Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skóra alergiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skóra alergiczna. Pokaż wszystkie posty

2 lis 2017

Triple Action Cleanser | Alpha-H dla cery tłustej i problematycznej

Cześć kochani! Alpha-H jest bardzo ciekawą marką. Produkuje kosmetyki ze składami o wysokim stężeniu składników aktywnych, tak by miały one realną szansę zmienić stan skóry na lepsze. Miałam okazję wypróbować kilka tych kosmetyków rodem z Australii.Tonik z najbardziej znanej serii Liquid Gold z kwasem glikolowym działała bardzo intensywnie na skórę, ale wysoka zawartość alkoholu za bardzo podrażniała mi skórę, co uniemożliwiło jego codzienne stosowanie. Za to Gentle Daily Exfoliant pokochałam cały swoim sercem i tą miłością dzieliłam się z Wami tutaj. 

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o żelu Triple Action Cleanser bez detergentów.


Produkt zamknięty jest w wąskiej, wysokiej tubie z solidnego plastiku. Plastik jest delikatnie chropowaty, pewnie trzyma się w wilgotnej ręce, naprawdę świetne rozwiązanie. Na białym kolorze jednak bardzo szybko widoczne są zabrudzenia i zacieki. 

Sam żel przypomina w konsystencji żel aloesowy. Aloes występuje w składzie kosmetyku, jest z resztą bardzo częstym gościem w produktach tej marki. Jest lekki i przypomina bardziej lekkie serum niż żel do mycia twarzy. Pachnie alkoholowo z delikatną nutą świeżego ogórka.

Woda, PEG-7 Glyceryl Cocoate, sok z liści aloesu, gliceryna, Polysorbate 20, Fenoksyetanol, glikol kaprylowo-kaprynowy, ekstrakt z ogórka, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, wodorotlenek potasu, Disodium EDTA, ekstrakt z tymianku, kompozycja zapachowa

Jedynymi składnik myjącymi w żelu to delikatne emulgatory: PEG-7 Glyceryl Cocoate, otrzymywany z oleju kokosowego i gliceryny oraz Polysorbate 20 - ten ostatni jest jednocześnie niejonową substancją powierzchniowo czynną. Sok z aloesu i ekstrakt z ogórka ukoją skórę, a w parze z ekstraktem z tymianku ją odświeżą. Tymianek ma świetne działanie antybakteryjne i będzie zapobiegał powstawaniu stanów zapalnych.


Chociaż doceniam delikatność produktu bez detergentów, nie potrafiłam się przekonać do formy, w jakiej żel występuję. Jak już wspomniałam, żel przypomina żel aloesowy i zachowuje się do niego bardzo podobnie. Po rozprowadzeniu na twarzy miałam wrażenie, że żel momentalnie wpija się w skórę i po chwili masowania nie czułam już produktu na skórze. Skutkowało to dodatkowym dobieraniem żelu do umycia skóry twarzy, szyi i dekoltu. Na jedno mycie wszystkich wymienionych partii zużywałam około 6 pompek żelu, co czyni go wyjątkowo niewydajnym. Stosowanie mniejszej ilości pozostawiało mnie w niekomfortowym poczuciu, że umyłam twarz niedokładnie. Przy mojej tłustej i problematycznej cerze ta świadomości była nie do zniesienia.

Żel jest bardzo delikatny dla skóry i może być stosowany do zmywania makijażu całej twarzy, jednak ja nie potrafiłam stosować go w okolicach oczu - próby powodowały szczypanie, a żel i tak nie potrafił poradzić sobie z wodoodpornym tuszem, nie wspominając już o linerze. Samą skórę pozostawiał lekko ściągniętą i miękką. Nie zauważyłam znacznego wpływu na występowanie zaskórników, wyprysków czy przetłuszczanie się mojej skóry. Wyjątkowo nie lubiłam stosować żelu w połączeniu z Luną, dawał wtedy wrażenie zgrzytania na skórze podczas wibracji. Możliwe, że dla mojej skóry oczyszczanie było zbyt delikatne i na dłuższą metę po prostu się nie sprawdzało.

