12 kwi 2016

Wybielająca oraz delikatna pasta do zębów Coslys

Cześć kochani! Słoneczko zaczęło ponownie wyglądać zza chmur i choć jeszcze nie jest tak słonecznie, pięknie i ciepło, jak w zeszłym tygodniu to ja już bardzo z tego tytułu się cieszę! Na czwartek mamy zaplanowane Wielkie Grillowanie na kampusie uniwersyteckim i pogoda po prostu musi dopisać! A ja bardzo chętnie zjem sobie ugrillowanego w sreberku camemberta :)

Dzisiaj porozmawiamy sobie o moich pierwszych krokach w stronę dbania o higienę jamy ustnej w naturalny sposób. Jedyną naturalną pastą, z którą do tej pory miałam do czynienia, była pasta Himalaya Herbals, którą można dostać w Rossmannie za 10zł, gdy są obniżki. Byłam bardzo zadowolona z tej zmiany, pasta była zdecydowanie łagodniejsza, co moje wrażliwe dziąsła przyjęły z ulgą. Poszłam jednak krok dalej i postanowiłam wypróbować pasty Coslys: wybielającą i przeznaczoną do wrażliwych zębów i dziąseł. Znalazłam je w drogerii Matique, gdzie znajdziecie sporo ekologicznych kosmetyków i środków czystości.


Co do pasty wybielającej, miałam do niej duże oczekiwania. Jestem ogromną wielbicielką herbat, pije je w ogromnej ilości i często w postaci mocnych naparów - szczególnie jeśli mówimy o ziołowych naparach czy yerbie. Przez lata miałam do czynienia z wieloma pastami wybielającymi, od których nie wymagałam zbyt wiele - ot, powrotu do naturalnego koloru zębów. Drogeryjne pasty przeszkadzały mi swoją intensywnością, ponieważ mam wrażliwe, czasem krwawiące dziąsła. Pasta Coslys miała więc nie lada orzech do zgryzienia.

Pasta wybielająca jest zdecydowanie dużo delikatniejsza od jej drogeryjnych odpowiedników. Nie ma tego specyficznego posmaku pasty wybielającej, nie wgryza się w język i pieni się całkiem przyzwoicie - choć mniej od standardowych past. Ma bardzo delikatny miętowy posmak, dobrze odświeża oddech. Ma świetne działanie wybielające, widoczne już od drugiego użycia. Jest to najlepsza wybielająca pasta, jaką miałam okazję stosować i przy tym jest delikatna dla moich dziąseł.


Gliceryna, woda, uwodniony fosforan wapnia, dwutlenek tytanu, węglan sodu, aromat, guma ksantanowa, betaina kokamidopropylowa, alkohol, wyciąg z propolisu, wyciąg z stewi, benzoesan sodu, linalol, limonen

Skład jest króciutki, zawiera obiecany propolis, który dba o moje dziąsła. Bardzo podoba mi się to, że pasta jest zrobiona na bazie gliceryny.


Pasta przeznaczona dla wrażliwych zębów i dziąseł jest właściwie delikatnym żelem. Ma ona mocniejszy od poprzedniczki miętowy posmak, który utrzymuje świeżość w ustach na długo. Pieni się lepiej od wersji wybielającej. Korzystając z tej pasty moje dziąsła nie krwawiły, pasta potrafiła ukoić nawet opuchnięte dziąsła spowodowane wyrzynaniem się moich zębów mądrości - które muszę usunąć, ale możliwość pokaże się dopiero na wakacje. Tak więc pasta stała się dla mnie ratunkiem w dni, gdy moje dziąsła w okolicy ósemek się odzywają.
Tosiek jednak nie lubi tej pasty. Twierdzi, że pozostawia mu w ustach nieprzyjemny posmak. Widać jest to sprawa indywidualna, bo ja nic takiego nie zaobserwowałam - w ustach czuję jedynie delikatny posmak mentolu. 

Woda, sorbitol, gliceryna, krzemionka, karboksymetyloceluloza sodowa, glukozyd decylowy, aromat, benzoesan sodu, wodorotlenek sodu, limonen, linalol, wyciąg ze stewi

Skład jest jeszcze krótszy, niż w przypadku poprzedniej wersji :) Żel również jest wykonany na bazie gliceryny, posiadała łagodny środek myjący - glukozyd decylowy. Pasta nie zawiera fluoru, jeśli jest to dla Was ważna informacja.


