Tonik, z racji że zawiera w sobie kwas "nowej generacji" PHA, może być stosowany w lecie. Przeznaczony jest głównie dla osób, dla których mocniejsze kwasy są... zbyt mocne. Tak jak każde inne kwasy hydroksylowe złuszcza skórę, stymuluje odnowę naskórka, spłyca drobne zmarszczki i wyrównuje koloryt skóry. A przy tym ma nie szczypać, ponieważ jest znacznie mniej drażniący.
Badania wykazały, że kwasy PHA mogą być stosowane przez naprawdę dużych wrażliwców, w tym osoby z AZS czy trądzikiem różowawym. Wzmacniają one również barierę skóry, pomagając osobą ze zmianami skórnymi. Dodatkowo, z racji większej liczby grup hydroksylowych, które przyciągają wodę i wiążą się z nią mostkami wodorowymi (jestem w swoim żywiole :) ).

Jak to wyglądało w moim przypadku? Pierwsze kontakty z tonikiem, pomimo zapewnień, że są to delikatne kwasy, sprawiały, że skóra mnie szczypała, a nie mam typowo wrażliwej cery. Musiałam używać toniku co 2-3 dni, bo inaczej kończyłam z silnymi zaczerwieniami. Jednak skóra stopniowo przyzwyczajała się do nowej substancji i po 3 tygodniach mogłam stosować tonik z powodzeniem codziennie. Pod koniec zdarzało mi się używać go nawet 2 razy dziennie, ponieważ miałam zaraz przejść na kwas migdałowy.

 
http://przystanekuroda.pl/
Jestem leniuszkiem, któremu nie chce się schodzić na dół :)

Efekty zauważyłam dopiero w październiku. Koloryt mi się wyrównał, drobne i świeże blizny potrądzikowe ładnie wygładził, co poniektóre całkowicie znikły. Z tymi starszymi sobie nie poradził nawet pod koniec kuracji, za to rozjaśnił je, przez co są mniej widoczne. Skóra stała się bardziej sprężysta, miałam mniej zaskórników, a same niespodziewajki zaczęły pojawiać się rzadziej i szybciej się goiły. Maksymalnie występowały u mnie 3 diody - i był to mój bardzo zły dzień...

Obecnie stosuję 5% tonik z kwasem migdałowym, na bazie hydrolatu z lawendy bułgarskiej (okropny śmierdzioszek!) z dodatkiem gliceryny. Gliceryną chciałam zastąpić kwas hialuronowy obecny w przepisie i teraz dziękuję Bogu, że zima okazała się łagodna w tym roku. Nie stosujemy gliceryny na zimę, gdy wilgotność jest niska, pamiętajcie! Przepis zgarnęłam z Zielonego Koszyczka (klik), zamieniłam kwas hialuronowy na glicerynę i przeliczyłam wszystko na 50ml użytego hydrolatu. Brzmi skomplikowanie? :)
  • 50ml hydrolatu/wody demineralizowanej
  • 12ml gliceryny
  • 3g kwasu migdałowego
  • 1g konserwantu
Licząc dokładnie, potrzebowałabym 3,26g na 5% tonik, ale niestety moja waga kuchenna podaje wagę w dokładności do jednego grama, dlatego zaokrągliłam wynik w dół. Nasza skóra nie powinna tak bardzo odczuć tej różnicy :)

Kwas migdałowy rozpuściłam w hydrolacie, energicznie mieszając. Szło trochę opornie, więc pomogłam sobie kąpielą wodną, ostrożnie by nie podgrzać wszystkiego zbyt mocno. Dopiero po 15 minutach udało mi się całkowicie rozpuścić kryształki. Kwas migdałowy dużo lepiej rozpuszcza się w alkoholu, więc jeśli Wasza skóra nie ma nic przeciwko, możecie sobie nim pomóc. Następnie dodałam gliceryny i konserwantu. I przelałam do wysterylizowanej alkoholem buteleczki po dawnym toniku.


