Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vis Plantis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vis Plantis. Pokaż wszystkie posty

16 sie 2015

Vis Plantis balsam antycellulitowy z filtratem ze śluzu ślimaka

Cześć, kochani! Dzisiejszy post jest nietypowy, ponieważ piszę do Was z basenu termalnego znajdującego się w Wielkim Mederze, na Słowacji. Z aplikacji Blogger :) Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku, tekst się nie rozjedzie i zdjęcia będą odpowiedniej wielkości.

Dzisiaj opowiem Wam o balsamie przeciwcellulitowym Vis Plantis z ekstraktem ze śluzu ślimaka.
Butla mieści pół litra balsamu, który starczy nam na kilka dobrych miesięcy regularnego stosowania. Mnie osobiście przy miesięcznym użytkowaniu rano i wieczorem nie udało się zużyć nawet połowy, a stosowałam balsam na całe nogi i brzuch. 


Opakowanie wykonane jest z niezbyt grubego plastiku, dzięki czemu z łatwością możemy określić ile prodktu nam jeszcze pozostało, patrząc po prostu pod światło. Plastik nie jest specjalnie wytrzymały, co widać na załączonych zdjęciach - nie byłam dla butelki brutalna, taka już do mnie przyjechała :)
Butla zaopatrzona jest w pompkę, co jest najlepszym rozwiązaniem do tego typu produktu. Jednak mogłaby aplikować więcej produktu na raz.

Woda, parafina, gliceryna, masło shea, alkohol cetylowy, Ceteareth-20, olej bawełniany, Ethylhexyl Stearate, filtrat ze śluzu ślimaka, bentonit, ekstrakt z masła shea, ekstrakt z awokado, octan tokoferylu (witamina E), panthenol, Acrylathes/C10-30 Akryl Acrylate Crosspolymer, Dimethicone, Parfum, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol, Hydroxycitronellal, Citronellol, Alpha-isomethyl Ionone, Limonene, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool

Obecność parafiny tak wysoko w składzie kompletnie mi się nie podoba, tym bardziej, że marka reklamuje swoje kosmetyki, jako "pełne natury". Tej natury trochę widać później w składzie, jest obecne masło shea, jak i ekstrakt z niego, ekstrakt z awokado i filtrat ze śluzu ślimaka, olej bawełniany i bentonit, ale na tym ta cała natura się kończy - a skład jest jeszcze dłuższy. Większość dodatków ma na celu poprawić jakość użytkowania produktu, jak rozprowadzanie po ciele - z czym sobie całkiem nieźle radzi, czy wchłanianie się - z czym radzi sobie już znacznie gorzej, co mnie zaskoczyło, biorąc pod uwagę jego lekką konsystencję. Winę za to zrzucam na parafinę, tak wysoko w składzie. A wystarczyłoby zamienić się miejscami z masłem shea i od razu skład byłby przyjemniejszy, i dla oka, i dla ciała.

Odnośnie filtratu ze śluzu ślimaka, firma zapewnia, że żaden ślimak nie ucierpiał podczas jego pozyskiwania. I chwała im za to!


W ciągu wakacji moja dotychczasowa, lekka dieta przeszła przeobrażenie zupełne, odpuściłam również w kwestii ilości wypijanych płynów, co na moim ciele od razu zostało zaznaczone. Powrócił cellulit wodny, którego udało mi się pozbyć już pół roku temu, odpowiednio nawadniając organizm.
Pamiętając, jak długo mój organizm musiał się przyzwyczajać do faktu, że jest regularnie nawadniany i nie musi specjalnie magazynować wody w postaci tego przebrzydłego cellulitu wodnego, postanowiłam sprawdzić czy połączenie mojego nowego balsamu z odpowiednim nawadnianiem przyniesie oczekiwane rezultaty w krótszym czasie. I tak oto popijałam sobie domowo robioną wodę smakową według tego przepisu, smarowałam się sumiennie balsamem, masując przy okazji ciało zawsze w kierunku serca, by poprawić krążenie limfy i krwi i cierpliwie czekałam.

Pierwsze rezultaty były widoczne po okresie dwóch tygodni, cellulit wodny zaczął powoli zanikać, a skóra stała się jędrniejsza. Po miesiącu, czyli obecnie, większość cellulitu wodnego znikła, została jednak typowo pomarańczowa skórka, z którą balsam, wspierany spacerami i obecnie pływaniem, nieszczególnie sobie radzi.
Podejrzewam, że żeby pozbyć się pomarańczowej skórki muszę znacznie zwiększyć ilość ruchu - a ta ilość znacznie się zmniejszyła, odkąd mam wakacje. Zamieniłam pilates i szóstkę Weidera na spacery i bieganie na zjeżdżalniach, na co moje ciało stanowczo mówi: to za mało!
Dlatego gdy już skończę dla Was pisać, biegnę na aerobik wodny, a później wskakuję do basenu olimpijskiego. Woda to w końcu mój żywioł, jestem zodiakalną rybą i jeśli nie zacznę teraz to resztę wakacji spędzę na kanapie!