200 ml żelu Triple Action Cleanser kosztuje 129zł w sklepie internetowym Alpha-H. Cena jest zaporowa, biorąc pod uwagę wyjątkową niewydajność produktu. Niemniej jednak jeśli ktoś ma wyjątkowo wrażliwą cerę, niedogadującą się z żadnym detergentem, może to być produkt który zamieni Waszą codzienną pielęgnację z koszmaru w przyjemność :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


11 maj 2015

Ratunek dla podrażnionej i suchej skóry | tonik Organic Surge

Na moim profilu facebookowym dawałam Wam znać, że zaczynam dietę z portalem Vitalia.pl. Jestem naprawdę pozytywnie nastawiona do nadchodzących zmian - aż sama siebie zaskakuję, że potrafię tak bardzo się zmotywować. Mam nadzieję, że nie będzie to po raz kolejny słomiany zapał, że portal wraz ze swoich wsparciem, zaplanowaniem diety na cały tydzień (i dzisiejszych porządnych zakupów, też na cały tydzień!), ćwiczeń, które bardzo przypadły mi do gustu - pomimo zakwasów :) - oraz ciągłych przypominajek da radę mojemu zwątpieniu i 27 czerwca wyskoczę w bikini na chorwackiej plaży - i będę z siebie dumna!

Trzymajcie za mnie kciuki!

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o czymś, co umila mi dni, szczególnie te cieplejsze. Mowa o toniku Organic Surge na bazie hydrolatu z kwiatu pomarańczy, w którym zakochałam się już w poprzednie wakacje.


Buteleczka jest malutka, ale szeroka. Fajnie mieści się w mojej małej rączce. Koreczek trzyma mocno, ale nie ma najmniejszego problemu z jego odkręcaniem, nawet mokrymi rękoma. Butelka wykonana jest z lekkiego plastiku, niewiele waży i wygodnie się ją przewozi.

Etykieta jest  prosta, estetyczna i jak najbardziej trafia w moje klimaty. Mleczna buteleczka, płyn barwy jasnego miodku, adnotacja: your skin best friend... Można poczuć mięte od samego patrzenia!

Aplikator ułatwia korzystanie z produktu, tonik sam wypływa na wacik, bez zbędnego ściskania buteleczki.


Woda, ekstrakt z aloesu, hydrolat z kwiatu pomarańczy, ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, alkohol benzylowy, kwas dehydrooctowy, sorbitan potasu, fitan sodu, kwas cytrynowy.

W składzie znajdziemy dokładnie to, co producent obiecuje na etykiecie plus konserwanty. Moja buźka ceni sobie minimalizm, bo dzięki krótkiemu składowi potrafi czerpać garściami z cennych właściwości aloesu, kwiatu pomarańczy i wąkrotki azjatyckiej. Te dwa pierwsze składniki są mi bardzo dobrze znane i nie raz ratowały moją skórę w trudnych sytuacjach - w przypadku podrażnień, poparzeń czy stanów zapalnych. Przy okazji pięknie zmiękczają skórę. Wąkrotka azjatycka wspomaga ich kojące działanie, a przy okazji przeciwdziała pierwszym oznakom starzenia.



Znacie zapach kwiatu pomarańczy? Tonik właśnie tak pachnie, choć nie tak intensywnie jak czysty hydrolat. Ma w sobie też coś pudrowego i czystego, co nadaje całemu zapachowi elegancji. U mnie czysty aromat kwiatu pomarańczy wygrywa z tonikiem, ale jest jego przyjemnym zastępnikiem.
Tonik przyjemnie odświeża i zmiękcza skórę. Skutecznie niweluje zmęczenie ze skóry, przyjemnie relaksuje po ciężkim dniu. Często sięgam po niego również w ciągu dnia, gdy nie mam makijażu na twarzy. Świetnie sprawdza się w przypadku gorących dni, szczególnie gdy zasiedzieliśmy się na ławeczce na słońcu. Łagodzi podrażnienia, koi i świetnie nawilża buźkę.

Kosmetyk jest w 98,89% produktem naturalnym, a nawet organicznym, potwierdza to certyfikat EcoCert.


Znacie Organic Surge? Ja mam ochotę na więcej!

Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


28 gru 2014

Nawilżający olejek Botanics - The Power of Plants

Cześć Słońca! Nie miałam kiedy złożyć Wam życzeń, ale mam nadzieję, że pomimo ich braku miałyście wspaniałe, rodzinne i ciepłe święta. Na pewno życzyłabym Wam śniegu i ku mojej radości chociaż raz ta część życzeń by się sprawdziła - z poślizgiem, ale ważne że w końcu zrobiło się biało!
Korzystając z okazji od razu chciałabym Wam życzyć szampańskiej zabawy sylwestrowej, pięknej kreacji i zjawiskowego makijażu! I zabawy do białego rana :)

Jeśli jesteście ciekawe, jak bardzo byłam grzeczna w tym roku, zapraszam Was na Instagrama, tam na pewno będę się chwalić :)


Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o cudnym olejku, który dostałam od mojej cioci z Anglii. Olejek ten znajdziecie w każdym Bootsie w regularnej cenie 9,99 funta, ale możecie go znaleźć w promocji nawet za 6 funtów! Należy od do serii produktów Botanics - The Power of Plants, mająca w swojej ofercie kilka naturalnych perełek o cudnych składach dosłownie za grosze. Dowiedziałam się o niej od kochanej Pieguski, gdy opisywała u siebie balsam oczyszczający do twarzy na bazie olejów i maseł. Poczytajcie sobie o nim!

Tymczasem przyjrzyjmy się naszemu olejkowi...

Olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, olej z dzikiej róży, limonen, cytronelol (pozyskiwane z naturalnych olejków eterycznych), olejek eteryczny z geranium, geraniol (pozyskiwany z naturalnych olejków eterycznych), wyciąg ze skórki cytryny, linalol (pozyskiwany z naturalnych olejków eterycznych), olejek eteryczny z bergamotki, cytral (pozyskiwany z naturalnych olejków eterycznych), olejek eteryczny z cytryny

Mamy tutaj piękną mieszaninę olejów, olejków eterycznych i wyciągu ze skórki cytryny. Całość pachnie świeżo z lekką ziołową nutą, bardzo podobnie do mojego już niestety byłego kremiku z Gaia Creams - Palmarosa&Thistle. Wszystkie oleje i olejki są organiczne! Baza, jaką jest olej ze słodkich migdałów, sprawia, że rozprowadzony na skórze produkt szybko się wchłania i nie jest taki tłusty, jak można by się spodziewać. Tak więc od naszego olejku możemy oczekiwać nie tylko dobrej pielęgnacji, ale również delikatnego działania odprężającego i lekko wybielającego - ekstrakt ze skórki cytryny!

Buteleczka jest malutka, mieści 25ml cudnej mieszaniny, świetnie mieści się w mojej małej rączce. Jest idealna do podróżowania, więc często noszę ją w torebce, zawsze mam go przy sobie! Jest zaopatrzona w pipetkę, która działa naprawdę dobrze - kropla pojawia się dopiero wtedy, gdy ją przyciśniemy. Również bardzo praktyczne w podróży, ale też i na co dzień. Możemy spokojnie kontrolować dozowanie produktu.

Jak to olejek, jest niezwykle wydajny. Dostałam olejek po cioci, zostało go zaledwie 1/4 pojemności i przy regularnym dwumiesięcznym stosowaniu (wliczając to też podbieranie olejku przez Tośka!) zużyłam zaledwie połowę tego, co dostałam. A ciocia spokojnie kupiła sobie kolejną buteleczkę po powrocie :)
Możliwe, że sucharkom olejek schodził będzie szybciej - sama z suchością skóry zmagam się raczej okresowo, a ze względu na tendencję do przetłuszczania rozsmarowuję olejek cienką warstwą. Niemniej jednak te 25ml może nam służyć naprawdę bardzo długo.

Uwielbiam nanosić go na skórę, gdy ta jest jeszcze wilgotna - wtedy wpija się w nią jeszcze szybciej i jedyną oznaką jego obecności jest niesamowita miękkość skóry. Gdy odczekam odpowiednio długo, spokojnie mogę nałożyć na niego makijaż mineralny, chociaż nie jest to opcja na długi dzień poza domem. Niemniej jednak, gdy robi się naprawdę zimno tak przygotowana skóra jest mi bardzo wdzięczna! Często dodaję go również do maseczek na twarz, by je trochę podkręcić w działaniu nawilżającym, a gdy nie mam pod ręką mojego ulubionego serum silikonowego z Green Pharmacy, to kropla właśnie tego olejku zabezpiecza moje końcówki.