Aplikacja nie stanowi najmniejszego problemu, przemyśleli sprawę. Choć butelka jest ciemna, widzimy ile produktu zostało.


Niestety zaniedbałam troszeczkę kwaszenie mojej skóry i dopiero od połowy grudnia systematycznie się kwaszę moim tonikiem, od świąt robię to już codziennie. Trochę jeszcze piecze, ale nie mam czerwonej buźki, więc jestem gotowa to przetrzymać - jest to w końcu cecha charakterystyczna dla kwasów AHA. 
Oczywiście stosuję filtry mocniejsze. Mam kremik z Vichy z SPF 50, ale szukam czegoś lepszego, gdyż po nim strasznie szybko się świecę.

Co zauważyłam? Ponownie mniej wyprysków i lepszy koloryt. Jednak moja skóra nie jest jednolita, jak to było w przypadku toniku z PHA. Możliwe, że jeszcze za krótko na bardziej gruntowną ocenę. Jeśli chodzi o zaskórniki to również trochę się ich pojawia, za to wypryski goją się szybciutko, a świeże przebarwienia po nich znikają. Największą nadzieję pokładam w mocniejszym złuszczaniu, by choć trochę zredukować blizny potrądzikowe. Warto zaznaczyć, że kwas migdałowy pobudza produkcję kwasu hialuronowego w skórze, przez co jest to niezła profilaktyka przeciwstarzeniowa. Do szczęścia potrzeba mi tylko retinoidów i mogę się starzeć :)

A jakie działanie ma mi zaoferować kwas migdałowy? W codziennej pielęgnacji samym tonikiem (w stężeniu 5-10%) ma regulować produkcję sebum, dlatego zalecany jest do pielęgnacji skóry tłustej. Z racji swojego działania przeciwbakteryjnego, działa na trądzik i przyspiesza jego leczenie. Ma redukować przebarwienia, pogrubiać warstwę twórczą naskórka, sprawiać, że skóra będzie sprężysta i promienista. A z racji złuszczania może zredukować moje przeklęte blizny :)

Podeszłam już wczoraj do swojego pierwszego peelingu. Na razie niziutko, 10%, a i tak było ciężko. Co mnie zaskoczyło, w miejscach gdzie miałam wypryski, choćby najmniejsze, pojawiły się białe plamki. Skóra strasznie mnie piekła, po wszystkich wycierałam twarz papierem toaletowym, bo ręcznik za bardzo mnie drażnił. Zadziałałam zaraz olejem monoi i skóra w ciągu 5 minut się ukoiła... Uwielbiam ten olej :) Pamiętacie o nim? (klik) Oczywiście nie jest to mój jedyny środek do celu. Stosuję jeszcze arganowo-rokitnikowy kremik z Gaia Creams, który mocno regeneruje i nawilżający z Tołpy.

Jak dostrzegę naprawdę widoczne efekty to zaraz dam Wam znać, wtedy przyjdzie czas na mnóstwo zdjęć i porównań :) Chętnie też przyjmę wszelakie rady, gdyż jest to mój pierwszy raz z kwasami.

Pozdrawiam! Jaskółka

5 wrz 2013

Olej monoi - wybawienie dla zmęczonej i podrażnionej skóry

Witajcie! Znacie firmę Sylveco? Poluję na żel rumiankowy do twarzy z tej firmy - odbiorę go z mojej zielarni najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu. Z tej samej firmy kupiłam krem brzozowo-rokietnikowy, by chłopak miał co dać swojej mamie na nadchodzące urodziny. Kremy z tej firmy mają przepiękne składy przy niskich cenach - zapłaciłam 25 zł za 50ml! Już namówiłam swoją mamę na zakup jednego z nich i sama w przyszłym tygodniu też przejdę się po swój, gdy będę kupować żel. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o oleju monoi, który jest hitem moich tegorocznych wakacji. Przysłużył mi się w każdych warunkach i nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego w pobliżu .