Jestem bardzo zadowolona z tej małej przygody z naturalnymi pastami do zębów. Obawiałam się, że nie będą potrafiły odświeżyć oddechu, ale moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Pasty są delikatne dla moich wrażliwych dziąseł i zdecydowanie moją faworytką stała się wybielająca wersja, chociaż dopóki nie usunę ósemek delikatny żel również nie opuści mojej łazienki.

75ml pasty Coslys w drogerii Matique kosztuje 24,99zł. Jest tam też truskawkowa wersja dla dzieci :)

Znacie pasty Coslys? Miałyście już do czynienia z naturalnymi pastami do zębów?


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


10 kwi 2016

Wiosenne spotkanie z dziewczynami w Opolu

Cześć kochani! Strasznie się cieszę, że słoneczko do nas wróciło. Co prawda dzisiaj dzień jest potwornie deszczowy, ale jest mi zdecydowanie lepiej po takiej dawce słoneczka. Tym bardziej, że prognozy pogody mówią, że to nie koniec! Zabieram ze sobą z powrotem do Opola rolki i jak tylko pogoda się poprawi, śmigamy z Tośkiem na wyspę Bolko.

W taki równie piękny, słoneczny dzień miałam okazję ponownie spotkać się z dziewczynami z okolic Opola i Wrocławia - plus rodzynek z Krakowa. Dzięki dziewczynom odwiedziłam w końcu kawiarnię Pozytywka, którą mijam codziennie w drodze na uniwersytet - i która od zeszłej soboty stała się moją ulubioną kawiarenką :) Mają tam przepyszne koktajle owocowe i owocowo-warzywne na bazie zielonej herbaty i równie smaczne bruschetty - obie rzeczy wypróbowane. Ostrzę sobie zęby na domowe tartalerki ze szpinakiem!

Pozytywka ma piękny wystrój, panuje tam niesamowita atmosfera i, co najważniejsze - jest to lokal przyjazny zwierzakom. Gdy będziemy mieć swoją psinę, na pewno będziemy często go odwiedzać :)

Gdy przyszłam na miejsce, większość dziewczyn już była na miejscu. Wszystkie uśmiechnięte i pochłonięte rozmową. Na miejscu była już przedstawicielka Sylveco, Pani Daria, która rozkładała piękne cudeńka na stole.

monika-paula.blogspot.com
Pani Daria posiadała ogromną wiedzę na temat składów każdego produktu i właściwości składników, które tworzą kosmetyki z linii Sylveco, Biolaven i nowości - Vianek wyjątkowymi. Najbardziej zainteresowane byłyśmy Viankiem, który skradł moje serce. Vianek jest uosobieniem naszej pięknej wiosny, produkty są kolorowe i przepięknie pachnące - zielonym jabłkiem, borówką z dodatkiem lawendy, maliną z cynamonem... Można się rozpłynąć. Najbardziej wpadły mi w oko peelingi, które miały przepiękne żywe kolory - tego samego dnia skoczyłam do jednej z drogerii, gdzie Daria widziała wcześniej Vianka, lecz niestety tych cudnych peelingów tam nie było. Ale z pewnością będą one moje!

karminowe-usta.blogspot.com
Drugim punktem programu było spotkanie z marką Indygo Nails, o którym opowiadała nam Pani Małgosia (która cały czas się uśmiechała :)). Opowiedziała nam o dostępnych produktach - nie tylko o produktach do paznokci, bowiem Indygo Nails ma w swojej ofercie również produkty z serii SPA. Hitem marki jest jednak kreatynowa baza, która niesamowicie wzmacnia paznokcie - i można stosować ją pod hybrydy. Dowiedziałam się również, że w salonach dostępny jest manicure masłem shea, który bez problemów można sobie zafundować w domu.

monika-paula.blogspot.com

Dominika (Zakręcona na włosy) przedstawiła nam stronę Oladi.pl, która zbiera w jednym miejscu najtańsze opcje kupna interesującego nas produktu - od ubrań, przez obuwie i biżuterię, po kosmetyki i wystrój wnętrz. Ponadto strona prowadzi bloga z poradami, na razie głównie modowymi, gdzie można szukać inspiracji na nadchodzącą wiosnę lub po prostu szukać pomysłów na łączenie różnych ubrań. Strona planuje również stworzyć bloga z inspiracjami dotyczącymi wystroju wnętrz.