W działaniu naprawdę mnie zaskoczył, bo jest w stanie w zupełności zadowolić mnie pod względem nawilżenia twarzy. Ciocia również była nim zachwycona, ponieważ po poważnym oparzeniu drugiego stopnia twarzy ciągle miała problemy z nadwrażliwością skóry, olejek świetnie się z nią dogadywał. W moim przypadku miał okazję złagodzić jedynie podrażnione okolice za każdym razem, gdy wracam do domu, gdzie czają się na mnie koty - mam uczulenie na kocią sierść. Najczęściej trafiał pod oczy i wcale nie okazał się zbyt ciężki, jednak świetnie też radził sobie z każdą inną częścią ciała. 
Nawilża fenomenalnie, więc z nim mam tę sprawę zupełnie załatwioną, wystarczy mi tylko dodatkowo oczyszczać i likwidować zaczerwienienia, i pielęgnację idealną mamy w garści.
Miałam nadzieję, że ekstrakt ze skórki cytryny da radę brzydkim śladom, po tym jak wysypało mnie przez święta (uwielbiam zajadać się ćwikłą i zawsze się to tak na mojej twarzy kończy), jednak niestety przebarwienia jak były, tak są dalej. Tutaj jednak się nie przejmuję, bo mam w zanadrzu witaminę C rozpuszczalną w wodzie i planuję ukręcić sobie lekkie serum!

Jestem ciekawa, czy Botanics ma w swojej ofercie więcej takich fenomenalnych olejków. Chętnie przyjrzałabym się wersji dla cery problematycznej :) Kochana Piegusko, dasz znać czy taka moja zachcianka w ogóle istnieje?


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


20 paź 2014

Nawilżający, kojący krem pod oczy dla osób młodych

Dzisiaj poniedziałek jest dla mnie jeszcze bardziej dobry niż zwykle. Dowiedziałam się przed chwilką, że na piękny początek studiowania dostanę stypendium! Słoneczko pięknie świeci nad Opolem i Jaskółka się raduje :) A że parę kosmetyków mi się kończy... :):):)

Dzisiaj już się nie będę rozpisywać, czeka mnie jeszcze trochę nauki w tej przerwie między zajęciami. Przejdę więc do kremiku pod oczy od Dermedic, który towarzyszył mi przez ostatnie dwa miesiące.


Ja wiem, że jestem jeszcze młoda, ale każdy z nas ma taki dzień, kiedy to wygląda się gorzej. A to skóra wokół oczu przesuszona, a to trochę sińców wyszło po ciężkiej nocy pełnej przewracania się z boku na bok, to znowu worki się pojawiły, albo alergia skupiła się właśnie na tej partii skóry. Nie twierdzę, że jest to produkt niezbędny w mojej kosmetyczce, ale na pewno od czasu do czasu przydatny!

Kremik ma bardzo lekką konsystencję, wchłania się tak szybko jak żel i łatwo się z nim pracuje paluszkami. Rozprowadza się gładko i wcale nie trzeba go dużo, by pokryć powierzchnię wokół oczu. Nie wpija się w skórę od razu, ale nie jest to też czas przydługawy, ot wystarczający na rozprowadzenie paluszkami. Dzięki temu jest wyjątkowo wydajny.
Produkt nałożony w większej ilości zaczyna się lepić, więc nie warto przesadzać, tym bardziej, że skóra wokół oczu jest delikatna.
Zapachu to on praktycznie nie ma. Coś tam można wyczuć po przyłożeniu do nosa, ale trzeba się mocno skupić.

Tubka jest naprawdę bardzo wygodna w użytkowaniu, wystarczy niewielki nacisk, by wydobyć produkt ze środka. Automatycznie napełnia się powietrzem po zmniejszeniu nacisku, dzięki czemu myślę nie będzie problemów z wykończeniem produktu. Wiadomo, powietrze najlepszym przyjacielem kremów nie jest, ale coś za coś. Produkt i tak ma w sobie konserwanty.


Woda, olej ze słodkich migdałów, krzemionka (i) dwutlenek tytanu (i) tlenki żelaza, gliceryna, hialuronian sodu (sól kwasu hialuronowego), betaina, glikol propylenowy (transportuje składniki aktywne głębiej skóry) (i) wyciąg z (alg) chlorelli zwyczajnej, alkohol cetylowy (emolient), octan tokoferolu (witamina E), kopolimer kwasu akrylowego i alkilometakrylanu (substancja kondycjonująca), Trietanoloamina (regulator pH), DMDM Hydantoin (konserwant), Metylocholoizotiazolinon (konserwant), Metyloizotiazolinon (konserwant), alantoina, perfum.