Od producenta: Kwiaty gardenii posiadają intensywny i egzotyczny zapach, którym przepojone jest powietrze Tahiti. Są one symbolem, charakterystycznym od dawnych czasów dla wysp Polinezji. Świeże kwiaty tiare wykorzystywane są zarówno do dekoracji i przyozdabiania włosów, w formie naszyjników i broszek, jak i w medycynie jako środek pielęgnacyjny i leczniczy. Kwiaty Tiare są wymieniane w Polinezyjskiej farmakopei, jako składnik całkowicie nietoksyczny, łagodzący migreny, bóle uszu, leczący jęczmień na oku oraz jako substancja o działaniu przeciwzapalnym, która działa gojąco na drobne uszkodzenia i podrażnienia skóry, łagodzi ukąszenia owadów oraz wspomaga leczenie stanów zapalnych skóry, w tym egzemy. Właściwości kwiatów tiare zostały również przebadane w obecnych czasach od strony chemicznej. Analizy potwierdziły obecność w ekstrakcie z gardenii tahitańskiej substancji aktywnych m.in. salicylanu metylu o działaniu przeciwzapalnym, gojącym, przeciwbólowym i łagodzącym. 
Olej MONOI:
» Jest olejem dobrze tolerowanym przez skórę, bez zanotowanych podrażnień lub reakcji alergicznych. » Posiada właściwości nawilżające, wygładzające i zmiękczające skórę. » Wmasowany w skórę pozostawia na jej powierzchni delikatny, jedwabisty film, który chroni przed czynnikami zewnętrznymi środowiska oraz dodatkowo wzmacnia i zwiększa elastyczność skóry. » Wykazuje własności przeciwzapalne, łagodzące i gojące drobne uszkodzenia skóry, ukąszenia owadów. » Działa antyseptycznie i przeciwgrzybiczo, dzięki czemu polecany jest również jako dodatek w pielęgnacji skóry łojotokowej i trądzikowej. » Zastosowany po opalaniu delikatnie chłodzi rozgrzaną słońcem skórę oraz sprzyja regeneracji i złagodzeniu podrażnienia posłonecznego. » W porównaniu z olejem kokosowym, właściwości nawadniające wierzchnie warstwy naskórka oleju MONOI są bardziej długotrwałe. Po aplikacji oleju MONOI stopień nawilżenia naskórka zwiększa się z czasem i utrzymuje do 8 godzin. W przypadku oleju kokosowego poziom nawilżenia spada po 4 godzinach od aplikacji. » Bazowy olej kokosowy charakteryzuje się obfitą zawartością kwasu laurynowego, który wykazuje wysokie powinowactwo do włókna włosa, dzięki temu olej MONOI działa również regenerująco na włosy suche, z rozdwajającymi końcami. Nałożony na włosy wbudowuje się w ich strukturę, wygładzając je, zapobiegając mechanicznym zniszczeniom (np. podczas czesania) oraz chroniąc przed działaniem detergentów i słonej lub chlorowanej wody. » Odpowiedni jako olejek chroniący włosy przed słońcem i morską wodą. 

Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tiare (Gardenia Tahitensis) Flower Extract

Cena: 12,60zł/50ml (ja płaciłam coś koło 18...:)) 


Opakowanie to plastikowy słoiczek z taką samą nakrętką, z naklejką, która podaje nam nazwę produktu i datę ważności (jak to jest w przypadku każdego produktu z BU). Plastik jest ciemny, ale widać ile produktu jest w środku. Z początku myślałam, że takie rozwiązanie może być nieporęczne, nie mam jednak problemu z aplikacją oleju, niezależnie od jego stanu skupienia. Otóż olej zmienia go w zależności od temperatury - powyżej 20 stopni zamienia się w ciecz. W takim przypadku wystarczy po prostu zanurzyć w nim palec (czysty...;)). Gdy stan skupienia jest stały, olej ugina się pod palcem i można sobie odpowiednią ilość oleju wygrzebać. Olej topnieje w kontakcie ze skórą, więc łatwo się rozsmarowuje.