monika-paula.blogspot.com
Co ciekawe, strona jest pomysłem... mężczyzny :) Denerwowało go, że jego dziewczyna, robiąc zakupy w internecie, podejmowała decyzję zbyt pochopnie, bez sprawdzenia tańszych opcji. Stąd pomysł, by stworzyć miejsce w sieci, które samo wyszuka te najtańsze.

karminowe-usta.blogspot.com
Na zakończenie spotkania odwiedziły nas Panie Magda i Agnieszka z Avonu, które porozmawiały z nami o pielęgnacji, opowiedziały o najpopularniejszych liniach pielęgnacyjnych marki: Anew oraz Nutra Effects, czy o zapachach dostępnych w katalogu, a na koniec zafundowały parafinowy zabieg na dłonie, który możemy spokojnie wykonać same w domu. Wszystko to było okraszone wesołymi anegdotkami :)

monika-paula.blogspot.com
Parafinowy zabieg na dłonie rozpoczęłyśmy od zmiękczenia skóry w kąpieli z dodatkiem olejku czekoladowego, który pachniał jak pyszny budyń. Następnie wykonałyśmy peeling dłoni i nałożyłyśmy intensywnie nawilżającą maskę z dodatkiem masła shea i właśnie parafiny. Rączki nasmarowane grubą warstwą włożyłyśmy w foliowe rękawiczki, a następnie w bawełniane, by maska mogła zdziałać cuda.

monika-paula.blogspot.com
Ręce były niesamowicie gładkie, a skóra utrzymywała nawilżenie przez kilka dni. Do tego do końca dnia pachniały przepięknie, czekoladowym budyniem :)

monika-paula.blogspot.com
Od lewej: Aga (ciekawekosmetyki.pl), Monika - organizatorka (Świat Dzikuski), Monika - organizatorka poprzedniego spotkania (Monika-Paula), Daria (Darusia994), Dominika (Zakręcona na włosy), ja :), Ewelina (Evelyn's 50 shades of red) i oczywiście Magda - organizatorka obu naszych spotkań (Karminowe Usta). Zostawiłyśmy po nas ślad w Księdze Gości Pozytywki:

monika-paula.blogspot.com
Nie wiem jak dziewczyny, ale ja bawiłam się świetnie. Jak zawsze dopisały nam świetne humoru, było dużo uśmiechu i zdecydowanie za mało czasu na pogaduchy. Będziemy musiały to odrobić przy kolejnej kawie w Pozytywce :) To co dziewczyny, któraś chętna na kawę w maju?

W następnym wpisie pokażę Wam cudowności, które dziewczyny dla nas przygotowały, dzięki uprzejmości sponsorów :)


O sponsorach i podarunkach od nich porozmawiamy przy najbliższej okazji :)


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


3 kwi 2016

Polski Domowy Kosmetyk - balsam do ciała

Cześć kochani! Ale mieliśmy piękny weekend! Dla mnie był on podwójnie piękny, bo w sobotę do domku wrócił do mnie Tosiek z Wrocławia. Nie było Go co prawda tylko trzy dni, ale to był mój pierwszy raz samotnie w mieszkaniu w Opolu i bardzo się za nim stęskniłam.

Skorzystałyście ze Stylowego Weekendu? Byliśmy dzisiaj z Tośkiem w Karolince i straszne tłumy były! Zaopatrzyliśmy się w Czasie na Herbatę - ja w Masala Chai, bo szukam swojego ideału odkąd wypiłam podobny trunek w herbaciarni Masala Tea House, a Tosiek kupił sobie kawę aromatyzowaną Irish Cream (która pachnie tak pięknie, że nawet ja mam ogromną ochotę ją spróbować).

Dzisiaj mam dla Was bardzo ciekawy, polski kosmetyk. Domowy Kosmetyk to świeża, ale bardzo obiecująca firma założoną przez byłą księgową, która jak wielu z nas miała dość otaczającej nas chemii - i zaczęła działać, by umożliwić sobie i najbliższym życie bez niej. I od jakiegoś czasu również z nami.