Kompozycja jest bardzo trafiona, która zadba o dobre nawilżenie skóry, ale także jej ukojenie, wyciszenie. Mamy tutaj olej ze słodkich migdałów, który świetnie ją zmiękczy, kwas hialuronowy, glicerynę, ekstrakt z chlorelli. Dwutlenek tytanu ochroni przed promieniowaniem UV, krzemionka i tlenki żelaza to naturalnie występujące minerały, które nadadzą wykończeniu matowości - fajna sprawa u powiek tłustych, jak moich, delikatnie regulują tą przypadłość. Betaina, alantoina i ponownie chlorella ukoją skórę podrażnioną, zredukują sińce, opuchnięcia. Chlorella dodatkowo jeszcze zmobilizuję skórę do odbudowy i produkcji kolagenu, elastyny. Konserwanty konieczne przy takiej tubce (gdzie powietrze za każdym użyciem dostaje się do środka) by nam się w środku nic nie rozwinęło.

Tak jak wspomniałam wcześniej, nie jest to produkt, który potrzebuję używać codziennie. Ale sprawdza się po ciężkim dniu, ciężkiej nocy lub gdy skóra zaczyna kaprysić i przesusza się w tych okolicach. Na pewno będę z niego korzystać częściej przy kuracji kwasami - oczywiście będę omijać okolicę oczu, ale wiadomo, że taki kwasowy peeling może się niespostrzeżenie przemieścić tak, gdzie nie trzeba i podrażnić okolice oczu. Będzie też fajnym lekkim rozwiązaniem na zimę.
Skóra po nim jest delikatne napięta zaraz po aplikacji, lecz to uczucie szybko znika. Dodatkowo wykończenie jest matowe, nic nam się nie błyszczy jak psu jajka, nawet jeśli Wasze powieki mają do tego zdolności - kremik to wyreguluje, również w ciągu dnia. Skóra staje się dobrze nawilżona, wygładzona. Drobne zmarszczki mimiczne wokół oczu są mniej widoczne - na tyle na ile mogę ocenić ten efekt na swoich paczałkach. Znacznie lepiej ten efekt widać na moich delikatnie opadających powiekach, między jedną a drugą nie ma tak "wielkiej" różnicy, jak za czasów gdy nie stosowałam żadnego kremu. Nie jest to efekt WOW, ale jak na moje potrzeby całkiem nieźle się sprawdza.
Jestem alergiczką i zawsze znajdę powód do kichania. Już wiem, że na wykłady z chemii ogólnej muszę chodzić z paczką chusteczek, najlepiej jeszcze łyknąć przed wyjściem loratadynę, bo przekicham i przesmarkam cały wykład. Prawdopodobnie klimatyzacji dawno nie czyścili... Tak więc nawet w zimę zdarza mi się mieć podrażnioną skórę wokół oczu właśnie przez alergię i z kremikiem całkiem przyjemnie mi się przez te okresy przechodzi.

Jeśli nie miałyście wcześniej kontaktu z kremami pod oczy, ten z Dermedic będzie naprawdę fajną pozycją. Niedrogi, koszt oscyluje wokół 30zł, w zależności gdzie go dopadniecie, starcza na długo, jest lekki i delikatny :)

P.S. Pytałam Was już na fanpage'u, ale tutaj też ponowię pytanie: szukam dobrego kremu BB na czas jesiennego kwaszenia! Jako, że kremu BB nigdy nie miałam, liczę na Wasze doświadczenie. Moimi typami na ten moment są te od So Bio Etic i nowość od Lily Lolo. Poradzicie coś? :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


27 wrz 2014

Cera sucha, alergiczna - żel pod prysznic z Dermedic

Cześć kochani! 
Przepraszam za milczenie, ale miałam na głowie pakowanie. Za to już dzisiaj nadaję do Was prosto z Opola! Na razie na pełnej prowizorce, na internecie mobilnym, ale zawsze to coś :) Was zacznę z powrotem odwiedzać dopiero od poniedziałku, gdy przyjdzie miły Pan Monter i nam internecik zamontuje.