Zapach jest specyficzny, ja go pokochałam. Lubiłam go nakładać na twarz w ciepłe dni w Bułagarii przed wyjściem i cieszyć się zapachem przez resztę wieczoru - do tego skóra delikatnie się błyszczała (mam tu na myśli delikatne rozświetlenie twarzy, nie mylić z tłustą skórą), przez co moja opalenizna wydawała się złocista.

Moja skóra w Bułgarii potrzebowała porządnej regeneracji po kąpielach w morzu i tych słonecznych. Olej świetnie sobie z tym radził. Nie miałam suchych skórek, co mnie zaskoczyło - nie wiedziałam, że będzie działał tak dobrze. Skóra była nawilżona i jędrna. Stosowałam go z kremem na noc z serii "Zatrzymanie Młodości", którego recenzję znajdziecie tutaj: klik.

Mam skórę mieszaną w stronę suchej, co oznacza, że strefa T lubi mi się błyszczeć, a jednocześnie na policzkach czole i nosie pojawiają mi się suche skórki. Odkąd stosuję olej monoi (teraz już nie codziennie, kilka razy na tydzień, w skrajnych przypadkach raz na tydzień) nie mam problemu z suchą skórą, a i błyszczenie zmalało. Niestety nie zauważyłam wpływu na koloryt skóry ani na trądzik.

Nie stosowałam jeszcze oleju monoi na włosy, ale zamierzam to w najbliższym czasie zmienić :)

Miałyście? Lubicie? :)

Chciałabym Was jeszcze zaprosić do akcji, którą organizuje Anwen (myślę, że nie muszę Wam jej przedstawiać!). Skoro drożdże nie wypaliły, pobawmy się olejami! Ja zaczynam już od jutra!


Pozdrawiam! I.

16 sie 2013

Hydrolat z kwiatu pomarańczy (neroli)

Witajcie! Dzisiaj piszę do Was z dość nietypowego miejsca - ze Słowacji. Zrobiliśmy sobie z chłopakiem bardzo dłuuugi i leniwy poranek, i w taki oto sposób postanowiłam coś do Was szkryfnąć. Niestety nie jestem w stanie przedstawić Wam aktualnych zdjęć, ale myślę, że nie jest to w tym przypadku potrzebne - jedyne, co bym Wam pokazała to stopień zużycia mojego hydrolatu. Przed wyjazdem widziałam notkę o tym samym hydrolacie u Uljetty, na którą serdecznie Was zapraszam; klik.





Od producenta: Kwiat pomarańczy to symbol niewinności i czystości. Hydrolat neroli otrzymywany ze świeżych kwiatów gorzkiej pomarańczy, przypadnie do gustu amatorom kwiatowych, słodkich zapachów. Jego aromat wpływa na organizm relaksująco, zmniejszając stany napięcia i stresu. Stosowany na skórę działa przeciwzapalnie i łagodząco, regenerująco, lekko ściągająco, zmniejsza zaczerwienienie, wspomaga walkę z przedwczesnymi zmarszczkami, chroniąc przed rozkładem kolagenu.


Badania z 2003r. prowadzone przez dr Lasserre we francuskim centrum CE.R.I.E.S. wykazały, że hydrolat i olejek neroli hamują aktywność metaloproteinaz (MMP) - enzymów, które m.in. powodują rozkład kolagenu i elastyny - białek odpowiedzialnych za jędrność i młody wygląd skóry.

Działanie hydrolatu neroli:
- Działa antybakteryjnie i lekko ściągająco.
- Reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum.
- Zmniejsza zaczerwienienie, wybroczyny, uszczelnia naczynka, reguluje krążenie, dlatego polecany jest także do cery naczynkowej.

- Działa łagodząco, antyzapalnie, promuje gojenie, polecany dla cery delikatnej, podrażnionej i wrażliwej.
- Dzięki obecności bioflawonoidów działa antyoksydacyjnie oraz korzystnie na cerę naczynkową.
- Regeneruje, wspomaga walkę z przedwczesnymi zmarszczkami, chroniąc przed rozkładem kolagenu, polecany jest dla cery dojrzałej. 