Wracając jeszcze do działania balsamu, nie dał rady z nawilżaniem mojej skóry. Moje ciało z reguły nie jest zbyt wymagające, jednak w czasie wakacji często uczula mnie słońce, czasem nawet i woda, co objawia się wysypką i suchością skóry. Z reguły pomaga wapno i odrobina nawilżenia, jednak w przypadku tego balsamu, musiałam sięgnąć po inny produkt. Podejrzewam, że gdyby zamienić miejscami w składzie masło shea i parafinę, taka sytuacja nie miałaby miejsca. Moja skóra bardzo lubi się z masłem shea.

Stosowanie dwóch balsamów na raz nie jest wymarzoną bajką balsamową, więc najprawdopodobniej drugi raz po ten balsam nie sięgnę. Ale mam zamiar go wykończyć i z jego pomocą pozbyć się w zupełności cellulitu wodnego. Kto wie, może da lepsze rezultaty, gdy zwiększę w końcu ilość ruchu.
Niemniej jednak mój następny "produkt" przeciw cellulitowy będzie... Ostrą szczotką do ciała!

P.S. Pomimo tego, że post jak najbardziej został napisany na basenie, zdjęcia już nie chciały się wgrać. Stąd publikacja z poślizgiem, ale również ze wszystkim dopiętym na ostatni guzik! Teraz już nie pędzę na wodny aerobik - który jak najbardziej był zaliczony! - tylko na grilla :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


25 kwi 2015

Olejek arganowy, różany, makadamia | Vis Plantis

Przyszedł weekend, w którym wreszcie wróciłam do domku. Miałam odpocząć, leniuchować za ostatnie 3 tygodnie, nabrać energii na następne. Ale zostałam brutalnymi siłami zapędzona do ogródka, gdzie spędziłam 4 godziny na grabieniu i zbieraniu trawy. Przynajmniej dzisiejszy fitness mam już zaliczony :)

Tęskniliście przez miesiąc? Ja za blogosferą stęskniłam się bardzo, chociaż tak na prawdę nie zauważyłam kiedy cały miesiąc nam zleciał na tej rozłące. Czeka mnie sporo nadrabiania, ale nadchodzące tygodnie będą już trochę lżejsze - przynajmniej takie się zapowiadają i mam nadzieję, że nic w tej kwestii nie ulegnie zmianie.
Najważniejsze, że przez ten miesiąc nabrałam dystansu, co z kolei pozwoliło zrodzić się nowym pomysłom. Mam dla Was małą niespodziankę i będziemy na blogu na dniach gościć nową osobę - dla mnie bardzo inspirującą i bliską mojemu serduchu. Zgadniecie kto u mnie zagości?

Dzisiaj mam dla Was trzy olejki od Vis Plantis.


Vis Plantis to kolejna odsłona Elfa Pharm, której to mottem przewodnim są kosmetyki pełne natury. Trafiły do mnie trzy olejki: różany, arganowy i macadamia, które miały zadbać o mnie od stóp do głów - dosłownie. Buteleczki zawierają 30 ml unikatowych olejków, które świetnie sprawdzają się w pielęgnacji i, jak to olejki już mają, ta ilość jest niesamowicie wydajna.

Podoba mi się minimalizm opakowań. Całe ich piękno ma odzwierciedlać olejek, swoją złotawo-słomkową barwą. Są wygodne w podróży, aplikator zapobiega wylaniu się produktu i pozwala na pobranie takiej ilości olejku, jaka będzie nam potrzebna. Nic się nie marnuje, więc olejki służą nam na dłużej.


Wersję arganową stanowi 50% oleju arganowego, 49,5% oleju makadamia, pozostałe 0,5% to miejsce dla kompozycji zapachowej, witaminy E i C, i innych konserwantów, które pozwolą nam się cieszyć olejkiem na dłużej. Sama nie jestem zwolenniczką tego typu dodatków do oleju, wole je w czystej postaci - nawet jeśli mają nieprzyjemny zapach. Jednak jestem w stanie zrozumieć politykę firmy - olejki te są dostępne w drogeriach, mają wytrwać długi czas na półkach sklepowych, a potem w naszych kosmetyczkach. Jeśli już mam się do czego przyczepić, to kompozycji zapachowej, która u alergików może wywołać podrażnienia.