Domowy Kosmetyk poznałam dzięki spotkaniu w Zabrzu. Dostałyśmy przepiękną i przykuwającą uwagę paczuszkę, która delikatnie pachniała cytrusami...


...a w nim naturalny balsam do ciała na bazie masła shea oraz próbki dwóch scrubów i masełek. Balsam jest zamknięty w małej szklanej buteleczce i bardziej przypomina krem do twarzy. Ma wygodną pompkę, która nie ma większych problemów z aplikacją produktu - przynajmniej dopóki macie go więcej niż połowę. Później, z powodu konsystencji, trochę się zacina, ponieważ nie jest wystarczająco płynny, by dotrzeć do rurki i trzeba butelką trochę potrzepać. A gdy już trzepiemy, to nie jest wystarczająco gęsty i zazwyczaj kończy się na ochlapanych ściankach :)

Byłam bardzo ciekawa na jak długo wystarczy mi 50ml produktu. Z doświadczenia wiem, że produkty naturalne bardzo często są bardzo treściwie, więc również wydajne. Ten balsam jest bardzo lekki i nie ma tego poślizgu, co drogeryjne produkty, przez co zużyłam go w szybkim tempie - dla mnie, osóbki która do smarowania ciała jest bardzo chętna jedynie, gdy Tosiek mnie masuje (a wiadomo, jak jest z chęciami u płci męskiej :)) jest to tempo ekspresowe. Starczył mi na półtorej miesiąca.

Balsam ma delikatny zapach grejpfruta, który Tosiek bardzo polubił, a który mi osobiście pachnie jak kwaśna niedojrzała pomarańcza. Jednak jest to kwestia gustu, po prostu zdecydowanie bardziej wolę cięższe, korzenne zapachy z nutą wanilii czy piżma :)


Woda, masło shea, gliceryna, Cetearyl Olivate, olej jojoba, olej ze słodkich migdałów, kofeina, Sorbitan Olivate, olej z awokado, niacynamid (witamina B3), guma ksantanowa, olejek grejpfrutowy, limonen, olej roślinny, Tocopheryl Acetate (witamina E), D-panthenol, masło mango, glukonolakton (kwas PHA), benzoesan sodu, macerat z zielonej herbaty, hialuronian sodu, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, citral

Popatrzcie na ten piękny skład! Znajdziemy w nim nie tylko świetne oleje i masła, ale również takie składniki aktywne jak kofeina, witaminę B3 i E, glukonolakton czy macerat z zielonej herbaty! Daje mu to dużą przewagę w kosmetykach do pielęgnacji ciała i regularnie stosowany daje świetne efekty. Skóra jest pięknie nawilżona i miękka, i utrzymuje to nawilżenie znacznie dłużej. Najbardziej podoba mi się dodatek glukonolaktonu, jest to świetny antyoksydant, który wspomaga działanie regeneracyjne skóry i jest bardzo delikatny, przyjazny również dla cer bardzo wrażliwych.

Chociaż nie jestem balsamowym freakiem i właściwie po balsamy sięgam rzadko, z tym bardzo się polubiłam. Prawdopodobnie dlatego, że efekty faktycznie widać już od pierwszego użycia. Balsam bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę niesamowicie miękką. Zapach, przeze mnie akurat średnio lubiany, na skórze wyczuwalny jest tylko przez chwilę i jedynie przy bliskim kontakcie z nosem - dla mnie to duży plus, bo zapach mi nie przeszkadza. Z czasem efekt utrzymuje się znacznie dłużej, a skóra na moich udach stała się jędrniejsza - oczywiście jest to również działanie pilatesu, sam kremik takich cudów nie zdziała :)


Ogromnie się cieszę, że miałam okazję poznać Domowy Kosmetyk. Gorąco polecam Wam tę markę, szczególnie że firma oferuje 5ml słoiczki z próbką każdego kosmetyku. Zapachy kosmetyków są świeże i naturalne, więc jeśli lubicie taką świeżą nutę w kosmetykach, macie kolejny powód, by sięgnąć po Domowy Kosmetyk.


Trzymajcie się ciepło! Jaskółka


Disqus for Jaskółcze Ziele