» Hydrolat z kwiatów pomarańczy polecany jest do cery tłustej, trądzikowej, naczynkowej, zaczerwienionej, wrażliwej, delikatnej i dojrzałej.

» Konserwanty użyte w celu przedłużenia trwałości i zachowania czystości mikrobiologicznej produktu znajdują się na liście dopuszczonej do użytku przez organizację ECOCERT. 

Skład: Citrus Aurantium Amara (Orange) Flower Water

Cena: 15,90zł/200ml (obecnie, ja kupiłam nieco drożej, niestety nie pamiętam ceny)


Opakowanie to ciemnoniebieska butelka, która pozwala nam zobaczyć ile płynu nam jeszcze zostało. Dozownik jest bardzo poręczny, możemy wydobyć z butelki taką porcję, jaką zamierzamy. Jednak żałuję, że nie kupiłam sobie atomizera, gdyż mogłabym po prostu pryskać sobie nim twarz, będąc na słońcu. Na opakowaniu mamy białą kartkę z nazwą produktu, terminem przydatności i sposobem przechowywania. 

Hydrolat jest po prostu wodą kwiatową i takiej konsystencji po nim należy się spodziewać. Jak już pisałam, zapach jest dość nietypowy. Należy do tych, które albo się kocha, albo nienawidzi. Ja pokochałam go całym sercem - mój chłopak również :) Jest lekko gorzkawy, co na pewno zaskakuje. Mnie osobiście ten zapach faktycznie relaksuje.

Zastosowań hydrolatu jest naprawdę bardzo wiele. Możemy go stosować bezpośrednio na twarz jako tonik, jako faza wodna do naszych domowych kosmetyków, do maseczek, do rozcieńczania szamponów w stosunku 1:1, by złagodzić ich działanie i sprawić, że będą bardziej nawilżające, jako nawilżająca mgiełka do włosów, jako dodatek do kremu (tuż przed nałożeniem), by zmniejszyć prawdopodobieństwo zatkania porów, jako woda perfumowana do ciała, jak i jako pomoc ze stresem i zasypianiem.

Ja sama stosowałam hydrolat głównie jako tonik do twarzy. Zdarzało mi się go wykorzystać do maseczek, gdy korzystałam z glinki różowej. Wypróbowałam go również jako pomoc w zasypianiu - skropiłam nim poduszkę i... zasnęłam naprawdę bardzo szybko, do tego obudziłam się wypoczęta. Mam w planach wypróbować to również na chłopaku, który skarży się na problemy ze snem... Tylko najpierw muszę przekonać go do tego eksperymentu, trzymajcie kciuki :)

Jako tonik hydrolat świetnie nawilża twarz, przez co jest ona rozluźniona, ale dalej jędrna. Jest miękka i ma ten piękny naturalny blask, przez co znajomi i rodzina mówią mi, że promienieję :) Taki stan rzeczy dodaje mi pewności siebie, pomimo niespodziewajek, których ostatnio przybywa i przybywa z powodu codziennych grilli...

Jeśli chodzi o stosowanie go jako dodatek do maseczek, również spisuje się świetnie. "Tuninguje" maseczkę, przez co działa ona znacznie lepiej niż z dodatkiem zwykłej wody. No i oczywiście tutaj również działa jako bardzo dobry nawilżacz.

Hydrolat z kwiatu pomarańczy okazał się strzałem w dziesiątkę - a to moja pierwsza przygoda z hydrolatami! I teraz mam naprawdę poważny dylemat: pozostać przy nim czy przetestować inne? Zobaczymy czy moja ciekawość wygra z porywami serca :)

Ze Słowacji wracam w sobotę, ale chłopak chce mnie porwać na XIV Jarmark Średniowieczny do Chudowa w niedzielę, więc nie wiem kiedy odezwę się następnym razem... Rzeczy, o których chciałabym napisać mam ze sobą, więc postaram się sklecić coś u niego :) Na tapetę pójdzie olej monoi!

Pozdrawiam Was gorąco! I.

Disqus for Jaskółcze Ziele