Jeśli chodzi o samo Opole, jestem pod dużym wrażeniem. Mieszkamy sobie z Tośkiem i dwoma współlokatorkami na spokojnym osiedlu, wszędzie mamy blisko, wyczaiłam już stoisko bubble tea, gdzie będę trwonić pieniądze... :) A samo Opole jest naprawdę urokliwym miastem, a jeszcze nie byłam nad Odrą! Jak nam pogoda dopisze, w poniedziałek wybieramy się do zoo.

Dzisiaj mam dla Was kolejny produkt od Dermedic, z serii dedykowanej dla skóry bardzo suchej i atopowej. Mowa o żelu pod prysznic, który podczas samego mycia ma nam pomóc zregenerować barierę ochronną skóry.


Wszystkie opakowania Dermedic bardzo mi się podobają, są proste i schludne, nie przeładowane niepotrzebnymi informacjami. Butla żelu jest przeźroczysta, bez problemu możemy stwierdzić kiedy nadejdzie czas na następny zakup. Produkt wydobywamy nakrętką zaopatrzoną w specjalny aplikator, który spotkałam już w kilku produktach od Dermedic - duży plus za wygodę używania, a także transportowania w torbie bez obawy o wylanie się zawartości.

Sam produkt, jak to żel, jest nieco lejący. Dobrze się pieni, zapach ciekawy, jednak zdecydowanie męski. Nie mam problemu z używaniem męskich żeli, jednak nie jest to rzecz, którą chciałabym się myć codziennie.

Woda, SLeS (and) Cocamidopropyl Betaine (and) Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Hydroxysultaine (zmiękcza skórę i włosy), PEG-7 Glyceryl Cocoate (emulgator), Glycereth-8 ester oleju makadamia, panthenol, Polyquaternium-7 (polimer, zostawia powłokę ochronną), kopolimer akrylowy (zostawia powłokę ochronną), olej lniany, alantoina, kwas cytrynowy, PEG-120 Methyl Glucose Trioleate (emulgator), Parfum, Potassum Sorbate, Sodium Benzoate (konserwanty)

Skład łączy z sobą oleje - lniany i makadamia, świetne do skóry suchej, genialne regenerują barierę lipidową naskóra - i chemię, która tworzy na skórze powłokę ochronną, by woda nie parowała z uszkodzonego naskórka. Oprócz tego znajdziemy w nim panthenol i alantoinę, które działają łagodząco, co świetnie się sprawdzi u skóry atopowej, alergicznej. Detergenty są zastosowane trzy, dwa z nich są łagodne. Dzięki temu żel dobrze się pieni, ale jednocześnie jest łagodny dla skóry. Zastosowane emulgatory dodatkowo same z siebie nawilżają, konserwanty są w porządku.


Od razu zaznaczę, nie spodziewajcie się od tego żelu cudów na kiju. Sam w sobie nie nawilży Waszej skóry na tyle, byście więcej nie musiały sięgać po balsamy do ciała. Jest fajny dla leniuszków mego pokroju, które lubią sobie taką przyjemność po kąpieli odpuścić, ale nie zastąpi nam tego w zupełności.

Skóra po kąpieli jest miękka, sam żel nie podrażnia zmian skórnych. Pieni się naprawdę dobrze, jego niewielka ilość starcza na dużą powierzchnię ciała. Stosowany przez dłuższy okres czasu w parze z balsamem do ciała (nawet przeciętniakiem, którego musimy wykończyć) potrafi porządnie zregenerować skórę. Bardzo przydatny przy skórze właśnie bardzo suchej, atopowej czy alergicznej, nie podrażnia, jest delikatny, nie zrobimy sobie krzywdy podczas mycia.

Produkt jest dobry, ale sama zdecydowanie wolę mydełka. Pozostawiają skórę bardziej zmiękczoną, same w sobie potrafią nawilżyć podczas kąpieli. Za cenę tego żelu, po dołożeniu około dwóch czy trzech złotych miałabym dwa mydełka na Lawendowej Farmie i jedno od Veggie Bubbles (bez kosztów przesyłki). Za żelem zdecydowanie znacznie bardziej przemawia jego dostępność - znajdziecie go w aptekach czy Hebe :)

Miałyście ten żel? Czy może jak ja wolicie mydełka? :)

Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


Disqus for Jaskółcze Ziele