Tak więc wersja to mieszanka dwóch świetnych olejów, których myślę nie trzeba przedstawiać. Świetnie sobie radzą w pielęgnacji cery suchej i dojrzałej, pięknie zmiękczają i uelastyczniają skórę, włosom nadają blasku i siły. Pachnie bardzo delikatnie, neutralnie, drogeryjnie - a szkoda, bo bardzo lubię lekko orzechowy aromat oleju arganowego. Wersja ta przeznaczona jest do włosów i to na nie najczęściej trafiała. U mnie szału na głowie nie zrobił, był po prostu dobrym uzupełnieniem mojej codziennej pielęgnacji. Włosy były silne i gładkie, ale zdecydowanie lepszy efekt uzyskuję bo oleju z awokado czy lnianym. Za to u mojej mamy spisywał się bardzo dobrze. Mama ma włosy wysokoporowate, farbowane od lat na blond. Olejek miał pole do popisu i wykorzystał je w pełni.

Jeśli macie podniszczone, suche włosy, olejek może stać się Waszym sprzymierzeńcem. W przypadku włosów o dobrej kondycji można znaleźć lepsze oleje.

Olej arganowy, olej makadamia, Parfum, PEG-8, tokoferol (witamina E), palmitynian askorbylu (przeciwutleniacz), kwas askorbinowy (witamina C), kwas cytrynowy.


Olejek makadamia zawiera aż 99,5% tego olejku. Zapach również jest bardzo delikatny, ale o ile dobrze kojarzę olej makadamia sam w sobie nie ma zapachu. Sam w sobie jest świetny do ciała, gościł już kiedyś u mnie i byłam nim szczerze zachwycona, więc olejek Vis Plantis miał poprzeczkę zawieszoną bardzo wysoko. I poradził sobie bardzo dobrze. Świetnie zmiękcza skórę i nadaje jej sprężystości. Szybko radzi sobie z przesuszeniami, nie podrażnia świeżo ogolonej skóry, a nawet delikatnie łagodzi podrażnienia spowodowane depilacją. Wchłania się bardzo szybko, wręcz w tempie ekspresowym, nie pozostawia tłustej warstwy. Szkoda tylko, że nie występuje w większej objętości, ponieważ stosowany na całe ciało, pomimo swojej wydajności zużywa się bardzo szybko.

Olej makadamia, Parfum, PEG-8, tokoferol, palmitynian askorbylu, kwas askorbinowy, kwas cytrynowy, salicylan benzylu, aldehyd heksylocynamonowy, hydroksycytronellal, limonen, linalol (kompozycja zapachowa).


Wersji różanek byłam najbardziej ciekawa. Nie miałam okazji spotkać się z różą rdzawą, a ten olejek funduje mi 10% tego olejku. 89,5% stanowi olej makadamia. Olejek pachnie różami, co jest nieco mylące, gdyż olejek z róży rdzawej pozyskuje się z owoców - przypominających naszą dziką różę. Zapach jest ładny i nienachalny, fani różanych aromatów będą bardzo zadowoleni. 

Gdy już zaspokoiłam swoją ciekawość, musiałam przyznać, że nie jestem zachwycona. Olejek w użytkowaniu jest bardzo wygodny, łatwo się rozprowadza i wchłania się równie szybko jak jego poprzednik. Skóra była przy nim miękka i naprężona. Jednak oczekiwałam czegoś więcej. Po dłuższym czasie użytkowania, okazało się, że olejek dobrze natłuszcza, jednak z nawilżeniem z jego strony jest troszkę gorzej. Zaczęły pojawiać się suche skórki i pokornie wróciłam do swojego zestawu Gaia Creams. Widać moja buźka jest znacznie bardziej wymagająca i niestety dodatek róży rdzawej nic na to nie poradził.

Olejek zużywam obecnie do pielęgnacji szyi i dekoltu, i tutaj sprawuje się całkiem nieźle, gdyż te okolice u mnie już tak nie kapryszą. Ale ponieważ moja pielęgnacja szyi i dekoltu opiera się na tym, co obecnie stosuję na twarz, olejek różany już więcej u mnie nie zawita.

Olej makadamia, olej z róży rdzawej, Parfum, PEG-8, tokoferol, palmitynin askorbylu, kwas askorbinowy, kwas cytrynowy, cytronelol, geraniol.


Podsumowując, olejek arganowy nie raz jeszcze zagości w kosmetyczce mojej mamy. Ja chętnie sięgnę po olej makadamia, lecz jeśli nie pojawi się w większym opakowaniu, będę myślała o nim jedynie w tematach okołopodróżniczych. Olejek różany nie porwał moje serca, choć marzyłam o płomiennym romansie.

Podoba mi się wprowadzanie tego typu produktów do drogerii. Cieszy mnie, że coraz więcej naturalnych produktów można dostać od ręki. Vis Plantis wypuściło ostatnio serię z brzozą i jestem jej bardzo ciekawa - szczególnie to jak się mają do produktów Sylveco.
Znacie te olejki? A może poznałyście się już z brzozą serią?

Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


Disqus for Jaskółcze Ziele